Piosenka bez słów
[opowiadanie]

     (ten, który cierpiąc najstraszliwsze cierpienia, dusząc łzy i dusząc się łzami nie uduszonymi, dźwigając na sercu pudowy ciężarny kamień prawości, co nieśmiertelnym jest palcem na pulsie każdego śmiertelnika - ten więc, który poprzez to wszystko spotrafił ponad tym wszystkim poznać siebie, spotrafił odkryć w sobie czarnobiałą bestię, spotrafił omroczyć mrok, to jest negatywnie go oświetlić, to jest doszczętnie mrok rozproszyć, i w ten jedyny możliwy sposób spotrafił wyjaśnić niewyjaśnialne, i który przemytymi, przejrzystymi, nagimi, dziewiczymi oczami zobaczył widok nad widoki, bezwymierne i nieskończenie wolne pole do siania nieskończonych cudowności:
     zboża, kwiatów, lasów, rzek, jezior, zwierząt, ptaków, powietrza, wody, ziemi, nieba, słońca, i który zobaczył, jak się to robi, jak się to przepięknie sieje prostym mrugnięciem powiek oczu dziewiczych, oczu niczyich, ten zatem więc, dlatego i nie tylko dlatego wie, o czym powie, kiedy powie tu o pewnym cudzie, obejmującym miłosnym ramieniem wszystkie, nieskończenie wszystkie cuda wieczności. Tym cudem cudów jest to, że absolutny sierota i absolutna sierota mogą oto spotkać się gdzieś na krańcach stworzonych przez siebie wszechświatów, gdzieś na liniach styku, i oto może narodzić się pomiędzy nimi coś, co może narodzić się tylko jedynie pomiędzy dwojgiem absolutnych wiecznych sierot, pomiędzy dwojgiem tych bogów: miłość nieśmiertelna, niewyobrażalna, nieporównywalna, niewypowiedzialna. Niewypowiedzialnie cudownie tedy zakochani, niewypowiedzialnie cudownie tedy razem, wiecznie odkrywają siebie, odkrywają życie, którym są. Bo życie jest wiecznym odkrywcą samego siebie i jest tym wiecznie cudownie zadziwione, wiecznie cudownie zachwycone. Możnaż tę piosenkę wysłowić, choćby się i nawet było najprzesławniejszym wysławiaczem? Rzecz jasna, nie można. I bezimiennemu źródłu bogów nieskończone za to dzięki. Bo dlatego właśnie życie jest nie do opisywania i nie do opisania, że jest do nieopisanie weselnego świętowania.
     Teraz tak: czy można zobaczyć to, czego nie ma, czyli mówiąc czytelniej, czy można zobaczyć to, czego nie można zobaczyć? Nie można zobaczyć tego, czego nie można zobaczyć. A co można zobaczyć? Można zobaczyć to, co można zobaczyć. Co? Fakt można zobaczyć. Fakt można skonstatować, będąc samemu faktem. Ale po to, żeby fakt skonstatować, ten fakt jest tu-i-teraz nieodzowny. Nie ma czegoś takiego jak awangarda, zapowiedź, przepowiednia, przeczucie faktu. Nie ma też czegoś takiego jak ślad po fakcie. Jest fakt. Nie ma przedfaktu, nie ma pofaktu. Jest fakt.
     Dlaczego się to mówi? Dlatego, że mogłoby się zdawać, że mówi się tu, na tych kartkach, właśnie o przedfakcie, czyli o czymś, co się nie stało, co nie zaistniało, czyli o czymś, o czym nie można nic prawdziwego powiedzieć, o czym nie można nic, co by nie było wymysłem, zmyśleniem, spekulacją wyssaną z wessanej spekulacji. Więc tak by się mogło zdawać, że mówi się tu o przedfakcie, ale tak się tylko może zdawać. Tak się może zdawać, bo takie już są, i nigdy nie będą inne, wszystkie słowa i wszystkie formy opisów: zdawkowe. A zwłaszcza tu, gdzie - jak rzadko gdzie - mówi się słowami o czymś, co jest poza słowami i co jest, żeby to zdawkowo wyrazić, niewymownie niezdawkowe.
     Tak więc, tu się nie spekuluje przedfaktowo ani pofaktowo. Tu się konstatuje fakt. Najcudowniejszy cud wieczności jest faktem. Faktem jest spotkanie dwojga absolutnie wiecznych sierot. Faktem są narodziny pomiędzy nimi miłości absolutnej, nieśmiertelnej, niezniszczalnej, nieskończenie coraz to piękniejszej, miłości jedynej, gdyż jedynie wieczna, trwała miłość może mianem miłości być mianowana. Trwała, się mówi. Nie trwająca, a zatem gnijąca jak wszystko, co trwa i co trwałe być nie może; lecz trwała, bo prawdziwie istniejąca, żyjąca; trwała, bo nie trwająca; trwała, bo nie więdnąca, bo wiecznie kwitnąca. Kto wie, o czym się tu słowami poza słowami śpiewa? Najcudowniejszy cud wieczności jest faktem. Bo nie umniejsza w niczym ducha tego faktu to, że ten tu opisywany przykład tego faktu okazał się być, żeby się tak wyrazić, tylko w połowie prawdziwy, to znaczy, że na to najcudowniejsze, najmiłośniejsze spotkanie stawił się, zjawił się realnie jeden z dwojga absolutnych wiecznych sierot, i ach, jak nieśmiertelnie, niezniszczalnie, niewyobrażalnie w drugiej sierocie zakochany, ale ta druga sierota, otóż o tej drugiej sierocie nie można powiedzieć ani sierota, ani ta druga, ani nawet, że się nie zjawiła, gdyż ta druga sierota, co się zjawiła, była nierealna, to było nieporozumienie, które prędzej czy później musiało się ujawnić. I tak też się stało.
