Moda na Stachurę, czy...
(z grupy dyskusyjnej Stachuriady 6.07.2000 - 11.07.2000)
co sie dzieje- ludzie- gdzie sie podzialy tamte klimaty, w jakim my
swiecie zyjemy, przeciez to wszystko , caly ten kolorowy zachod
przyslania nam to co warte przezycia to co piekne dobre i prawdziwe -
rzeczywiscie prawdziwe, czy sa jeszcze prawdziwi zyjacy poeci nie ci
w czarnych gofach z lakierem na wlosach ale ci z wiatrem we wlosach i
z poezja na codzien dla ktorych zycie to poezja niekoniecznie piekna
i landrynkowa ale ta zyciowa , te wsciekle kly poezji .Jesli ktos
mnie rozumie, rzeczywiscie rozumie takze Steda to niech skontaktuje
sie ze mna , ach marzy mi sie taka prawdziwa stachuriada, a moze ktos
organizuje takowa alvo chce to niech da znac trzymajcie sie
stachurmeni w tych ciezkich czasach, ciekaw jestem co Edward by robil
w dzisiejszym swiecie gdyby zyl
gabman
Wydaje mi się, że Ed byłby moderatorem tej listy :))
Tak na poważnie - to wrzuciłeś do listu masę problemów i wymieszałeś je
trochę bez ładu.
Kwestia przeżycia dzieła literackiego to temat na bardzo poważną
dyskusję. Generalnie my streszczamy ją jednym pięknym wyrazem:
"życiopisanie". Oto autor projektuje nam swoje przeżycia w określonej
rzeczywistości, my zaś odczytujemy je pod kątem własnych doświadczeń.
Nie sądzę by britnispiryzm w jakis sposób zabijał duchowość poetycką. To
po prostu odrębny dział tworzenia (chyba kiczem zwany) i persona, która
zaangażuje się w czytanie Steda, mając do dyspozycji również tej miary
"artystów" co Shazza - wybiera i podejmuje właściwe (naszym zdaniem)
decyzje.
Nie sądzę by poeci w czarnych golfach byli do niczego - np. Wojtek Boros
z Gdańska. Pisze z sensem, czasem nawet bardzo brutalnie. Publikuje i zbiera
pochwały. Zresztą żel o niczym nie świadczy:
"W naszym mieście wyrąbali sady, (..), ważne, że w nas tkwi sad".
Pierwszą fizyczną Stachuriadą będzie zlot w Szklarskiej Porębie. Tam -
my dzikusy z Wielkich Miast - mamy zamiar popoezjować sobie w rytmach
Stedowych. I zapomnieć o naszej "landrynkowej" codzienności.
Marcin Kasjaniuk
Ja tam nie widzę żadnego landrynkowego zachodu itp. Nie wiem - może jako
wolny pół-student obracam się teraz w środowisku nareszcie do siebie
przystającym. Trzy pierwsze osoby, które na myśl mi przychodzą, gdy mózg
zadaje pytanie "Kogo znasz?", to dwustuprocentowi poeci, od których zawsze
mogę się uczyć tego, jak żyć i czuć się im potrzebnym - oni też się uczą ode
mnie.
Myślę że to, czy nam britnispiryzm przeszkadza czy nie, zależy właśnie od
środowiska. Po to są Stachuriady, Giełdy, SDM, a przede wszystkim pory roku
i niebo zawsze takie samo, a zawsze inne, żeby nic więcej już nam nie było
potrzebne w życiu. Przynajmniej w tym życiu nadświadomym. Bo pół-świadomie
to ja mam zamiar pokręcić się trochę po świecie dorobków, $-ów i %-ów
(wszelkiego rodzaju :-), żeby grosza trochę zgarnąć. Żeby na struny było,
bilety PKS i wino. Resztę mam za darmo i w całym przepychu. I dziękuję za to
światu, Bogu i od Wam.
POlek
>O ile wiem z relacji: ta "prawdziwa Stachuriada" to nie było nic ciekawego.
