O koncepcjach

     Projekt kontrkultury, wizja literatury czynnej, propozycja odmiany życia poprzez otwarcie nowych perspektyw duchowych - które to treści zyskały silną postać programową w manifeście Stefana Chwina [widziałem go parę razy na uniwerku - to profesor] i Stanisława Rośka [???] "Bez autorytetu" - wszystko to, zapewne, było utopią. Utopią jednak równie silną pod względem oddziaływania, jak wzorce opozycyjne, a jeśli wziąć pod uwagę odbiorcę młodzieżowego - o wiele donioślejszą. Dlatego nie jest dziwne, że na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych najważniejszym pisarzem dla odbiorców poszukujących prawd egzystencjalnych nie był Konwicki czy Brandys, lecz twórca, który szukał pełni istnienia, czyli Edward Stachura. Otaczał go największy - i autentyczny - kult. Jego życiorys stał się wzorcem dla wielu naśladowców; stworzone przez niego metafory, teksty piosenek i fabuły przeniknęły do języka młodzieżowego; jego dzieła, wydane pośmiertnie w roku 1982 w nakładzie 70 tys. [+320] egzemplarzy i wznowione w tym samym nakładzie dwa lata później, nigdy nie trafiły na półki księgarń, ponieważ rozeszły się w całości "spod lady".
     Twórczości Edwarda Stachury od początku aż do końca towarzyszył jeden - radykalny, kompletny, ostateczny i niespełnialny - zamysł: zrównać literaturę z życiem, pojednać pisanie z istnieniem, nadążyć znakami graficznymi za przepływającą rzeczywistością. Było w tym coś z marzenia maga, który chce zakląć byt w słowa, coś z bezkompromisowości dziecka, które chce świat baśni przenieść do rzeczywistości, coś z pomysłu szaleńca, który wierzy w realność urojeń. Ów zamysł stanowi źródło nieustannej zabawy i odkrywczości słownej, dopóki pisarz nie uznał, że literatura fałszuje życie. Zanim jednak Stachura doszedł do takiego przekonania - co stało się dopiero pod koniec jego drogi - tworzył książki, które łączyły w sobie radość poszukiwania granic wypowiedzi literackiej z radością odkrywania sensu w każdym, najmniej ważnym, przejawie istnienia.
     W szczególny sposób całym swoim życiem i twórczością afirmował wolność. Był hippisem realnego socjalizmu, ucieleśnieniem swobody, poszukiwaczem wolności w płaszczyźnie egzystencjalnej (a nie politycznej, czy społecznej). Jego życie zrosło się z wędrowaniem i pisaniem, wybranymi przez niego stanami niezależności. Nieufny wobec wszelkich więzi formalnych i zinstytucjonalizowanych, głosił i wcielał w życie serdeczne pobratymstwo z każdym, komu nieobcy jest człowiek obcy. Wybierając przyjaciół, wybierał więc niejako rodzinę, do której w krótkim czasie weszli - odtąd kojarzeni ze Stachurą - podobni do niego desperaci poezji.
     Przesuwaniu granic między sztuką i życiem odpowiadało w twórczości Stachury dążenie do przekroczenia zastanych granic literatury, istniejących konwencji, a przede wszystkim zasadniczych modeli odbioru. Utopia Stachury miała zatem dwa oblicza: z jednej strony chodziło o życie pełne, mityczne, w każdym swoim momencie nasycone sensem i w każdym momencie akceptowane; z drugiej - o wypowiedź zupełną, dzieło całościowe. Stąd bardzo wcześnie powziął zamysł , aby zapisywać wszystko - zdarzenia w ich przebiegu, rzeczy w ich natłoku, sensy w iluminacyjnym poznaniu. Wszystko. A kiedy literatura służy zapisywaniu codzienności, cudu potoczności, staje się wówczas odmianą mówienia, cząstką życia, czymś w rodzaju narzędzia poznawczego, jakby dodatkowego zmysłu.
