Wszystko jest poezja
(1975)
Fragment...
Jestem głodny, bo narobiłem się jak wół, i siedzę przy wielkim stole, suto zastawionym, i mogę jeść, dyć mi się należy. Ale nie umiem jeść. Jeszcze nie umiem tego jeść. Muszę się dopiero nauczyć. Tylko trochę umiem. Dziobać jak wróbel umiem. I tak z wielkiego stołu zastawionego jadłem rozmaitym i niezwykłym, dziobię okruchy, przepuszczając je przez wąskie gardło. Trzeba się nauczyć jeść. Trzeba się nauczyć jeść tak, jak śpiewa słowik.
Zaszyty w gęstym nocnym listowiu na zielonej wyspie drzew na Odrze, w odległej jednego czterdziestometrowego nawodnego trójskoku od prawej burty - śpiewał słowik. Po wodzie to się niosło, ech, cudne manowce, jak najzgrabniejsza łódź. Jak kilka najzgrabniejszych łodzi. Jak mała flotylla. Leżąc na dolnej koi w kajucie zacumowanego przy nabrzeżu statku - słuchałem. I słuchałem. A kiedy uznałem, że dalsze słuchanie byłoby nieprzyzwoitością, zaryglowałem bulaj i spróbowałem zasnąć. O, to nie było łatwe. Już mówiłem, ciężko być panem samego siebie. Być swoim własnym prawodawcą. Santa Polonia, jak ciężko. Ale nic.
Ze słuchaniem słowika jest tak jak z poznaniem w ogóle. Za dużo nie można. To się właśnie nazywa przyzwoitość. Może też pokora. I poza tym tak się szczęśliwie składa, że "za dużo" jest niepotrzebne. Do obrazu istotności nie dodaje. Obrazu nie klaruje. Przeciwnie: zamazuje. Wykrzywia. Niszczy. UMIEŚCIĆ SIĘ W TREŚCI - oto być może cała treść. W tym, myślę, mieści się również szukanie nowych treści, które jeżeli są, to należy je odkryć, po to aby w nich się umieścić. A potem w nich się UTRZYMAĆ.