To znaczy nudy na pudy. Jak to ktoś zauważył: Stachura nie jest do
grupowych fascynacji - jego się smakuje w domowym zaciszu i nie można go
traktować w TAK egzaltacyjny sposób. Sted był.... jest niesamowity i jego
literatura taką jest. My to rozumiemy, i jego także rozumiemy, i wiemy co
chciał nam przekazać. Myślę, że idziemy, my, Stachuriadzi z tej grupy
dyskusyjnej, za Stachurą tak, jakby on tego chciał. I nie chodzi tutaj o
permanentną fascynację Stachurą, a raczej o uzupełnianie się nim, tym co
napisał i nie pokładać go przy tym w żadną wątpliwość.
To już byłby fanatyzm. Ja pokładam w wątpliwość wiele z tego, co napisał. I
nie chciałbym zajść za Nim zbyt daleko. Uznaję, że do pewnego momentu
wiedział naprawdę jak żyć i co robić by być szczęśliwym. Ale - primo:
zabłądził nieco, wmawiając sobie pewne nieistniejące w Nim jeszcze rzeczy,
secundo: sam napisał w Fabula Rasa bodajże, że nie daje on recepty na życie,
bo każdy jest inny i dla każdego coś innego jest dobrem (nota bene - na to
już wpadli Erich Fromm i Anthony de Mello conajmniej - pisali dokładnie to
samo przy wyrażaniu swoich poglądów na osiąganie szczęścia).
>I jeszcze raz neguję
tutaj wszelką bezgraniczną fascynację Stachurą, czego nigdy ja nie
czyniłem,
jednakże w tym, co Sted robił, nie ma dla mnie żadnych wątpliwości (w
jego zachowaniu) i myślę, jeszcze raz powtarzam, że tutaj jest prawdziwa
Stachuriada, lepsza od tej pierwotnej, na deskach sceny, gdzie setki
wielbicieli jego piosenek słuchało piąty raz tego samego kawałka w kolejnym
wykonaniu. To nie było to, czego chciałby Stachura.
No, to było to, czego oni chcieli... A nasza Stachuriada na czym będzie
polegać? Myślę, że podczas pierwszej omówimy to. A tak to pośpiewamy i
pogramy, podeliberujemy pewnie też. Robimy to trochę na dziko. Na
improwizację.
>Na szczęście okres
kreowania Stachury na bożyszcze powoli mija, a my jesteśmy następną
generacją jego wielbicieli, tą doskonalszą, obiektywną i rozumiejącą
Stachurę w jak najbardziej możliwej pełni. Bez bezgranicznej egzaltacji.
Stąpiemy po ścieżcze, na której Stachura widziałby nas najchętniej. Nie
wiem, czy Twój list jest zarzutem w NASZYM kierunku, ale przy takiej
ewentualności, niniejszym obalam go.
Chyba nie. A propos - trzeba to powysyłać chyba na adres Gabmana, bo jego
nie ma w Stachuriadzie chyba...
>Ale wydaje mi się, że jednak nie. Że jest raczej krytyką tego wszelkiego
kiczu. Jak to zauważyło kilku młodych Niemców: Polacy kupują tandetę, ale
nie chodzi o literaturę. Ktoś inny powiedział, że tylko Rosjanie,
Amerykanie, ktoś tam jeszcze i Polacy potrafią docenić poezję. I w stosunku
do nas na pewno się nie mylił. Stachura cały czas egzystuje w podziemiu
(fakt: w sklepach ciężko o niego, z antykwariatów też znika prędko) i jest
dosyć popularny o czym świadczy intensywność obrotów naszego licznika na
www.viper.pl/~stachura , który został założony nie tak dawno. A to tylko
sam
internet. Ilu wielbicieli Stachury nawet mający dostęp do tego medium,
nigdy
nie wpisali do przeglądarki hasła "stachura", ograniczając się jedynie do
mailowania, czy przesiadywania na ircu, albo nawet śmigania po witrynkach,
ale w celach powiedzmy edukacyjnych.
Ok 70% listów na moją stronę dotyczyło Stachury. Pierwszy mail od Zuzy, jaki
otrzymałem, też był wynikiem szukania Stachury w internecie. I to jest to,
co Stachurze zawdzięczam bezpośrednio i jak na razie, w czystej egzaltacji i
zauroczeniu, najbardziej :-).
