List Stachury nt. komentarza do "Falując na wietrze" i riposta

Szanowny Panie Redaktorze!
W numerze 11 "Liter" przeczytałem recenzję z mojej książki "Falując na wietrze".
W recenzji tej autorka cytuje fragmenty mojego tekstu. Na osiem, zdaje sie cytatów, co nie jest tak mało, w czterech są błędy, co nie jest tak dużo – mógłby ktoś powiedzieć, bo zaledwie połowa. Na ucho Panu powiem Panie Redaktorze, że jak piszę, tak piszę, ale piszę ciężko. Przy tym, jak myślę tak myślę, ale myślę. I jeśli napiszę takie a nie inne słowo, jeśli użyję takiej a nie innej formy, to robię to po namyśle i dlatego, że uważam, iż tak w danym przypadku jest najlepiej. Dlatego też, jeśli cytuje się tekst, należy go cytować wiernie. Tym bardziej, że jest to, bądź co bądź tekst drukowany w książce, który ma za sobą parokrotne korekty i redaktora książki i autora tejże. Pisałem:
"Dochodziła chyba siódma. To jedyna godzina. Każda godzina jest jedyna, każda minuta i tak schodząc." (s. 33)
"I tak schodząc" do coraz mniejszych miar czasu: sekundy, dziesiętnej sekundy, setnej, i tak schodząc. Tymczasem recenzentka cytuje: "i tak schodzą", gdyż ilustruję to jej tezę o "obsesji przemijania".
Dalej. Mój tekst:
"Mogę być skopany jeszcze dziesięć razy (...) i też powiem, że pobity jeszcze nie jestem, bo to nie o to będzie chodziło. Nie o takie pobicie" (s. 86)
Recenzentka "cytuje":
"Mogę być skazany jeszcze dziesięć razy..."
Dalej. Mój tekst:
"Moją dosyć bardzo skomplikowaną historię trudno mi by było jasno odmalować." (s. 42)
Recenzentka "cytuje"
"Mają dosyć skomplikowaną historię..."
Dalej. Mój tekst:
"Nad parującą ziemią dzień i noc stała mgła gęsta od budzącej się miłości." (s. 45)
Recenzentka "cytuje":
"Nad panującą ziemią dzień i noc stała mgła gęsta od budzącej się miłości" – co w końcu nie było by takie złe, gdyby wiadomo było nad kim ta ziemia panuje.
Więc tak to jest. Wiele razy już w różnych recenzjach cytowano skromny mój tekst niewiernie i uznałem, że trzeba w końcu przeciwko takim świadomym zabiegom, czy zbyt częstym przypadkom zaprotestować. I skarżyło mi się tez w tej materii parę jeszcze osób, więc protestuję również i w ich imieniu. I nie wiem, może jeszcze w imieniu wielu innych.
Dziękując z góry za zamieszczenie tego listu, pozostaję z poważaniem.

EDWARD STACHURA.


Pragnę gorąco przeprosić Autora za zniekształcenie Jego tekstu. [...] Uważałam za rzecz tak oczywistą, że pisarze – a w ich liczbie i Edward Stachura – myślą, że dziwi mnie podkreślanie przez Niego tego faktu. Natomiast trzeba rzeczywiści ciężko myśleć, aby pominąć mniej rewelacyjne hipotezy i tłumaczyć błędy w cytatach jako rzecz celową. W tym wypadku warto zastanowić się nad ich celowością. Jak stwierdza sam Autor cztery cytaty były błędne. Opierając się na Jego własnym sprostowaniu łatwo zauważyć, że są to błędy następujące: 1. opuszczenie jednej litery – "schodzą" zamiast "schodząc", 2. zmiana dwóch liter – "skazany" zamist "skopany", 3. zmiana jednej litery "panującą" zamiast "parującą".
Niewątpiwie są to niedopuszczalne zniekształcenia tekstu, jednak samo sprostowanie tych błędów nie kwestionuje merytorycznych ocen zawartych w recenzji.
4. Zmiana "Moją dosyć bardzo skomplikowaną historię" na "Mają dosyć skomplikowaną historię". Otóż świadomie (jak chce Autor) preparując Jego tekst w ten sposób godziła bym nie w Niego, ale w siebie – ponieważ mój zarzut "dziwactw językowych" (ilustrowany tak zniekształconym tekstem" został w ten sposób sprowadzony do absurdu. Przy tym wszystkim podałam jeszcze strony, z których pochodzą cytaty – zapewne w tym celu, aby łatwiej było wykryć moje machinacje. Jednocześnie podkreślam, że zarówno moje przeprosiny, jak i wyjaśnienie kieruję do Edwarda Stachury, i tylko do Niego, a nie do wielu innych i wielu innych jeszcze osób (nieznanych mi niestety z nazwiska ani twórczości).
Z góry dziękuję za przeczytanie tego listu.

EWA MOSKALÓWNA

"Głos Wybrzeża" Nr 299 dnia 17/18.12.1966 roku


powrót