spotkanie 17 lipca 2002 w Warszawie
Ogłoszono I Stachuriadę, która miałaby się zebrać w Warszawie, ponieważ tutaj właśnie zamieszkiwała większa część ewentualnych przybyłych. Kto miałby się na niej zjawić i jak miałaby polegać? Na spotkanie miała przybyć garstka członków przystachuriadowej grupy dyskusyjnej. Termin wyznaczono na 17 lipca, punkt zborny - Kolumna Zygmuna, godzina 11:00.
Zjawiło się kilkanaście osób. Niektórzy znali się wcześniej, POlek wraz ze mną, tj. Chickiem od trzech już lat przecież, znaliśmy się jeszcze sprzed Stachuriady. Co więcej - sama grupa dyskusyjna składa się niekiedy z ludzi, którzy wzajemnie ją sobie polecili, jako koledzy czy przyjaciele. Toteż dziwny byłby fakt, gdyby tego dnia pod Kolumną znaleźli się zupełnie sobie obcy ludzie. Niemniej niektórych widzieliśmy pierwszy raz na oczy :)

Okazał sie to być pochmurny dzień. Co więcej przygodna pani służąca nam pomocą przy wykonaniu zdjęcia pamiątkowego nie ustawiła dobrze ostrości, stąd taka jakość fotografii;) Od lewej siedzą: Julia, Żaba, ?, Agata, Homer, Pyśka, Miętus, Magda, Dikstra, Piotras, POlek i ja. Chwilę potem przyszedł do nas sms od KARO, która miała się stawić z koleżanką o 14tej w tym samym miejscu. Toteż w międzyczas - ruszyliśmy autobusem na Wólkę Węglową, gdzie grób Stachury.

Padał deszcz, zdawało się, że niebo płacze tak jak i nam się COŚ dziwnie rozżewniło w środku. W końcu tutaj leżał Stachura, ten z książek - zupełnie namacalnie, pochowano go w tym, co miał na sobie przed śmiercią. To dosyć dziwne uczucie. Znaleźliśmy prędko, chociaż gdyby nie było z nami tych, którzy odwiedzali Stachurę wcześniej, byłoby trudno... Nad grobem stała brzózka. Dość już rozrośnięta. Rozsiedliśmy się wokół - na grobach i na ławeczce - i zaczęliśmy rozmawiać - o czym? - nie pamiętam już :) Pod kamykiem leżał mandat za jazdę bez biletu - a na nim: "To dla Ciebie, Stachuro, tak gnałem". Obok tego kilka słów straszliwie rozpacznych. Nam było wesoło, acz zadumaliśmy się mocno. I ponuro jakoś jednocześnie, i wszystko to po trochu...

Wróciliśmy pod Kolumnę. Tak w pobliskim ogródku Kawiarenki Literackiej postanowiliśmy odpocząć chwil kilka -

i ruszyć do domu Agaty, pod dach, by schronić przed nocą nasze rozmowy i wzajemność naszą. Tam dojechały do nas jeszcze dwie osoby, razem więc w małym pokoju skotłowało się piętnaście osób i - gdzie spać? Ech, a po cóż marnować noc na sen! :) dopiero o czwartej i piątej nad ranem zmożyło niektórych, inny trzymali się aż do rana i nowy dzień rozpoczęli bez kszty snu, ale warto było... Poezja płynęła szerokim łukiem i całe zwały rozmów, śpiewów, nie wprawiłoby mnie w zbytnie zdziwienie, gdyby się okazało, że okoliczne budynki wygięły się w naszym kierunku o kilka stopni, tako z pewnością było, a ja długo nie mogłem dojść do siebie po tym ogromie KRYSTALICZNOŚCI, który dał się widzieć moim oczom, słyszeć uszom i - CZUĆ - przede wszystkim. Takie oto było pierwsze nasze małe stachuriadowe spotkanie....
fot. & text: Chick
POWRÓT