     Interpretatorzy jego dorobku dzielą tę twórczość najczęściej na trzy etapy. W pierwszym etapie, sięgającym od debiutanckich opowiadań do opowieści-rzeki Wszystko jest poezja, autor jawi się swojemu czytelnikowi jako pisarz pierwszej osoby, jako nieegoistyczny egocentryk - twórca, który pojmował pisanie jako rozszerzanie swojej osoby na cały świat, mnożenie własnych sobowtórów i włączanie cząstki siebie w każdy swój twór.
     Kolejni bohaterowie jego utworów narracyjnych - Szerucki, Pradera, Kątny - obdarzeni cechami osobowymi Stachury, okruchami jego biografii, świadczą o zasadniczej jedności: jednością podmiotową jest autor, jednością jest wariantowy bohater, w jedność wreszcie splatają się bohaterowie i autor. Przebiegające pomiędzy utworami i biografią Stachury znaki tożsamości skłaniały czytelnika do odbierania tekstów literackich jako prawdy życiorysowej ubranej w czysto zewnętrzne rekwizyty zamyślenia, z drugiej zaś proponowały, by do utworów literackich włączać wiedzę zaczerpniętą z biografii, by np. Całą jaskrawość czytać przez pryzmat życiorysu. Miłośnikom, wielbicielom, fanom i adoratorom Stachury wiadome było, że wysyłał on do siebie pocztówki podpisywane "Michał Kątny".
     W ten rozpleniony, i właśnie dlatego problematyczny, autobiografizm nagle wdziera się zabieg depersonalizujący: oto w 1977 roku Stachura publikuje powieść Się, w której narrator za wszelką cenę (niejednokrotnie za cenę potwornych łamańców językowych) wystrzega się zaimka "ja". Zaimek ten, i wynikającą zeń relację pomiędzy człowiekiem i światem, uznał autor za podstawę niewłaściwego - egocentrycznego, fałszującego życie, przeciwnego pojednaniu z istnieniem - stosunku do bytu. Tymczasem człowiek, jako cząstka istnienia, jest stanem - istotą nie odrębną, lecz złączoną z całością. Dlatego w miejsce "ja" wchodzi "się": "Się jest. Się jest stanem. Nie panem. Ani nad innymi panem, ani sobiepanem. Żadnym panem. Koniec z panem. Z panem amen. Się jest stanem. Się jest duch" (Się, Warszawa 1984, s. 421). Warunkiem zrozumienia owego stanu jest właśnie rezygnacja z "ja", które wyodrębnia nas z bytu wbrew naszej przynależności do całego istnienia.
     Jednak w Fabula rasa i w Oto, a więc zaledwie dwa lata później, Stachura dochodzi do wniosku, że "się" jest źródłem innego fałszu, być może nawet groźniejszego niż "ja". Oto "się" prowadzi do samozwrotności myśli i powoduje, że człowiek, zamiast zwracać się ku światu, odnosi świat do samego siebie. "Się" stanowi tedy głębszą wersję "ja", bardziej zakamuflowaną i dlatego trudniejszą do wykrycia.
     Na trzecim etapie twórczości w miejsce "się" wchodzi zatem "Człowiek-Nikt", który rezygnuje z przymusów bycia kimś określonym, ze społecznych tożsamości ograniczających istnienie, narzucanych przez konwencję, ale i wybieranych z premedytacją przez człowieka, który koniecznie chce odróżniać się od innych. Człowiek-Nikt to projekt etyczny i egzystencjalny o głębokich skutkach literackich.
     Etyczny wymiar Człowieka-Nikt oznacza, że aby stać się istotą tak skończenie wolną i zarazem tak ściśle zespoloną ze światem, należy - wzorem filozofii Wschodu, którym Stachura wiele zawdzięczał - wyrzec się siebie, rozstać się z tym, co nas określa, czyli ogranicza: Człowiek-Nikt wyrzeka się zatem potrzeb, posiadania, przyjmowania pomocy, a także ucieczki przed cierpieniem. Tożsamość Człowieka-Nikt rodzi się i gaśnie w ramach kontaktu z drugim człowiekiem, jest bowiem tożsamością dialogu, spotkania, współistnienia. Dzięki przyjęciu takiej tożsamości otwartej Człowiek-Nikt przezwycięża dualizm wnętrza i zewnętrza, podmiotu i przedmiotu, pozoru i prawdy: każda rzecz jest tylko tym, czym się jawi, ponieważ to, czym się jawi, nie istnieje wiecznie, lecz rodzi się we współistnieniu. Każdy z nas zmienia świat, z którym się styka, i sam jest przez ten świat zmieniany.
