POTĘSKNIĘ JESZCZE TROCHĘ ZA JEZIORAKIEM
w 60 rocznicę urodzin Edwarda Stachury
Wiesław Niesiobędzki
Edward Stachura ur. 18 VIII 1937 r. Zm. 24 VII 1979 r., kultowy poeta, pisarz i bard pokoleń lat 70 i 80. Patron Iławskiej Miejskiej Biblioteki przez przyjaciół zwany Stedem, do miasta nad Jeziorakiem pierwszy raz zawitał w kwietniu 1976 roku, przywiodła go tutaj pamięć naszych spotkań toruńskich w latach 60-tych.
Przyjazd Steda do Iławy sprawił, że tworzący wtedy pod opieką Miejskiej Biblioteki i oddziału SSK "Pojezierze" młodzi poeci zrzeszeni w Iławką Grupę Twórczą postanowił zorganizować ogólnomiejską imprezę pod nazwą - Iławski Kwiecień Poetycki.
Od tego czasu Edward bywał w Iławie dość często, przyjeżdżał po kilka razy każdego roku, kiedy tylko było mu po drodze w jego nieustannym wędrowaniu. Wpadał wiosną, latem, zimą czy jesienią. Czasem mnie o swoim przyjeździe uprzedzał listownie, częściej jednak zjawiał się bez zbędnych, jak to mówił, ceregieli i zostawał na dwa, trzy dni, najwyżej cztery i nigdy dłużej.
Muszę znikać - mówił zbierając się do drogi. - Bo mi zaczną zaraz ubliżać ściany tego domu.
Wyjeżdżał najczęściej w kierunku Grudziądza, gdzie mieszkał jego przyjaciel i równie dobry jak on poeta Ryszard Milczewski-Bruno.
Stachura zakochał się w pejzażu krainy nad Jeziorakiem, mógł tu bowiem w celu, jak zwykł mawiać, napędzenia sobie poezji, całymi dniami wędrować w lasach otaczających miasto i jezioro.
Razem chodziliśmy na te wyprawy, pływaliśmy w Jezioraku jeśli było lato i pogoda. Przebywając ze sobą najczęściej milczeliśmy.
Sted polubił także wizyty w kawiarni "Marago" a to dla szafy grającej, do której wrzucał monety 2-złotowe i kazałjej śpiewać piosenkę w wykonaniu Krzysztofa Klenczona z refrenem: "Nie przejdziemy do historii".
W czasie naszych wędrówek wokół Iławy Edward poznał Rudzienice i tamtejszą bibliotekę, gdzie śpiewał dla uczniów Szkoły Zawodowej, zwiedził Szymbark i położone nad jeziorem Domowym ruiny XIV-wiecznego zamku biskupów pomezańskich, kilkakrotnie obszedł dookoła jezioro Silm za każdym razem zmuszał mnie do wdrapywania się na wierzch cupla Kesselberg, gdzie przed wiekami znajdowało się staropruskie grodzisko.
Zimą 1979 roku nieomal nie zamarzliśmy na Kesselbergu, szliśmy dookoła jeziora w duży mróz, brnąc przez zaspy śnieżne. Umówiliśmy się, że po wejściu na Kesselber rozpalimy ognisko i przy nim się rozgrzejemy. Niestety moja zapalniczka zepsuła się a żaden z nas nie miał zapałek, przy mrozie poniżej 20 stopni C mogło to się skończyć odmrożeniami ale szczęśliwie udało nam się tego uniknąć.
Po powrocie do domu napuściłem bardzo gorącej wody do wanny kazałem memu gościowi zanurzyć się w niej na tak długo, jak tylko wytrzyma, sam w tym czasie szybko usiadłem przy maszynie i napisałem wiersz dedykowany Stachurze, temat wiersza przyszedł mi do głowy, gdy schodziliśmy z Kesselbergu na zamarznięte jezioro.
Sted w czasie iławskich pobytów dość dużo pracował, gdy wychodziłem do pracy w bibliotece, zamykał się w moim pokoju i robił notatki w swoich zeszytach podróżnych, lub szedł ze mną do biblioteki i w czytelni pracował nad przygotowaniem do druku swoich ostatnich utworów, powieści "Się" wydanej w 1977 roku w LSW, poematów prozą "Oto" i "Apendyks" oraz "Fabula rasa" wydanej w 1979 roku przez olsztyńskie "Pojezierze".
Wielokrotnie prosił mnie też by mu pomóc znaleźć pracę w charakterze robotnika, w tym celu chodziliśmy razem do Szymbarka na rozmowy z kierownikiem tamtejszego Gospodarstwa Hodowli Zarodowej Stanisławem Szyndlerem, były też rozmowy o jego pracy na bindudze tartacznej na Jezioraku z dyrektorem Wiśniewskim.
Do pracy jednak się nie stawił, gdyż wtedy właśnie przyjechał do niego bardzo ciężko chory poeta poznański nieżyjący już Stanisław Babiński. Sted wybrał, a nie lubił przebywać na stałe w swym warszawskim mieszkaniu, obowiązek opieki nad chorym przyjacielem.
Ostatni raz Edwarda Stachurę widziano w Iławie w styczniu 1979 roku. Miał wtedy swoje spotkanie autorskie w klubie "Pojezierza" w MDK z czytelnikami biblioteki i po raz kolejny odwiedził Siemiany, tam w Klubie Rolnika śpiewał swoje piosenki i opowiadał o swoich wędrówkach po świecie mieszkańcom tej zagubionej na krańcu Jezioraka wioski.
