Bóg ewentualny
(z grupy dyskusyjnej Stachuriady 4.09.2000 - 15.09.2000)


Ja z dziwnym pytaniem....
Czy mozna w Stachurze odnalesc slady Boga?

Nie chodzi mi oczywiscie o przyrównywanie go do Boga, nie o to....Czy mozna w jego twórczosci odnalesc Boga, w moc którego powszechnie sie wierzy? Czy gral on jakas wazna role zyciu Steda, jesli w ogóle ja gral?

Bo nie wiem czemu, chcialabym widziec...

Zuzanna


Bóg jako t e n Bóg chrześcijański u Stachury pojawia się kilka razy. Ale ja widzę tutaj ten cały boski byt zupełnie inaczej. Mniej więcej w taki sposób, że Stachura jest bardzo podobny do Jezusa. W niczym tutaj, rzecz jasna, temu drugiemu nie ujmuję i nawet nie zaprzeczam żadnym biblijnym słowom, wskazuję tylko na to, że E. S. odnalazł jakąś drogę, nie mam czasu teraz rozwijać tego, bo mam jakieś 10 minut na tego maila, więc przejdę od razu do tego prawidłowego chrześcijańskiego Boga u Steda.
Pisał on kiedyś, że wszedł do kościoła i modlił się "Boże, żebyś był". Później (a może i już wtedy?) stał się ateistą (nie chciałbym tutaj stawiać tego za pewnik, ale tak mi się zdaje i tak chyba właśnie jest). Buddę, Chrystusa i innych rozumiał jako podobnych sobie, czyli zwykłych ludzi, faktycznie często rozumowali oni podobnie do niego i to pewnie odgoniło od niego wszelkie myśli o istnieniu boskich zaświatów. W końcu zaczął myśleć sobie, że na świecie nie ma nic poza ludzką głową, której zasoby w kierunku boskim sam rozwinął tak daleko, by móc stwierdzić, że właściwie prześcignął wszystkich i przyrównał się do dawnych proroków boskich, co pozwoliło mu napisać Fabulę Rasę, Oto oraz krążyć w tych klimatach, swoim zachowaniem na przykład.
Później był Bóg w "Pogodzić się ze światem", którego obserwował na tle swojej matki. Był tym zafascynowany, gdyż jego tok myślowy znormalizował się na tyle, by przestać patrzeć na "wierzących" z góry.
Chick


Dziekuje Ci. Moglam sie wlasciwie sama doszukac, ale nie... Wolalam chyba, zeby przedstawil mi ktos to. Bo widzisz, doszukalam sie dziwnej zaleznosci - Stachura Boga i wszelkie inne zajwiska, w które sie powszechnie wierzy traktowal, jako równych sobie. Porównanie Stachury do Jezusa wdaje mi sie zupelnie trafne, gdyz wielu ludzi traktuje go co najmniej tak, jak nalezaloby czcic Jezusa. A ja pisalam Ci kiedys, ze S. traktuje, jako czlowieka ludzkiego najbardziej, czyli równego (w mniejszym lub wiekszym stopniu, prawdopodobnie mniejszym, ale jednak) sobie. Tak wiec wynika z tego wszystkiego, ze Stachura mial do bóstw wszelakich stosunek taki, jak ja do niego. Wiec zaczyna zastanawiac mnie: Czy on w moim zyciu odgrywa jakas boska role? Zapytana o to powiedzialabym bez wahania "nie". Ale jak jest naprawde, to nie wiem.

Z.-


Hej, Czlowieczku! Chyba nieco zlej kolejnosci uzyles. To Stachura myslal, albo staral sie raczej myslec (co mu nie wyszlo za bardzo) jak Budda i Chrystus, a nie odwrotnie :-).

Poza tym wydaje mi sie, ze Stachura mial wlasny obraz Jezusa (na Buddzie ani na Lao-Tsy nie znam sie niestety zupelnie :-) i calkiem mozliwe, ze byl temu obrazowi wierny. Ale cudów nie czynil i nie potrafil tego co Chrystus. Nie oparl swojej filozofii wystarczajaco na wierze. Na prostej czystej wierze. Wierze w cuda. Napial z calej sily muskuly i zrobil co mógl, zgadza sie. Ale chyba to nie ta droga. Chociaz w dobre miejsce, rzecz jasna. Bo najwazniejsze jest chyba szczescie. Dla agnostyka - doczesne, dla wierzacego w pozagrobowosc - wieczne.

Co do sladów Boga w pozostalej twórczosci Stachury (przed Fabula Rasa) - klucza nalezy chyba szukac w tlumaczeniu slów "Missa Pagana" ("Msza poganska") i w tresci tegoz poematu. Bóg byl dla Stachury obecny w polach, lakach, w powietrzu...
Ale kiedy mówimy o Bogu, trzebaby bylo go mniej-wiecej chociaz zdefiniowac.

