Krzysztof Rutkowski
Zeszyty podróżne

     Edward Stachura pisał dwa rodzaje tekstów. Pierwszy typ - to bardzo starannie dopracowane utwory wierszem i prozą. Drugi - to setki stron notatek, zapisków, motywów, fragmentów rozmów, cytatów służących poecie jako materiał do dalszej obróbki albo jako cel sam w sobie.
     Trzeba zrobić ważne zastrzeżenie. Podział ten jest raczej taktyczny niż merytoryczny, ponieważ w praktyce okazało się, że właśnie te urywki i fragmenty często są bardzoej prawdziwe niż ciężar wielu pracowitych stronic. Stachura zrozumiał tę oczywistość dość wcześnie, mniej więcej wtedy, gdy postanowił nie podpisywać ani imieniem, ani nazwiskiem Całej jaskrawości i następnych utworów. Najwłaściwsze i najskuteczniejsze jawiły mu się proste formy poezji: pojedynczy wers, palindrom, piosenka itd. Te formy poezji powstają w codziennym obcowaniu językowym, z cudzego wypowiedzenia, posłyszanej melodii, postrzeżonego krajobrazu. Formy poezji pierwiastkowej - posłużmy się słowami Mickiewicza - stale są u Stachury obecne.
     Chodziło o rozwiązanie podstawowego problemu: w jaki sposób nadążyć z pisaniem za życiem. Możliwe są dwa wybory krańcowe - Stachura obydwu doświadczył.
     Pierwszy skrajny wybór - to ciągłe pisanie, "życio-pisanie", pisanie w drodze, wtedy, kiedy się idzie (chlebak na ramieniu i ręce wolne); pisanie w pociągu (w notatnikach Stachury znajdują się fragmenty o pociągu trzęsącym na zwrotnicach: pismo jest rozedrgane jak w febrze); zapisywanie wszystkiego, co się na oczy napatoczy i o czym się pomyśli (przepisywanie z powietrza). Stachura rzadko rostawał się ze swoimi zeszytami podróżnymi. Pisał w nich wszystko: wydatki, wpływy, cytaty z Norwida, Valery'ego, Marqueza, Heisenberga, Villona, Cohena, fragmenty Wszystko jest poezja, piosenki, własne oraz cudze odkrycia do przemyślenia i rozwinięcia, obserwacje, wschody i zachody Słońca oraz Księżyca, siłę wiatru, zachmurzenie itd. Całość po polsku, francusku, hiszpańsku, trochę po rosyjsku, a później angielsku.
     Drugi skrajny wybór - to milczenie. Ponieważ nie można nadążyć z pisaniem za życiem, trzeba spróbować innego języka, bardzo wymownego, chociaż zapomnianego. Języka, którym mogłaby być napisana bezkompromisowa i konsekwentna opowieść Fabula rasa - Czysta opowieść. Nie tylko nasycona zapachem drzew, wody, powietrza i wszystkich czterech żywiołów, przesilona trudem licznych wędrówek, spotkań i rozczarowań, lecz także opowieść będąca tym wszystkim jednocześnie. Oczywiście, sprzeczność nie do przezwyciężenia. Utopia. Często zresztą powracająca od renesansu do Mallarmego: uporczywy i powtarzany wysiłek przekroczenia granic książki i całej "kultury książkowej", widzenia nie przez zasłonę, ale twarzą w twarz.
     Warto pamiętać: książka wydana jako Fabula rasa nie jest prawdziwą Czystą opowieścią, tylko pewnym ustępstwem na rzecz martwego języka literackiego.
     Stachura próbował napisać Fabula rasa mniej więcej od 1966 roku. Próbował na różne sposoby. Chciał wprowadzić kącik porad praktycznych po to, by każdy "ewentualny czytelnik" wiedział, co zrobić w każdej życiowej okoliczności-przypadłości. Chciał wprowadzić do tej opowieści dużo światła, przerw i pustych miejsc ("przecież nie zawsze się pisze"), aby uzyskać jedność czasów fabularnych, pisarskich i życiowych. Chciał w końcu zostawić tylko jedną kartkę, na której widniałby napis Fabula rasa, i nic więcej. Różne były drogi tej opowieści, która nie mogła ujawnić się jako książka.
     Droga "życio-pisania" i droga milczenia łączą się w pewnym punkcie, najmniej chyba oczekiwanym. Chociaż Fabula rasa jest książką ze swej istoty niemożliwą i nienapisaną, to zapisy świadczące o próbach przezwyciężenia tej niemożliwości są jednym niekłamanym śladem istnienia tej opowieści. Na papierze uchwycić można tylko cień Fabula rasa, jej powidok. Tak jak w wypadku doświadczeń przeprowadzanych z niektórymi elementami atomu: wiadomo, że są, ale przecież ich nie ma. Istoczą się niespiesznie i przekornie tak jak u Leśmiana stodoli się stodoła.
     A więc wszystkie zeszyty podróżne, w kratkę, linię, gładkie i w pięciolinię, bilety, serwetki, luźne kartki z notesu oraz inne jeszcze materiały, których trzyma się tusz, grafit lub atrament, zapisane przez Stachurę wyraźnym, ostrym pismem - to rodzaj negatywu nieuchwytnej Czystej opowieści: summy "poezji czynnej", piezji wielkiej oczywistości.
     Wśród tych wszystkich fragmentów i okruchów są wyraźne dwa tropy. Pierwszy - to trop Michała Kątnego, najbardziej tajemniczego pośród wszystkich bohaterów Edwarda Stachury. To właśnie Michał Kątny zamienił się w człowieka-nikt. Michał Kątny pojawia się w jego zeszytach coraz częściej, w ostatnich latach wręcz obsesyjnie często. Drugi - to właśnie trop książki nie-do-napisania pt. Fabula rasa. Zeszyty podróżne zdają sprawę z prób urzeczywistnienia w postaci książkowej tej innej, prawdziwej, Czystej opowieści. Są śladem nieznanego przybysza, odciśniętym w piasku słów.

Powrót