>A ta cała szmira... Jeśli chodzi o młodzież - wielu z nich jest po prostu
niedoinformowanych. Sam pokazałem Stachurę kilku osobom i byli
zaciekawieni,
czytają nawet, mimo, że na codzień nie interesują się literaturą
pozaszkolną
(Sted w LO jest często pomijany, a na studiach....).
A te wszystkie harlequiny, czy inne czytadła, nie sądzę, żeby ludziom,
którzy mają rodzinę, dzieci i w ogóle liniowy tryb życia, seriale w tv itp.
Stachura przyniósł jakąś wielką radość. Raczej rozpacz nad tym, że dali się
wpuścić w taki schemat życia, przed czym my mamy czas się jeszcze bronić.
chick
Święta prawda. Moje odejście od tego bagna zawdzieczam w dużej, jesli nie
największej części, właśnie Stachurze.
POlek
Z tym nie pokładaniem Stachury w żadną wątpliwość to jest trochę
dziwnie. Jeśli o mnie chodzi - ja nie neguję NICZEGO co napisał. Może i się
nie zgadzam z kilkoma poglądami z Fabula rasa, ale z wieloma się jednak
zgadzam, a te, które nie pasują mi do całości, ignoruję po prostu, będąc
pewnym, że pojawiły się one w druki w wyniku dziwnej sytuacji, jaką była
postać Stachury, a raczej człowieka-nikt w okresie redagowania Fabula rasa,
który uważał, że to co raz zostało napisane, jest niejako święte.
Niczego stachurzego nie neguję, ale nie oznacza to, że zapisał się on
na mnie jak na białej kartce (a paradoksalnie bardziej czystą kartą byłem
dla wcześniejszych jego tworów, niż Fabuli rasy i Oto). Nawet nie wskrzesił
we mnie tej całej łagodności bytowania, co ciekawe najpierw napisałem pewien
dłuuugi tekst o wyrywaniu się z więzów schematów i bagna, a potem zacząłem
czytać całego Stachurę i z zaskoczeniem zauważyłem całkiem niedawno kilka
zbierzności. Mimo wszystko jednak to on był pierwszy;)). I stałem się jego
fanem. Bardzo mnie w tym czasie uzupełnił.
I co to za pomysły, żeby wrzucać taki tekst do grupy dyskusyjnej nie
zapisawszy się do niej? Może zaplanował sobie jedynie przestudiować index
wiadomości jakiś czas po wrzuceniu owegoż tekstu....
CHICK
To, że się z kilkoma poglądami nie zgadzasz to świadczy o tym, że pokładasz
Stachurę w jakąś tam wątpliwość. Po zapoznaniu się z dokładnym opisem Twojej
dolegliwości (;-)), zauważyłem, że masz to samo co ja. Ja się właśnie z
człowiekiem-nikt (w postaci stachurzej) po części nie zgadzam. A to, z czym
sie zgadzam w Fabula Rasa i Oto to sprawy oczywiste i wielokroć przedtem
opisane przez autorów innych.
POlek
Ta moja wątpliwość do Stachury to jest ta inna wątpliwość - ja sam mógłbym
popełnić takie niezgodności, jakie zdarzyły się mu w Fabuli rasie i Oto, ale
później
bym do nich doszedł i zmienił je. Stachura nie ingerował w Fabulę rasę ani w
Oto (chodzi mi o
sam szkielet ideologiczny), co było powodem wypuszczenia kilku
nieprzemyślanych wątków filozoficznych w druku. I Stachura na pewno
wywaliłby z treści wyżej wymienionych utworów kilka elementów, gdyby nie to,
że w okresie człowieka-nikt był tak oślepiony ideą nieomylności swojej
postaci, że nawet może nie będąc potem pewnym niektórych wątków z FR i Oto,
nie ruszał ich, uważając, że to jednak musi być prawda, skoro wypowiedział
to STAN DOSKONAŁY. Po wypadku z pociągiem trochę wstydził się Fabuli rasy i
Oto. Tzn. że generalnie nie mam zastrzeżeń do tego co napisał. Bo z tym, z
czym się nie zgadzam i on w g r u n c i e r z e c z y się nie zgadzał
również.
chick
powrót