POlek ze Schroniska Mysli


A ja myślałem, że to Budda i Chrystus odgapiali od Stachury ;]
--------
a poważnie
Ja widzę tutaj podobieństwo toku myślenia Chrystusa i Stachury, obydwaj widzieli świat w podobnych kategoriach, to już inna sprawa, że ten pierwszy czynił cuda, wszak Stachura Synem Bożym nie był. Ale z drugiej strony Chrystus był uczłowieczony, a więc i w głowie mógł mieć podobnie jak i każdy inny, duch natomiast to zupełnie odmienna sprawa. Sprawa wiary chrześcijańskiej, której staram się nie podrażnić, bo i nie mam podstaw ku temu, chodzi mi jedynie o filozofię i tok myślenia. Wchodzi też także w to paru innych, jak i Budda i może ktoś jeszcze. W pewnym etapie życia Stachura znalazł się z nimi w jednym worku. Ale były to jedynie 2 lata jego życia. Wcześniej i później to już całkowicie co innego, ale to jest już diametralnie inna kwestia.

Chick


Czy to, ze ludzi traktuja niektórzy Stachure jak Chrystusa, to znaczy ze mozna ich porównac? Niektórzy traktowali tak tez Mao Tse Tunga, Hitlera...

Poza tym - racja. On wszystko bral na rozum. Analizowal. I do niczego go to nie doprowadzilo. Chyba zabraklo mu wiary.

POlek ze Schroniska Mysli Fragment jednego z najwazniejszych rozdzialów Biblii - sw. Jana 14:

12 Zaprawde, zaprawde, powiadam wam: Kto we Mnie wierzy, bedzie takze dokonywal tych dziel, których Ja dokonuje, owszem, i wieksze od tych uczyni, bo Ja ide do Ojca.

Moim zdaniem Chrystus czynil cuda tylko przez to, ze latwiej bylo ludziom uwierzyc ze On to uczyni, niz ze oni sami. Ale cala sila tkwila w wierze. On po to byl uczlowieczony, zeby pokazac, ze czlowiek moze stac sie taki jak on. Dlatego mówil tez, ze ludzie to dzieci Boga i nazywal ich swoim bratem.

Ale zeby znalezc sie w jednym worku z Chrystusem, trzeba miec ta wiare do konca. Trzeba przejsc pewien próg, drzwi, które dzialaja tylko w jedna strone. Stachura tego nie dokonal. Nie udalo mu sie. Przez zachowanie formy chcial zmienic swoja dusze. Nie udalo mu sie. Gdyby bylo inaczej osiagnal by nirwane, oswiecenie czy objawienie takie, jakie opisuje sw. Jan od Krzyza. A z takiego stanu nie ma powrotu. Czy wedlug filozofii "Fabula rasa" mógl Stachura po wypadku, czy po czym kolwiek innym zalamac sie?

Z kolei Budda zdaje sie twierdzil, ze w drodze do nirwany trzeba mistrza, guru. Inaczej mozna zrobic mnóstwo bledów, a skutki beda oplakane. Stachura byl samotny.

POlek ze Schroniska Mysli


Nie... to nie znaczy, ze mozna. Ale przez porównanie mozna niektóre rzeczy lepiej wyrazic. Chick uzyl porównania do Jezusa, by przedstawic pewna zasade myslowa, moim zdaniem trafnie. Nie mógl tego zrobic bo...bo co? Oczywiscie Jezus i Stachura to zupelnie rózne historie, zupelnie rózne kultywowanie ich, zupelnie inna hierarchia. Ale mimo wszystko zupelnie obrazowo przekazal to co chcial. I tyle.

Zuza


Właśnie: "Stachura był samotny", bez żadnego guru, uważał siebie za szczyt swojej filozofii, a Chrystus zawierał w tym co mówił jeden gigantyczny "szczegół" - Królestwo Niebieskie, czyli cały niematerialny świat, którego był wysłannikiem i sługą. Natomiast Stachura wolał się uważać raczej za wszechwiedzącego i samotnego w swojej filozoficznej drodze, której celem był on sam. Szczęście jego własne, koleje zawartości jego własnej głowy i to, co sam myślał o otaczającym go świecie. Filozofia Stachury to idea-ego, Chrystusa natomiast w absolutnie żadnym wypadku NIE.
Chick


Otóz i to wlasniem mial na mysli. :-)

POlek ze Schroniska Mysli Jezeli Stachura to Chrystus ale w miejszej skali, to mozna nasladowac Stachure, a potem Chrystusa - w ciaglej linii? Nie wydaje mi sie.

POlek ze Schroniska Mysli


Oni nie operują na jednej płaszczyźnie! Podobna płaszczyzna nie zawsze jest tą samą płaszczyzną.
Ch.


Hm. Ja widze tylko pewne analogie miedzy tymi postaciami. Ale takie analogie widze tez miedzy soba a Nimi. Tez czasem glosze swoje poglady w dyskusjach róznych, poglady na wiecznosc i wizje czlowieka wyzbytego pragnien, szczesliwego. Wystarczy jeszcze ze napisze o tym ksiazke i ja wydam. Reszta moze mi sie (tak jak Stachurze) nie udac. Czy to wszystko?