Na spotkanie ze Stachurą przyjechał do Siemian Zbigniew Nienacki mieszkający na stałe w pobliskim Jerzwałdzie.
Autor przygód Pana Samochodzika wysoko ceniący sobie swój zawód i splendor bycia pisarzem, wytknął w czasie rozmowy Stachurze, że jego sposób ubierania się i życie wagabundy nie licuje z godnością i powinnością pisarza. Stachura słysząc te słowa uśmiechnął się ciepło i delikatnie odrzekł:
"Panie zbigniewie drogi kocham i szanuję pana bardzo, ale doprawdy to nie o to chodzi w poezji i twórczości, jak będziemy się ubierać i gdzie mieszkamy".
Zagubione wśród żywicznych lasów sosnowych, położone na wysokiej skarpie brzegowej Jezioraka - Siemiany tak bardzo spodobały się poecie, który od lat nieustannie wędrując zwiedził już nieomal całą Europę i obie Ameryki, że gdy tylko usłyszał ode mnie o zamiarze utworzenia w Siemianach wiejskiej filii Miejskiej Biblioteki Publicznej w Iławie, bez wahania wyraził chęć porzucenia tak zwanego wielkiego świata na rzecz pracy w bibliotece siemiańskiej.
Wszystko już było gotowe na przyjazd autora "Siekierezady" do Siemian. W maju 1979 roku ówczesny dyrektor szkoły pan Henryk Ceglarski dał na potrzeby biblioteky na tyle duże pomieszczenia, by pomieścił się w nich księgozbiór i wyposażenie biblioteki oraz kwatera dla bibliotekarza, była też gotowa umowa o pracę w wymiarze 1/2 etatu.
Wtedy jednak zamiast Edwarda Stachury dotarła do Iławy wiadomość o jego spotkaniu na toraz koło Bednar z lokomotywą.
Jeszcze później, 24 lipca 1979 roku Edward Stachura zostawiając na podłodze swego warszawskiego mieszkania przy ulicy Rąbkowskiej nr 1 tekst swego ostatniego wiersza znanego pod tytułem: "List do pozostałych" oraz liczącą sobie 2000 stron druku swoją literacką schedę w postaci wierszy, poematów, powieści i piosenek, po 42 latach swego zuchwałego życia, wyszedł na cudne manowce na spotkanie z Brunem, Potęgową, ojcem Rafałem i wielu innymi, którym urodzić się a potem umrzeć: "To było za mało".
/Warszawa 24 IV 79. Biała kartka wyrwana z kołonotatnika, list od Marty Kucharskiej. Opiekowała się Edwardem Stachurą od 18 lwietnia 1979 roku, gdy Stachura uległ wypadkowi na torach koło Bednar, do 24 lipca 1979 roku/
Dorgi Wiesiu,
Wczoraj chyba miałam telefon od Ciebie. Po południu rozmawiałam ze Stedem. Plany jego biblioteczne są na czas jakis nieaktualne. Znajdź kogoś innego, bo Sted nie może. Bardzo cieszył się na tę pracę. One jest teraz w szpitalu. Nie pytaj dokładnie. I nie martw się bardzo. Wróci to napisze list do Ciebie. Już teraz cieszy się na spotkanie z Tobą.
Powiedział o Tobie - to mój wierny przyjaciel. Jak ładnie. Nie martw się za bardzo Wiesiu. Za bardzo nie trzeba.
Pozdrawiam Cię serdecznie
Marta
-
Szedł w ciepły wiosenny dzień 18 kwietnia 1979 roku drogą na skróty wzdłuż torów kolejowych, zasłuchany w odgłosy wiosny i melodię pieśni przecudnej, której temat ni sta ni zowąd w myślach mu zaświtał.
Zachwycony pieśni melodią zatrzymał się, zdjął z pleców gitarę, przysiadł na nasypie i próbował zagrać tę melodię tak cudnie mu w duszy grającą. Gitara jednak, zawsze mu posłuszna i w każdej potrzebie wierna, teraz właśnie tego dnia słonecznego odmówiła wędrowcowi posłuszeństwa i jej pudło za każdym razem dotknięciem strun wydawało nie tej właśnie melodii przecudnej dźwięki.
Wtedy wędrowiec poczuł, że ogarnia go gniew. Rozżalony na nieposłuszną gitarę wstał z nasypu i widząc nadjeżdżającą w szalonym pędzie lokomotywę zamachnął się i rzucił instrument wprost pod koła pędzącego żelaznego potwora. I stała się rzecz niepojęta!
Jeszcze przed chwilą głuche pudło gitary, padając pod koła lokomotywy zadźwięczało melodią owej przecudnej pieśni, którą wędrowiec w swej duszy i w myślach słyszał, a którą tak bardzo na gitarze zagrać pragnął.
Wędrowiec jednak brzmienia melodii już nie usłyszał.
Struny gitary bowiem w tym samym strasznym momencie uwolnione od wielkiego napięcia, niczym stalowe błyskawice wyprysły spod kół lokomotywy, oplotły szyję wędrowca i w oka mgnieniu go tchu pozbawiły.
powrót