Do człowieka, który nie umarł
LIST DO POZOSTAŁEGO
Edward Stachura nie umarł. Edward Stachura żyje, w jego grobie leży człowiek. A my cóż, umieramy z dnia na dzień, wydaje nam się ze żyjemy. Lecz czym? Chyba tym co codzienne, nie tym co ludzkie. Ty masz szczęście, bo jesteś, a nas tak często nie ma. Ty nic nie musisz, tobie nikt nic nie każe, byłeś zawsze wolny wśród pól i ludzi, a zwłaszcza wśród tych, których nie było pomimo tego, że fizjologicznie byli.
Co zrobić Edwardzie? Pytam Ciebie, ty milczysz. Wiem, to jedyna prawdziwa odpowiedź zwłaszcza, że wiem od Ciebie, że wielkich pytań nie ma, są tylko te małe, których sobie najczęściej nie zadajemy.
Chodzą koło mnie, uśmiechają się, lecz tylko uśmiechają, śmiechu nie mogę dosłyszeć, a słuch mam dobry, chociaż nie gram na niczym oprócz własnych żył. Czy można tak żyć bez życia? Raczej nie, a oni sobie powolutku umierają tak jak zawsze mówiłeś. Jestem tak samo bezradny, jak ty. Ważne, że dałeś i dajesz mi "słowo istotne", słowo nowe, jak ty mówisz, to słowo prawdziwe, jedyne, niepowtarzalne twoje słowo. Słowo - rzeka, słowo - życie, słowo - most i słowo - nikt, bo nikt to przecież człowiek. Człowiek - nikt to człowiek mądry, on nie musi sobie tego uświadamiać.
Wszystko, co tworzysz, Edwardzie, jest straszne, straszne dlatego, że prawdziwe i namacalne. Owoc twoich wędrówek po kątach dusz naszych i zagubionych. Miłość twoja namacalna twórcza jest i da się ja poznać wśród wielu innych uczuć nazywanych przez wielu miłością.
Słychać stuk kół pociągu i tykanie zegara w twojej pięści, a ty drżysz tylko zamiast odczuwać i podnosisz się z kolan z twarzą przy ziemi, czołgasz się powoli przez wieki i tworzysz tak zwaną literaturę. Brzydkie to słowo i mocno postarzałe, tak stare jak pustelnik we mgle pustynnego piasku, czyszczący siebie w imię innych żyjących, a właściwie wegetujących w betonie z miast naszego wieku.
Badamy tę literaturę, w imię czego, po co? Dlaczego badamy teksty nie lecząc przy tym człowieka - ja? Dlaczego nie badamy "słowa istotnego", to znaczy słowa, które pozostaje w nas i nas tworzy i nas wzbogaca? A może by tak metodą bednarza, policzymy czy klepek nie brakuje i czy obręcze nie są zardzewiałe od potu daremnego i policzymy czas uciekający przez palce twoje i moje.
Zastanówmy się nad trwałością słowa istotnego w nas, przez jaki okres czasu w nas pozostaje, i na ile potrafimy przetrwać jego istnienie i dajmy się zwariować tym co błądzą i twierdzą, że go nie ma.
To słowo istotne, słowo prawdziwe rozrasta się we mnie pełne krzyku, i dlatego mam ci tyle do powiedzenia, tego słowa, słowa - cierpienia. Cierpienie to źródło życia, życiodajne i wielkie, życiodajne, lecz i zapomniane tak często, że ciężko aż pomyśleć o tym. Nie wolno mi płakać, wiem o tym, ty nie znałeś płaczu bo miałeś wiarę. Ta wiara był człowiek - nikt, to byłeś i jesteś ty.
To, że się rozpłacze przed tobą będzie może i ludzkie, może i piękne, lecz dla człowieka - ja wręcz żenujące, bo człowiek - ja jest silny, bo ludzie - ja tego chcą, a ja to znaczy nikt nie chcę tego. Słowo nie umiera, umiera tylko człowiek - ja po to, aby mógł się narodzić człowiek - nikt, czyli ten, którego nie ma, lecz jest we mnie, a tego już żadne słowo nie przekaże, gdyż słowo musiałoby być poezją.
A poezja to nie słowo, gdyż słowo tak małe jest, że przecież niewidoczne i trzeba mieć wyjątkowe okulary by przeczytać i zrozumieć, oraz serce by je stworzyć.
Ludzie, przerażacie mnie i przerażacie innych, Skończcie z tym przerażaniem, przecież nigdy się nie przeobrazicie. Jestem z wami lecz dlaczego wy nie jesteście ze mną? Doprawdy, czy wiecie ile trzeba mieć siły by z wami żyć pod tym jednym dachem z błękitu i chleba? Czy wiecie, boli mnie i boli innych to wasze próżne gadanie i to wasze dążenie do pieniędzy i żarcia i samochodu. Tylko wtedy jesteście znani gdy łączy nas karawan starej wariatki i te konie ciągnące nas na wędrówkę po Drodze Mlecznej. Pytam często tego czy tamtego, czy przeczytałeś jakąś książkę i słyszę odpowiedź: ty, po co się tak intelektualizujesz, po co?
Pewnie spytasz, skąd we mnie tyle goryczy. Wiem od ciebie, ze można pokochać siłą woli, bo to twoja wola i w nią należy wierzyć ponieważ każda wiara daje pewność, tylko że ta pewność nie w każdej sytuacji się sprawdza.
Mam 20 lat. To mało, aby przesądzać sprawę; to mało, aby żyć pełnią życia, lecz dużo by uwierzyć w siebie i swoją samotność traktować jako samorealizację. Zresztą najlepiej nie pisać o tym używając tego słowa, bo po co?
Piszesz, że człowiek powinien sobie pomóc sam, on nie powinien, on ma obowiązek sobie pomóc i sobie pomaga i żyje, pomimo różnych stanów.
Wiesz, mam coś własnego, pewnie spytasz co. Powiem ci, wrzody na dwunastnicy. To pięknie mieć wrzody i czuć własne ciało i czuć ciała innych. Ja właśnie czuję przez nie to wszystko: ten świat zawieszony w ludzkiej próżni i pełni barw, drzew, świateł, cieni i krajobrazu tlącego się oddechu i ogniska tęczy oraz deszczu z twoich łez człowieku - ja.
Szedłem korytarzem, płonęły spódnice, uśmiechały się nikotyny, słyszałem gwar z przestrzeni krzeseł, paliły się jarzeniówki wśród dymu, czasami ujrzałem błądzącego mężczyznę, z petem w zębach. Rosły popielnice twojego dnia, człowieku nie czujący ręki wszechobecnej śmierci, wszechobecnego spokoju.
Są te blizny we mnie i krwawią. Może powinienem napisać książkę, ale wiesz, że to nie jest możliwe. Każdy szuka między wierszami, ponieważ jest przyzwyczajony do tego. Czas najwyższy, aby w tekście był tekst pełen wierszy, których szukać nie trzeba, one są i nie mogą spływać po tobie, mój czytelniku, jak woda w klozecie.
GRZEGORZ SKATULSKI
(Fragmenty posłania "Do Edwarda Stachury Człowieka - Nikt, który nie umarł, list do pozostałego", GŁOS ROBOTNICZY, 11.10.84r.)
powrót