POlek ze Schroniska Mysli


Bardzo to uprościłeś;)
Głosić poglądy na temat lepszego bytu i wydać książkę (Chrystus wcale Biblii nie wydał;)) to jeszcze nie wszystko. Trzeba się w tą własną filozofię zaangażować bez reszty, wręcz chorobliwie, tak jak robił to Stachura. On był tą filozofią, jak i Chrystus był Słowem Bożym. Paru ludzi na tym padole kreuje i stara się kultywować jakieś własne prawdy życiowe, tak jest z Tobą, ze mną i na pewno paroma jeszcze osobami. Ale tacy z nas mesjasze jak poloniści poprzez to, że porozumiewamy się właśnie za pomocą reguł języka polskiego.
Chick:)))


Racja zupelna, oprócz jednej rzeczy. Stachura zaanagazowal sie bez reszty - fakt. Ale albo zaangazowal sie w nieswoja filozofie zupelnie tylko w cos nieco innego, albo (bardziej q temu sie sklaniam) filozofia byla bledna. W tej drugiej wersji - przekonales mnie. Klócilem sie, bo chcialem wiecej argumentów "za" uslyszec.

Wiec najwieksza róznica miedzy Stachura a pozostalymi jest to, ze Stachura sie pomylil. Nawet co do siebie. Takie jest moje zdanie chyba ostateczne, choc czy ostateczne - nie wiem :-).

A propos polonistów - gdzie jest Marcin??? I Józef Baran???

POlek ze Schroniska Mysli


Stachura wyszedł z dobrego punktu, ale się zapędził w kozi róg. Wszelkie moje dopowiadanie do tego zdania będzie już powtarzaniem się, więc mianuję je moim dzisiejszym limitem;)
Chick


I tu sie zgadzam. Stop. :-)

POlek ze Schroniska Mysli


Się to zwie panteizmem - to chyba najdoskonalsza forma sławienia Kogoś.
" i jeżeli spontaniczna to rzecz
i jeżeli......"

MK

|
|Bóg byl dla Stachury obecny w polach, lakach, w powietrzu...
|
|

Panowie!

Skoro kłócicie się o najlepszego Wykonawcę - to proponuję abyście wspomnieli jeszcze o Janie Kondraku  - osobiście uznaję jego wykonanie "Mszy" za absolutną rewelację (...).
Kolejna sprawa - odczułem pewien niesmak gdy przczytałem słowa Jerzego Stachury - Juniora, pozwólcie, że je Wam zaprezentuję:
Jest ich wielu. Ilu? Nie wiem. Mówią,że "śpiewają". Nie wiem co to oznacza, ale niech śpiewają. Tym przy ognisku - życzę gwiaździstego nieba. O tych co w świetle reflektorów, wolałbym nie mówić. Ale nie życzę im źle. Jednak znam paru chłopaków, któży (pisownia oryginalna - MK) do wierszy (piosenek) Edwarda Stachury zrobili kawałek dobrej muzyki. Jest wśród nich Marek Gałązka. Sted, jak sam mawiał, nie miał pretensji być grajkiem, czy śpiewakiem. Ale nie traktował pioenki (wbrew temu, co twierdzą dziś niektórzy "Stachurolodzy")jako marginesu swej twórczości. Do większości tekstów ułożył własną muzykę. Dlatego mając w pamięci jakże wymowne kompozycje Steda, długo nie mogłem pogodzić się, że do tych samych słów może zaistnieć jakaś inna muzyka. To właśnie Marek swoim śpiewem i grą na gitarze przekonał mnie, że można inaczej".   {Powyższe znajduje się na okładce do kasety Ballady E. Stachury, śpiewane przez M. Gałązkę}

No dobrze, a co to oznacza? Wydaje mi się, iż kilka osób najchętniej chciałoby zamknąć twórczość Stachury w jakichś ciasnych ramach kilku wykonawców. Oczywiście w myśl tego odpada komercyjny SDM, który przecież gra zbyt sympatycznie dla ucha. Nie sądzę, aby do odpowiedniego przeżycia utworu, była konieczna jakakolwiek muzyka - wystarczy pewien klimat - teksty ballad są w gruncie rzeczy całkiem niezłą poezją. Może niezbyt skomplikowaną, ale bardzo trafną i adekwatną do sytuacji lirycznych. I to właśnie ta celowość utworu sprawia, że jest on piękny. Sam fakt, czy śpiewa sam Mistrz, czy też Gałązka, albo Polek - nie ma nic do rzeczy.
Moim zdaniem SDM robi kawał dobrej roboty skłaniając młodzież do słuchania czegoś innego niźli jakieś bumbumbumbumbumtatatata. Młody człowiek jeśli zainteresuje się wreszcie tekstem, a nie muzyką, to w pewnym momencie znajdzie wykonawców typu Chodakowska, Gałązka, Kondrak.
Powiedzcie mi - w czym tkwi Waszym zdaniem różnica między poezją ŚPIEWANĄ, a poezją? Czy Holoubek lepiej recytuje Wielką Improwizację niż ją Mickiewicz prezentował swym znajomym? Gdzie tak na prawdę przebiega granica między nadawcą, a odbiorcą dzieła? Kim zatem jest śpiewak?
Marcin Kasjaniuk (2000)


