Głuchoniemy
[nowela filmowa]
Przedział pociągu. Wszystkie miejsca zajęte. Na ścianach obrazki kurortów. Na półkach bagaże. Na korytarzu tłok. Słynny odgłos stukotu kół, słynne kołysanie się pociągu i jadących w nim ludzi.
KOBIETA I
Teraz dziewczyna szesnaście lat to już jest kokota. Wypięta z tyłu, wypięta z przodu. U nas w Piotrkowie: hotel na górze, kawiarnia na dole. To ci panowie z delegacji mają te wszystkie podfruwajki pod nosem. Uczennice ze szkoły.
MĘŻCZYZNA
I Nie wiedzą, kogo uznawać: czy Kościół, czy rodziców, czy rząd.
KOBIETA II
Proszę państwa, ja to już dawno czytałam. To pisała królowa Mihalda. Pisała, że jak będzie koniec świata, to po niebie będą latać straszne żelazne zwierzęta, a ludzi to w ogóle nie będzie można odróżnić: czy to mężczyzna, czy kobieta. No i czy tak nie zaczyna być? Chodzą po ulicach dziewczyny w spodniach, chłopaki z długimi włosami i nie można rzeczywiście odróżnić.
MĘŻCZYZNA II
Żądny tam koniec świata, tylko taka moda naszła. Jedni uznają, drudzy nie uznają. Ja bym mojemu chłopakowi nie pozwolił tak chodzić, ale, Bogu dzięki, on sam tego nie uznaje. A pan, panie młody, uznaje tę modę z długimi włosami u chłopaków? A dziewczyny albo w spodniach, albo w takich krótkich sukienkach mini, że, za przeproszeniem, majtki im widać. Co? No niech się młody wypowie. Jak to jest? Po co to jest? Hej, kawalerze! Stuknij no pani swojego młodego sąsiada. Tak się zapatrzył w okno, że się kompletnie zamyślił.
KOBIETA I
(stuka palcem w kolano siedzącego nieruchomo przy oknie i zapatrzonego tam młodego człowieka, absolutnie nie przysłuchującego się toczącej się w przedziale rozmowie, absolutnie zapatrzonego w okno)
Kawalerze, hej!
Stuka go powtórnie w ramię. Ten powoli odwraca się, chwilkę patrzy na Kobietę I, po czym dotyka sobie palcem ust, po czym dotyka sobie palcem uszu i kiwa głową, jak to się mówi, przecząco. Po czym bardzo powoli odwraca znowu twarz do okna.
MĘŻCZYZNA III
To głuchoniemy. Dajcie mu spokój.
KOBIETA I
Głuchoniemy, patrzcie no. Kto by powiedział!
KOBIETA II
Taki młody i głuchoniemy, mój Boże kochany, (i temu podobne odzywki)
Za szybą bezgłośnie poruszającego się pociągu twarz Głuchoniemego. Nie słychać stukotu pociągu. Nic. Cisza. W tej ciszy:
GŁOS GŁUCHONIEMEGO
Tak. Głuchoniemy jestem. Głuchy i niemy. Niemy zwłaszcza jestem. Zwłaszcza niemy. Głuchy nie tyle, co niemy. Muszę udawać niemego. Niemowę. Nie wiem nawet, czy mógłbym coś normalnie powiedzieć. Dlatego pokazałem ręką na usta i na uszy. Za głuchoniemy jestem. Gdybym tak otworzył usta i spróbował wydobyć jakiś głos z gardła, to co bym usłyszał i co by usłyszeli ludzie w tym przedziale pociągu, towarzysze podróży? Co by mi się mogło z gardła wydobyć? Chyba jęk tylko. Jęk. Głuchy jęk. Niemy jęk. Z głębokości gardła głuchoniemy jęk. Ona to ona. Żadna to nowa smutna dla mnie lekcja. Tak straszliwie kiedyś sparzony, spalony nieomal doszczętnie, byłem teraz ostrożny z moim dla tej dziewczyny tak zwanym miłosnym uczuciem, jeżeli można nazwać uczuciem te żałosne resztki, które cudem ocalały z tamtej pożogi. Niemniej ostrożny byłem bardzo, nie wrodzonym, niestety, lecz nabytym instynktem. Za ostrożny jestem z nią, już mówiłem sobie, ale okazało się, że nie. I dobrze. To znaczy źle, ale nie rozpaczliwie. Przełykam tę drugą pigułkę dosyć spokojnie. Piękna płeć już mnie więcej nie zabije. Ale on! On! Brat mój przyrodni, przyjaciel ukochany!