     W całym promieniu rażenia tego rozpadającego się nieporozumienia tylko absolutny sierota, tylko on jedynie padł jego prawdziwie śmiertelną ofiarą. Wszyscy inni, przypadkowo w to wmieszani, a więc wszyscy poza absolutnym sierotą, gdyż poza absolutnym sierotą wszystkimi niepodzielnie rządzi przypadek, pozostali nietknięci,. niewzruszeni, pozostali tym, czym byli i czym pozostaną do czasu; i dla nich wszystkich to było tylko zdarzenie, to były mniej tub bardziej bengalskie sztuczne ognie na mniej lub bardziej papierowym niebie, to był mniejszy lub większy fajerwerk z mniejszym lub większym drżeniem rąk i serc. Tylko dla absolutnego sieroty to był prawdziwy grom z jasnego nieba, z najjaśniejszego nieba. Śmiertelnie porażony, poległ, nim zdążył zobaczyć. I nigdy, przenigdy by się z tego nie podniósł, gdyby nie był prawdziwie niepodległy. Bo oto absolutny sierota jest kimś, kto, będąc absolutnie umarłym, jest zarazem prawdziwie żywym, kto, będąc prawdziwie w śmierci zasięgu, jest zarazem prawdziwie poza śmierci zasięgiem; dlatego jest wieczny. I - poprzez śmierć, na przestrzał śmierci - oto jaki wyżej opisany cud cudów nie przeoczyły, lecz zoczyły jego przejrzyste, dziewicze, niczyje, absolutnie sieroce oczy. Prawdziwie się mówi, przytomnie i niezłomnie: dla człowieka rozumiejącego, dla człowieka prawdziwie żywego nie ma takiego najgorszego nieszczęścia, co na niego spadając, co się nań zwalając, nie przemieniłoby się w niewyobrażalne szczęście.
     Kto wie, o czym się tu słowami poza słowami śpiewa? Absolutne wieczne sieroty wiedzą. Wśród nich ta absolutna wieczna sierota, co już się kłuje, co już się faktycznie cuduje, co już szybuje, co już się zjawia realnie na najmiłośniejsze spotkanie miłosne z tym tu. i teraz absolutnym wiecznym sierotą.
     Wdepnijmy na chwilę w bagno czasu, żeby coc czasowego powiedzieć, co się być może komuś przyda. W czasach różnych, dawnych i współczesnych, ktoś tam komuś deklarował wieczystą miłość, nagabując jakby mimochodem o wstąpieniu w jakiś tam oficjalny związek, co to go potem rozwiązują oficjalnie lub nieoficjalnie, co znaczy dalej, na siłę i na bezsiłę, w rozwiązłym związku oficjalnie trwają. Po co się tu o tym napomyka? Bo jest błogosławiona niewygoda tych, którzy niewygodę w tym miejscu w sobie poczują i którzy jej w te pędy nie zagłuszą, pocieszając się w taki czy owaki wieloraki sposób, ale chodzić z nią będą jak z meteorytem, co wpadł do oka, przytomnie i niezłomnie: ta niewygoda jest pierwszym krokiem w cudotwórczą stronę. Po to się tu napomknęło o tym. Żeby pokazać kierunek w głuchych ciemnościach. Tu się nie potępia ciebie ani ciebie, ani ciebie. Nic się prawdziwie dobrego nigdy nie stało i nigdy nic stanie z potępiania kogokolwiek, czegokolwiek. Nic prawdziwie pięknego nigdy nie może wyróść na gruncie potępienia. Mówi to ten, co potępiał i potępiał, siebie na całe wielkie szczęście nie oszczędzając, nim zrozumiał, nim zobaczył, że wszelkie potępienie jest zawsze ślepą ulicą, zawodzącą na zawsze głuchy mur. A po drodze: same trupy.
     A że może być ciężko, kiedy się siebie nie poznało, że może być bardzo ciężko, straszliwie ciężko, rozdzierająco boleśnie, nie do zniesienia rozpaczliwie, tragicznie absurdalnie, któż może to lepiej rozumieć i być na to wrażliwszym, tkliwszym, czulszym od absolutnego wiecznego sieroty, który właśnie poprzez cierpienia się przecierpiał i się przedostał do absolutnego wiecznego sieroctwa, czyli do stanu, gdzie żadne cierpienie nie ma wstępu. Ten wielki dzień wstanie dla każdego. Ale też czuwać należy. Bo najłatwiej jest coś przegapić, kiedy nie ma się o tym zielonego pojęcia: wieczne życie!)

Powrót