 

Co do piosenki poetyckiej - moim zdaniem (od strony najpierw twórcy, który jest pierwszym jakby "etapem"): Cholerną frajdę sprawia wyrażenie klimatu wiersza własną muzyką. Przy odrobinie pracy i naprawdę niewielkiej dozie talentu można jakby podwoić wymowę dzieła przez dodanie do niego muzyki. Jest wspaniale stanąć obok poety, czasem wielkiego, jako współtwórca dzieła, którym jest piosenka.

Od strony odbiorcy: Muzyka trafia do człowieka (przynajmniej do większości, w tym tez do mnie), niż tekst pisany. Poprzez muzykę można wytworzyć klimat, w który potem słowa wpasowują się jak w cudowne ramy i mają dużo większe oddziaływanie niż słowa. Wiersz jest formą ulotną, łatwo rozproszyć się czytając go. Z muzyką jest już nieco inaczej. Poza tym, słysząc muzykę, możesz patrzeć na świat jednocześnie, co jest szczególnie ważne w przypadku tekstów Stachury, ponieważ on własnie swiat najprawdziwszy opisuje, chciałoby się powiedzieć "naturalistyczny", jednak ten świat jest jednocześnie piękny, więc słowo "naturaizm" średnio tu pasuje (albo jestem niedouczony, z "polaka" miałem tylko 3 :-P :-). Jeszcze uwaga tycząca się być może tylko mnie, choć nie wiem - piosenki mogę słuchać kilka razy dziennie, wiersza tak często czytać bym nie mógł.

Co do piosenek Stachury, nie wydają mi się one "głębokie". Głębokie są wiersze Norwida czy Baczyńskiego. Pewien rodzaj głębi mają w sobie wiersze autora "Siekierezady". Ale piosenki są według mnie bardzo proste. W większości z nich wszystko jest wyłożone jak kawa na ławę.   Chociaż, posługując się dialektyką rodem z "Fabula Rasa", nie mogę powiedzieć nic o głębokości tekstów, do dna których nie dotarłem. A do dna piosenek Stachury chyba dotarłem :-). Ale taki sposób rozumowania jest tak słuszny jak większość założeń "Fabula Rasy", czyli wcale :-)
POlek


postaram się w niej nieco jaśniej opisać moją koncepcję poezji śpiewanej. (Co ciekawe właśnie odsłuchuję sobie Bezduszki Marka Gałązki).

Tradycyjnie - dłuższy cytacik człowieka, który z racji swych bezkompromisowych poglądów nie cieszy się zbyt wielką popularnością - a szkoda, bo w moim mniemaniu pisze rzeczy całkiem mądre. Tako rzecze Jan Marx:

Przypuścmy, że licealista do bólu oczu wpatrujący się w ciemne wiersze Białoszewskiego, Karpowicza, Grochowiaka doznaje olśnienia przy Stachurze - nagle wszystko staje się jasne lub takim się młodemu czytelnikowi wydaje. A już na pewno do percepcyjnego orgazmu doprowadzą go Stachurowe piosenki. Tam dopiero możn wyć z rozkoszy.
Natomiast czytelnicy, zaspokajający potrzebę poezji - tkwi ona przecież w każdym - za pośrednictwem hitów z radiowych list przebojów, w Stachurze dostrzegli szansę dowartościowania się bez dodatkowego wysiłku intelektualnego
{tu muszę wcisnąć swoje dwa grosze - Steda już nie puszczają w radio. Bardziej adekwatnym byłby tu G. Turnau - wg mnie typowy karierowicz wyzyskujący pojęcie PŚ do robienia pieniędzy}.
Otóż współczesna poezja w świecie (z małymi wyjątkami) uległa tak głębokiej interioryzacji {włączenia do kręgu własnych przeżyć - MK}że przeciętny czytelnik nawet z dyplomem akademickim niewiele z niej rozumie. Powstała więc luka we wrażliwości takiego czytelnika, która bierze się z braku gotowości percepcyjnej, najczęściej wynikającej z lenistwa umysłowego, bo subiektywne postrzeganie świata przez poezję dzisiejszą wymaga wysiłku, o którym nie wiadomo z góry, czy się opłaci. Wierszowi współczesnemu niewiele pomoże nawet wsparcie interpretacyjne krytyki. Tę lukę wypełnia więc nie poezja, lecz jej substytut - piosenka, która ponadto za jednym zamachem zaspokaja potrzebę poezji i muzyki.
Podczas słuchania muzyki nawet pospolite rzeczy nabierają blasku, dając złudzenie obcowania z prawdziwą sztuką.
Śpieszymy się dziś. Mało kto ma czas na czytanie poematów, powieści. A tu piosenka proponuje surogat powieści, wiersza. To znamię czasu.