     Jednakże zmienna i migotliwa prawda istnienia prowadzi nas do zakwestionowania literatury. Była to naturalna konsekwencja zrozumienia, że to, co istnieje - w swym pięknie, jak i w swej grozie - jest niewypowiadalne. Do takiego wniosku (zrodzonego pomiędzy Fabula rasa i Oto) Stachura dodawał cały czas swoje maksymalistyczne przekonanie, że poezja winna być czynem - mową przekazującą w słowie gęstość sensu właściwą istnieniu.
     Przekonania takie postawiły jednak w podejrzanym świetle literaturę, a w ostateczności uczyniły ją czymś z definicji fałszywym i pozbawionym racji.
     Dwa ostatnie teksty, napisane tuż przed śmiercią, a opublikowane po niej, czyli Pogodzić się ze światem i List do pozostałych, stanowią powrót do formy "ja". Zaimek ten powraca jednak z zupełnie innych powodów. Raz dlatego, że cierpienie fizyczne (po pierwszej, nieudanej próbie samobójczej Stachura stracił prawą rękę) na powrót określała cielesne granice zbolałej myśli. Dzięki cierpieniu następuje połączenie dwóch sfer egzystencji, które nieco sztuczna konstrukcja Człowieka-Nikt stapiała co prawda w jedno, ale pod znakiem wyraźnej dominacji ducha. Po drugie, powrót "ja" wynikał z pokory - wobec świata, z którym twórca się godził, i wobec innych. Po trzecie, "ja" pojawiało się, aby uwyraźnić gest pożegnania, który nie mógł należeć do Człowieka-Nikt.
     Na czym polegał fenomen Stachury? Na zarażeniu swoich czytelników radosną troską o życie. W tym sensie jest Stachura być może jedynym powojennym twórcą, który zdołał pojednać - za cenę znacznych uproszczeń i żenujących niekiedy wywodów - filozofię egzystencjalną z witalizmem.
     Połączył w swojej twórczości dziecięcą spontaniczność z barokowym wyrafinowaniem; szukał środków wyrazu dla zachwytu najzwyklejszą codziennością, od której przechodził do filozoficznych rozważań. Dzięki spojrzeniu na świat, w którym naiwność wspomaga sztukę dostrzegania rzeczy naprawdę ważnych, udawało się Stachurze splatać oksymoroniczną postawę zachwytu i bojaźni. Przekonanie o naturalnym pięknie życia, o zdarzającym się wszędzie i w każdej chwili cudzie codzienności stawało się przeciwwagą dla egzystencjalnych lęków i cierpień. "Wyjątkowa zwykłość" na przemian traci i odzyskuje siłę zdolną równoważyć bojaźń śmierci i przeświadczenie o nieosiągalności sensu. Życie Stachury i bohaterów (alter-ego autora) z późnych utworów toczy się tedy w nadprzemiennym rytmie neurozy i uspokojenia: doświadczają oni stanów radości i cierpienia jako psychicznej ciągłości, jako swego rodzaju kontinuum doznań, a nie jako przeciwieństw. Przekonani, że droga prawdy prowadzi poprzez samowiedzę, wiodą ze sobą wieczny dialog, którego zwieńczeniem powinna być odkryta w sobie siła wyrzeczenia się pragnień (pożądanie jest bowiem źródłem wszelkich cierpień). Przedostatnim pragnieniem twórcy jest pisanie, ostatnim - pragnienie życia. Kiedy Stachura się ich wyzbył, dotarł do końca.

          Przemysław Czapliński, Piotr Śliwiński:
          Literatura polska 1976-1998; Przewodnik po prozie i poezji, Str 145-152
          Wydawnictwo Literackie - www.wl.interkom.pl

powrót