|
Chicku
"Dlaczego oni robią z Edka Boga?"
Ludzie mówią, że Stachura pokazał im drogę życia. Mówią, że wypełnił pewną lukę, że sprawił, iż są lepszymi, niż byli, że ich uratował, że ich wybawił...
Nie mając tego na uwadze, zastanawiałem się, kim jest on dla mnie; zapoznałem się z tym co napisał, z tym co zaśpiewał, owszem, stał się dla mnie postacią pewnego kultu, ale nie dałem rady nazwać go własnym mistrzem. Wziąłem go raczej za kogoś równego sobie (i każdemu innemu), wziąwszy go za mistrza, zrujnowałbym cały ten klimat, całą tą poezję życia codziennego, wypatrzoną i kultywowaną przez Stachurę, opisaną przezeń... Opisaną doskonale i chwała mu za to. Był mistrzem literatury, ale kult jego postaci nie może stać się dla mnie kultem... boskim. ...A dla niektórych nosi takie znamiona...
Pisząc Oto i Fabulę rasę, wykazał zachowanie podobne do zachowania Buddy, gdy ten jeszcze głosił swe nauki. Może tutaj właśnie pojawia się geneza psychologiczna pewnego zachowania niektórych ludzi, którzy sprowokowali innych do zastanowienia się nad pytaniem, czy Stachura rzeczywiście nosił znamiona charakteryzujące go jako osobę-wodza, -mistrza, -boga...
Temat dyskusji, jaki zamierzam sprowokować, jest w moim mniemaniu z założenia niezdrowy, za bóstwo przez niektórych ludzi uznany może być każdy, a wprawny pisarz dla wprawnego czytelnika takowym punktem niepohamowanego kultu okazać może się bardzo łatwo. Chciałbym jednak, żeby ów temat został wraz z końcem tego artykułu jakoby zamknięty i żeby wraz z owym zamknięciem odpowiedź na pytanie "Stachura: bóstwo?" stała się jasna lub co najmniej bardziej klarowna.
Poniżej zamieszczam kilka tekstów znajomych, które to na swój sposób określają indywidualne podejście do literatury Stachury każdego z nich. Ile w tym kulcie ślepego uwielbienia, kreowania bożyszcze, czy też racjonalnego podejścia - oceńcie sami.
Hmmm...ciekawe. Dla mnie Sted ani bożyszczem ani mistrzem. Człowiekiem.
Człowiekiem bardzo ludzkim, bardziej ludzkim i bardziej żywym od osób
pozornie bliskich. Człowieiem pomagającym iść przez życie. Człowiekiem,
który pozostawił po sobie kawałek czegoś wspaniałego, pozwalającego obrać
pewne kierunki, pewne punkty widzenia. Nie chciałam jednak wszystkiego
podporządkowywać Stachurze, wywyższać go, traktować jako naistotniejszy
element we wszystkim co robię. I chyba mi się udało - spokojnie mi i
szczęśliwie, a on i jego wiersze przeplatają się obok,
kiedy ich akurat potrzebuję. I niech tak pozostanie... (Zuzanna)
Zarzucano Stedowi, że potrzebował wyznawców - ale to nieprawda. Jego
wielkość, podobnie jak całej poezji śpiewanej polega na harmonijnym
współistnieniu z otaczającą rzeczywistością.
Sted - Przyjaciel
nie bożyszcze
(Marcin)
Bóg jako t e n Bóg chrześcijański u Stachury pojawia się kilka razy. Ale ja widzę tutaj ten cały boski byt zupełnie inaczej. Mniej więcej w taki sposób, że Stachura jest bardzo podobny do Jezusa. W niczym tutaj, rzecz jasna, temu drugiemu nie ujmuję i nawet nie zaprzeczam żadnym biblijnym słowom, wskazuję tylko na to, że E. S. odnalazł jakąś drogę, to jest temat na dłuższy wywód, ale ja przejdę od razu do tego prawidłowego chrześcijańskiego Boga u Steda.
Pisał on kiedyś, że wszedł do kościoła i modlił się "Boże, żebyś był". Później (a może i już wtedy?) stał się ateistą (nie chciałbym tutaj stawiać tego za pewnik, ale tak mi się zdaje i tak chyba właśnie jest). Buddę, Chrystusa i innych rozumiał jako podobnych sobie, czyli zwykłych ludzi, faktycznie często rozumowali oni podobnie do niego i to pewnie odgoniło od niego wszelkie myśli o istnieniu boskich zaświatów. W końcu zaczął myśleć sobie, że na świecie nie ma nic poza ludzką głową, której zasoby w kierunku boskim sam rozwinął tak daleko, by móc stwierdzić, że właściwie prześcignął wszystkich i przyrównał się do dawnych proroków boskich, co pozwoliło mu napisać Fabulę Rasę, Oto oraz krążyć w tych klimatach, swoim zachowaniem na przykład.
Później był Bóg w Pogodzić się ze światem, którego obserwował na tle swojej matki. Był tym zafascynowany, gdyż jego tok myślowy znormalizował się na tyle, by przestać patrzeć na "wierzących" z góry.
Zuzanna:
Doszukałam się dziwnej zależności - Stachura Boga i wszelkie inne zajwiska, w które się powszechnie wierzy traktował, jako równych sobie. Porównanie Stachury do Jezusa wydaje mi się zupełnie trafne, gdyż wielu ludzi traktuje go co najmniej tak, jak należałoby czcić Jezusa. A ja pisałam gdzieś kiedyś, że S. traktuję, jako człowieka ludzkiego najbardziej, czyli równego (w mniejszym lub większym stopniu, prawdopodobnie mniejszym, ale jednak) sobie. Tak więc wynika z tego wszystkiego, że Stachura miał do bóstw wszelakich stosunek taki, jak ja do niego. Więc zaczyna zastanawiać mnie: czy on w moim życiu odgrywa jakąś boską rolę? Zapytana o to powiedziałabym bez wahania "nie". Ale jak jest naprawdę, to nie wiem.
(tytuł powyższego tekstu jest cytatem słów Jadwigi Stachury, matki poety).
|

1. piosenki Stachury
2. Bóg u Stachury
3. Moda na Stachurę
4. Stachura i życie
5. co po nim pozostało
6. bożyszcze
7. Cała jaskrawość - recenzja
8. biała lokomotywa
9. Poezja jako inspiracja dla muzyków
10. Stachuriada, DK Stokłosy, 2004
11. Spotkanie Z nim będziesz szczęśliwsza, O.K. Arsus, 2010
12. STACHURIADA 2010 w Grochowicach
opowiadania
Bieszczady II
Cudne manowce
wróć
|