Hmmm, może niektórzy z Was krzykną zaraz o kalaniu własnego gniazda, etc. Nie sądzę, bym postąpił źle - po prostu - krytyka uszlachetnia.

Co do powyższego cytatu 
1. Zwróćcie uwagę na fakt, ze faktycznie o wiele łatwiej odbiera się piosenkę niźli czysty wiersz. I może czasem świadczy to o jakimś upośledzeniu umiejętności do czytania., niemniej Sted tworzył piosenki, a nie wiersze do których potem GT dorabiał muzykę. Zatem obcujemy z jakimś intrygującym, ale już gotowym produktem spod ręki jednego autora.
2. Pojawia się jednak pewien problem - jak zaklasyfikować np twórczość nieszczęsnego GT - czy o poeta? Muzyk? Bard? Z tego co się orientuję - nie śpiewa do swoich tekstów, ale czy to właściwe kryterium?
3. [do pana Marxa] Czy postąpiłem źle - czytając bajkę "Jak gęś wodę w sitku nosiła"? Przecież to prymitywne i bezsensowne czytać takie idiotyzmy gdy się ma pięć lat. Uważam, że piosenki Steda są dobrym wstępem do późniejszej lektury poważniejszych utworów.
4. Współczesna poezja rzeczywiście jest bardzo zagmatwana i introwertyczna. Czy to źle, że są poeci, którzy próbują jasno opisać swój pogląd na świat?
Panie Wojtku!
a.) Czym jest "Pies andaluzyjski"? Są jednak utwory Steda, które zadziwiają mnie swą formą, treścią i klimatem.
b.) Stajemy się wówczas (podczas dorabiania muzyki) twórcami, czy interpretatorami?
c.) Jeśli do utworu potrzebujemy muzyki "do lepszych klimatów" - to chyba sam wiersz jest do niczego, skoro nie potrafi nas zadowolić? ;-)

Kiedyś miałem takie kryterium - jeśli potrafiłem zagrać utwór na gitarce i harmonijce - to znaczy, że obcowałem z poezją śpiewaną. Niestety potem trafiłem na Sielankę o domu WGB i koncepcję szlag trafił. Zresztą bardzo Was proszę - podzielcie się swymi refleksjami dotyczącymi subtelnego różnicowania znaczeń: poezja i poezja śpiewana. Najciekawsze opinie zostaną nagrodzone publikacją w mojej pracy licencjackiej wraz z odnośnikiem do autora poglądów :-))

Szczęśliwy posiadacz trzech częsci KŁ w mp3
Marcin Kasjaniuk

Stare Dobre Małżeństwo. Cóż, nie będę ukrywać, że to jeden z moich ulubionych zespołów, więc na wstępie ostrzegam, że krytyki będzie mało, jeżeli nie wcale. Ale przejdźmy do rzeczy. Grupa ta związana jest głęboko z twórczością Stachury, posługuje się jego tekstami od samego niemalże początku. Zresztą do dzisiaj niektórym SDM kojarzy się tylko i wyłącznie z utworami poety, choć jego teksty to "zaledwie" 1/3 twórczości zespołu. Sam zresztą Krzysztof Myszkowski, wokalista zespołu opowiada o niezwykłym wpływie wierszy Stachury na jego muzykę: Miałem w sobie żyłkę rockandrollowca bardziej, niż barda refleksyjngo. Dopiero kiedy zetknąłem się z twórczością Stachury, z jego wierszami i piosenkami - coś się we mnie wyzwoliło, jakaś siła twórcza. [...] Gosia Cymers, wówczas studentka filologii skandynawskiej, podarowała mi tomik Steda 'Dużo Ognia'. I te wiersze poraziły mnie.
Chyba każdy z nas, zafascynowany Stachurą człowiek, podobnie odbiera jego najdrobniejsze słowo, ale najczęściej głębokość przeżyć zachowuje dla siebie. Z Myszkowskim było inaczej - postanowił śpiewać, przekazać światu choć odrobinę doznań i refleksji, do jakich skłania poezja Steda. I niewątpliwie, udało mu się - założył zespół, który pozbawiony promocji niemal całkowicie wciąż jest jednym z najbardziej lubianych wykonawców ballady poetyckiej na polskiej scenie. Kochają ich wszyscy - od nieco wrażliwszych nastolatków (głównie płci żeńskiej) ,do pokoleń ich rodziców, a nawet dziadków - zarówno zwykli ludzie nie mający ze światkiem muzycznym nic wspólnego ,jak i legendarne postacie większości festiwali. Sam Wojtek Jarociński o Starym Dobrym Małżeństwie mówi: Ja jednak odbieram SDM poprzez Stachurę, bo Stachura był dla mnie wielkim mistrzem, byłem mocno zafascynowany jego pisaniem. Przeczytałem wszystko, co stworzył. Przekaz wierszy Stachury przez SDM jest wiarygodny, fajny i odpowiedni, z wyczuciem formy. Oni to najlepiej robią.
Zachęcam więc do sięgnięcia po aranżacje zespołu do utworów Stachury, być może tak jak Wojtek Jarociński, jak setki ludzi przychodzących na koncerty i większość w ogóle osób, które ze Starym Dobrym Małżeństwem miały do czynienia, stwierdzicie "Oni to najlepiej robią " .