Znajomy przedział pociągu. Głośny odgłos stukotu kół, trzeszczenie w szwach wagonów, kołysanie itd. Odwrócony pól bokiem, pół tyłem do towarzyszy podróży, twarzą do okna, za którym jesienny krajobraz pól - Głuchoniemy. Osobna, autonomiczna rozmowa między pasażerami przedziału, nie związana z Głuchoniemym. Na przykład:
MĘŻCZYZNA II
Ale te nowe tramwaje szybkobieżne, szybkościowce, co je niedawno wprowadzili we Warszawie, to mają zryw, niech je cholera. Jak się człowiek nie trzyma czego, to przewróci się, jak tak szarpnie do przodu albo ostro przyhamuje.
MĘŻCZYZNA I
Proszę pana. Ja mam kolegę tramwajarza, to on mówi, że pierwsze te wozy, prototypy, jak to się mówi, to już były w Ameryce w dwudziestym szóstym roku. A wprowadzili w trzydziestym. A u nas dopiero teraz.
MĘŻCZYZNA II
A to nie wiedziałem.
MĘŻCZYZNA I
No i teraz oblicz pan sobie, ile jesteśmy za nimi w tyle.
KOBIETA I
Prawie czterdzieści lat będzie.
MĘŻCZYZNA I
No i widzi pani. Teraz oni mogą sobie pozwolić na wszystko. A my? Oni sobie dzisiaj na Księżyc jadą. Uda się, będzie wyczyn?
MĘŻCZYZNA II
Będzie, cholera.
MĘŻCZYZNA III
Ale mają tylko okrążyć. Lądować jeszcze nie będą.
MĘŻCZYZNA I
Niedługo wylądują, nie bój się pan. Wylądują, zamieszkają, a Ziemię nam, za przeproszeniem, rozpieprzą.
MĘŻCZYZNA III
A to jest wszystko możliwe.
MĘŻCZYZNA I
Za przeproszeniem, rozpieprzą. Jak Boga kocham. Puszczą, panie, o nie notowanej sile atom i tyle wszystkiego będzie. Całą kulturę szlag trafi w jeden dzień.
Za szybą bezgłośnie poruszającego się pociągu twarz Głuchoniemego. Nie słychać stukotu pociągu, nic. Niczym nie zmącona cisza. W tej ciszy:
GŁOS GŁUCHONIEMEGO
Ale on! On! Przyjaciel ukochany. Fantastycznie się zaprzyjaźniliśmy. Przepięknie. Po tym wszystkim, co mnie spotkało i o czym lepiej nie mówić, nie dlatego, że też jęk tylko by mi się z gardła mógł wydobyć, bo tyle czasu od tego minęło, tyle czasu, który Jednak płynie i zabija rany, jak mówi nie napisana piosenka, więc tyle czasu od tamtego rozwodu minęło, że mógłbym o tym mówić, ale po co? Po co jeszcze rozgrzebywać i paprać się w starych ranach, jeśli są już nowe rany, jeśli jest taki Bóg, który specjalnie się tym zajmuje, który jest od tego, żeby człowiekowi dostarczać nowych ran, kiedy stare rany ledwie, ledwie zdążyły się zabliźnić. Więc po tym wszystkim, co mnie spotkało wtedy, za pierwszym razem, i o czym lepiej nie mówić, więc po tym wszystkim straszliwie byłem załamany, doszczętnie sponiewierany i długo, długo nie mogłem się dźwignąć, długo, długo nie chciałem; potem chciałem się już dźwignąć, ale nie mogłem, długo, długo nie mogłem, nie umiałem sobie pomóc, sobie samemu, potrzebny tu był drugi człowiek, wiedziałem o tym, ale ja unikałem ludzi, wszystko porzuciłem, wszystko i wszystkich, winnych i zupełnie niewinnych, ja sam w tym wszystkim byłem też winny i jednocześnie zupełnie niewinny, ale co tam, co tam, wyszedłem z sądu, z ostatniej rozwodowej rozprawy jak z ponurego snu i wyjechałem z miasta tego jak z ponurego, straszliwego snu, wyjechałem z miasta tego do innego, daleko, i potem do innego, jeszcze dalej, i potem jeszcze do innego, byle dalej, byle dalej od tamtego miasta i tamtych ludzi, wśród których była ona, ale w tych nowych miastach unikałem nowych ludzi, a potrzebny był mi drugi człowiek, ale ja unikałem ludzi, [tutaj tekst się urywa]
Powrót