Zuza

sszwedaLider zespołu "U Pana Boga za Piecem". Ten zdolny bard z ziemi śląskiej na swoim koncie ma mnóstwo niezwykłych pieśni. Jednym z jego ulubionych wykonawców jest Bob Dylan (na jego stronie można posłuchać niemal setki nagranych tłumaczeń tekstów Dylana). Tworzy też własne protest-songi.

W 2010 na jego stronie ukazał się album mp3, do pobrania w tym miejscu: dział multimedia Sylwka Szwedy.

Płyta nosi tytuł po prostu Edward Stachura z muzyką Sylwka Szwedy. Muzyka powstała w latach 1979-1993, nagrania dokonano w kwietniu 2010 (na zwykłym mikrofonie pojemnościowym).

Zdjecie pochodzi ze strony S. Szwedy.

Stachura w bibliotece w Iławie - fot. Czesław Wasiłowskinagrania Stachury w oryginale dostępne są na płycie (lub dwóch kasetach) pt. Nowy dzień. Wewnątrz etykietek czytamy Półtora roku po śmierci Edwarda Stachury po raz pierwszy usłyszałem oryginalne nagrania piosenek Steda. Był to fantasmagoryczny śpiew - zew wilka na bezkresnym przejaskrawym stepie. Kilka chwil później (przemijających, jak zawsze w cudownym i straszliwym napięciu) dowiedziałem się, że jedyną książką, jaką Stachura nosił w chlebaku, był "Wilk Stepowy" Hermana Hesse. I nagle odkryłem Całą Jaskrawość - że chodzi o miłość, przyjaźń, drogę, a też o brak tego wszystkiego, i znowu o to wszystko. Posłuchaj, porzucony przez to wszystko mój drogi przyjacielu. Marek Gałązka.
Prócz powyższej płyty, Stachury posłuchać można na wydanych m.in. w postaci winylowej, Edward Stachura - Piosenki i Edward Stachura - Urodziny. Na Piosenkach znajdziemy m.in. taką wypowiedź Edwarda Stachury: Ja nie śpiewam dobrze, a gram jeszcze gorzej na gitarze. Nie jestem zawodowym muzykiem, po prostu ja piszę. I te piosenki są jakims takim dalszym ciągiem mojej twórczości. One się nie wzięły z niczego, prawda, tylko z tego, co ja do tej pory robiłem i ja nie mam pretensji do tego, żeby śpiewać i grać jak zawodowy śpiewak czy grajek. Tak, że mówię to tylko po to, żeby słuchacze zechcieli łaskawie patrzeć na to i słuchać tego z przymrużonym okiem.

01 01a 02 02a 03

Na płycie Piosenki prawie wszystkie... , wydanej przez Polton w 1993 r., znajdują się 22 utwory ze słowami, muzyką i w wykonaniu E. Stachury z wytjątkiem piosenki Banita (kompozycja Jana Stachury). W książeczce wewnątrz CD czytamy: Wydawca - Polton uprzejmie przeprasza za nienajlepsza jakość techniczną niektórych nagrań. Pierwsze cztery pochodzą z "amatorskiego" nagrania domowego, kolejnych pięć z koncertu Edwarda Stachury, który odbył się w 1975 roku w Michigan, USA. Pozostałe nagrania zostały dokonane podczas sesji nagraniowej w 1976 roku. Utwór 11 to Piosenka szalonego jakiegoś przybłędy, zaczyna się wypowiedzą poety, w której tłumaczy się ze swojego śpiewania: "Ja nie śpiewam dobrze, a gram jeszcze gorzej na gitarze... " itd.

Jan Kondrak, fot. Łukasz Pompa, WPKS 2010Jan Kondrak wyśpiewał chyba wszystkie piosenki Stachury, wchodząc też na grunt poematów i innych wierszy (zwłaszcza w bieżącej działalności z grupą Federacja). Wszystkie nagrania archiwalne w formie zremasterowanej dostępne są po osobistym zgłoszeniu się na adres mejlowy Autora, dostępny na stronie Federacji (www.lfb.lublin.pl/jan.htm). Są to jedne z najciekawszych i zdaniem wielu najlepszych interpretacji Stachury, wyśpiewane w duchu wersji samego poety, lecz bez technicznych niedostatków... Kondrak piosenki Stachury nagrywał już w pierwszej połowie lat 80., zaś w repertuarze Federacji znajdują się bogatsze propozycje aranżacji do niektórych z nich, wzbogacone o całkiem nowe utwory (m.in. Kropkę nad ypsilonem, jeden z programów zespołu nosi tytuł "Stachura - Poematy", jednak piosenki jeszcze nie zostały ujęte w osobnej publikacji).

Dwa utwory J.Kondraka do słów E.Stachury znalazły się na płycie Klechdy lubelskie Federacji (Missa Pagana Introit i Missa Pagana Tak), a fragmentu poematu w wykonaniu Marka Andrzejewskiego (Federacja) można posłuchać na jego stronie pod adresem http://www.myspace.com/marekandrzejewski/music.

Jak zaczął się Pański kontakt z twórczością Stachury?
J.K.: Było to niecały rok przed śmiercią Stachury. Byłem słuchaczem Uniwersytetu Ludowego we Wzdowie na Podkarpaciu. Jedna z koleżanek, Anka Popławska, z Wrocławia, podesłała mi na wykładzie wiersz na papierze toaletowym. Skumałem, że nie jest autorką tegoż. Zapytałem czyj to wiersz, a ona się zdziwiła, że nie wiem. Od tej pory wiem, że są pisarze, których nie wypada nie znać. Ten tekst był fragmentem Missa Pagana. Dostałem od tej koleżanki całość poematów (Dużo ognia i tak dalej. Wydawnictwo Poznańskie) i parę miesięcy później zacząłem układać melodie. Przeczytałem co się dało tego autora i zostałem "ustrzelony". Stwierdziłem, że to najważniejszy autor i napisał to, co ja chciałbym ludziom powiedzieć. Nie wiedząc, że prawa do kompozycji dostali wcześniej Jurek Satanowski i Czesław Niemen, dokończyłem dziełko już po śmierci Stachury. Jesienią 1979 roku zaśpiewałem w Pałacyku we Wrocławiu - fragmenty. Na początku roku 1980 premiera Missa P. odbyła się w klubie Meta na AWF-ie w Białej Podlaskiej. To co Stachura pisał jako piosenki nie imponowało mi z razu. Dopiero po usłyszeniu, jak je sam Stachura śpiewał, doceniłem ten skowyt cierpiącej duszy. Zrozumiałem, że piosenki są hologramem próz stachurowych i w połączeniu z lekturą prozy mają pełne i piorunujące znaczenie. Z czasem zacząłem śpiewać też piosenki. Trochę na swoją nutę, trochę na nutę stachurową. Na początku lat osiemdziesiątych zarejestrowano to w PR (prywatna inicjatywa Krzysztofa Kasińskiego z Warszawy). Na kasetach wyszło to w połowie tychże lat. Później były wznowienia. Na początku lat dziewięćdziesiątych podszedłem do tematu jeszcze raz. Współpracowałem wtedy ściśle z bardzo dobrym kompozytorem, dziś wielką personą fonografii, Piotrem Mikołajczakiem (Droga do Gwiazd). Pomyślałem, że jego odczytanie Stachury, poznańskie, rzeczowe i bezemocjonalne, plus mój brak wyrachowania i czyste emocje, mogą dać niespotykany efekt artystyczny. I tak w ciągu siedmiu dni roku 1990 powstały Madame I i Madame II. Tyle upłynęło od pomysłu do ukończenia nagrań. Jeśli teraz sięgam do Stachury to bardziej poprzez projekt Madame.

Jaki w ogóle był i jest obecnie Pański stosunek do tego poety?
J.K.: Był to kiedyś stosunek bałwochwalczy czyli bezkrytyczny. Dziś nadal nie mam nic do zarzucenia poecie. Jest wybitny. Mniej mnie dziś "rajcuje" legenda. Patrzę na teksty i widzę mistrzowską robotę. Językiem Stachury mało kto powaznie sie zajął. Polonistyka jeszcze tego nie zrobiła całościowo. A to w języku Stachury jest moc. W jego stylistyce. Ten styl bierze się z wielojęzyczności Stachury. Stosując kalki innych języków osiągał w polszczyźnie rzeczy niebywałe i niepodważalne. Nikt nie osiagnął takich wyżyn w czymś co określam oksymoronicznie "retoryką intymną". Stachura mówi jak tragik grecki - koturnowo i jednocześnie bardzo osobiście, z bliska i ciepło. To nowa jakość. (Patrz: poemat Przystępuję do Ciebie). Nadwrazliwość, wybujała miłość własna, to tematy znane, ale kto w autoanalizie chodził tak daleko? Ten i ów chodził, ale bardzo niewielu, bo to wymaga w rezultacie ofiary najwyższej. Oczywiście sama ofiara najwyższa bez efektu artystycznego jest tylko zmarnowaniem żywota. Nie polecam.

ko1  ko2  ko3

chodakowJest to rejestracja przedstawienia Anny Chodakowskiej. Piosenki Missa Pagany (i Piosenki dla robotnika rannej zmiany) przedstawione w onirycznej formie, poprzeplatane są tutaj z krótkimi fragmentami z Fabula rasy i Oto.
Wewnątrz okładki czytamy: Przedstawiamy Wam płytę będącą adaptacją spektaklu, którzy prezentowaliśmy od jesieni 1982 roku w warszawskim teatrze STARA PROCHOWNIA. Spotykaliśmy sie z widzami również w innych miejscach. W miastach dużych i mniejszych. Na polanach leśnych i dziedzińcach fabrycznych. Graliśmy dla ośmiu widzów i dla ośmiu tysięcy. Wieczorem, nocą, w południe. Teraz, gdy płyta, którą trzymacie w rękach stała się faktem, już tylko w ten sposób prowadzimy dalej ten dialog, tę wymianę, która niekiedy była niezwykle dla nas intensywna i za którą dziękujemy AUTOROWI.

chod1

galazkaMarek Gałązka, przez wielu uważany za autora najlepszych interpretacji piosenek Stachury. Zajmował się tekstami E. Stachury już w latach 70.

W maju 2010 roku ukazał się 3-płytowy album, podsumowujący dotychczasowy dorobek Marka Gałązki związany z twórczością Stachury (okładka obok). Jest to prawdziwe komendium piosenek Edwarda Stachury. Znalazła się tutaj płyta nagrana w 1985 roku (kaseta obok), ostatni zarejestrowany koncert z zespołem "Po Drodze" z 2000 roku oraz płyta z nagraniami z zespołem Po Drodze oraz Zespołem. Do wydawnictwa dołączono książeczkę z cytatami Stachury zredagowaną przez Marka Gałązkę oraz PDF z nutami i tekstami wybranych piosenek.

Dla chętnych, płytę można zamówić na stronie: galazka.pl/2010/l_plyta.

Niektóre wydawnictwa Marka Gałązki:

gal01  podrodze  marekgalazka_plyta 

roz1Płyta Jacka Różańskiego zawiera interpretacje piosenek Stachury przy akompaniamencie bogatego instrumentarium elektronicznego. Znajduje się tutaj m.in. utwór "Czy warto" znany z zakończenia filmu "Siekierezada" (gdzie śpiewany jest przez D. Olbrychskiego).

Muzyk wciąż wykonuje swoje utwory w różnych aranżacjach. Krótką rozmowę z nim przeczytać można pod niniejszym adresem, z której można się dowiedzieć nieco o zespole. W sklepach internetowych można znaleźć kasetę i płytę CD, na aukcjach - płytę winylową.

wojc1Jedna z ciekawszych dostępnych na rynku interpretacji piosenek Stachury. Utwory grane są do muzyki stworzonej bez dwóch wyjątków przez Marka Gałązkę i znanej z jego płyt. Są to jednak nowe wykonania z takimi instrumentami jak kontrabas, wiolonczela, fortepian i - oczywiście gitara.

Na płycie przeczytać można, że wszystkie piosenki pochodzą ze spektaklu "Nie Brookliński Most" wg Edwarta Stachury. Scenariusz i reżyseria - Jacek Wojciechowski.
Realizacja nagrań - maj/czerwiec '96
Jacek Wojciechowski - śpiew, gitara, gwizd
Jerzy Kluzowski - aranżacje, fortepian
Wiesław Murzański - kontrabas, wiolonczela
Krzysztof Oczkowski - gitara.

Na płycie znajduje się 16 utworów (a właściwie 17, bowiem jeden z nich jest połączeniem tekstów dwóch piosenek - Zabraknie ci psa i Piosenki dla zapowietrzonego). Płyta dostępna w sklepach internetowych w cenie od 25 zł (grudzień 2006).

Strona 7 z 15

       Dziękujemy Rodzinie Edwarda Stachury za zgodę na wykorzystanie wizerunku i fragmentów twórczości Poety.

     Zapraszamy do wirtualnego zwiedzania domu rodzinnego Edwarda Stachury

     TV Stachuriada to nasz kanał telewizyjny na You Tube. Zapraszamy do oglądania i subskrybowania.

 ZAPRASZAMY DO WSPÓŁPRACY

     Stachuriada.pl cały czas jest na etapie tworzenia (nie wiadomo, czy ten proces zostanie kiedykolwiek zakończony). Co więcej, w żadnym wypadku nie jest tworem zamkniętym na pomoc z zewnątrz, szerszą współpracę, czy drobne uwagi nie tylko od znawców tematu, bo każdy zainteresowany Edwardem Stachurą jest mile widziany. Chodzi przede wszystkim o to, by znalazło się tutaj jak najwięcej informacji, które chcielibyście tutaj widzieć, a także te, o których chcielibyście powiedzieć innym (począwszy od imprez, koncertów w waszej okolicy, skończywszy na własnych przemyśleniach, artykułach, sugestiach odnośnie technicznej strony Stachuriady). Nasze skromne grono redakcyjne z chęcią przyjmie nowych, stałych współpracowników. Zapraszamy również do udzielania się na  FORUM , albo do bezpośredniego kontaktu z nami poprzez KONTAKT e-mailowy.