Książki autorstwa Edwarda Stachury

1962 - Jeden dzień

1963 - Dużo ognia 

 1966 - Falując na wietrze

 

 

1968 - Po ogrodzie niech hula szarańcza

 1969 - Cała jaskrawość    
1962
Jeden dzień

1963
Dużo ognia

 1966
Falując na wietrze

1968
Po ogrodzie niech hula szarańcza 
1969
Cała jaskrawość

   
1971 - Siekierezada albo zima leśnych ludzi   1973 - Piosenki 1974 - Cała jaskrawość   1975 - Siekierezada albo zima leśnych ludzi  1975 - Wszystko jest poezja    
1971
Siekierezada albo zima leśnych ludzi
1973
Piosenki

1974
Cała jaskrawość

1975
Siekierezada albo zima leśnych ludzi 
1975
Wszystko jest poezja
 

 
 
1977 - Opowiadania  1977 - Się   1978 - Dużo ognia i tak dalej  1979 - Fabula rasa (rzecz o egoizmie) 1980 - Piosenki    
1977
Opowiadania

1977
Się
 
1978
Dużo ognia i tak dalej
 
1979
Fabula rasa
(rzecz o egoizmie)
1980
Piosenki


 
 
 1980 - Poezje wybrane 1982 - Poezja i proza (zbiór 5-tomowy)   1982 - Wybór wierszy 1984 - Poezja i proza (zbiór 5-tomowy)  1985 - Fabula rasa (rzecz o egoizmie)     
1980
Poezje wybrane

1982
Poezja i proza
(zbiór 5-tomowy) 
1982
Wybór wierszy

1984
Poezja i proza
(zbiór 5-tomowy) 
 
1985
Fabula rasa
(rzecz o egoizmie)


 
 
1986 - Piosenki   1987 - Poezja i proza (zbiór 5-tomowy) 1987 - Taki wieczór choć rano  1988 - Się  1989 - Postscriptum     
1986
Piosenki

1987
Poezja i proza
(zbiór 5-tomowy)

1987
Taki wieczór choć rano

1988
Się
 
 1989
Postscriptum
 

 
 
1989 - Taki wieczór choć rano    1991 - Taki wieczór choć rano 1994 - Miłość jest wszystko  1995 - Cała jaskrawość  1995 - Dolina obiecana. Poematy - wiersze - piosenki     
1989
Taki wieczór choć rano

 1991
Taki wieczór choć rano

 1994
Miłość jest wszystko

 1995
Cała jaskrawość
 
1995
Dolina obiecana 
 
   
 1995 - Słysz wołanie!  1995 - Taki wieczór choć rano 1995 - Wiersze  1995 - Wiersze  1996 - Fabula rasa     
1995
Słysz wołanie! 

1995
Taki wieczór choć rano
 
1995
Wiersze
 
 1995
Wiersze

 1996
Fabula rasa

   
 1997 - Słysz wołanie 1998 - Się  1999 - Cała Jaskrawość  1999 - Fabula rasa  1999 - Siekierezada     
 1997
Słysz wołanie

1998
Się
 
 1999
Cała Jaskrawość

1999
Fabula rasa
 
 1999
Siekierezada

   
2000 - Cała jaskrawość  2000 - Fabula rasa  2000 - Wiersze pozostałe   2001 - Cudne manowce  2001 - Liryki najpiękniejsze    
 2000
Cała jaskrawość

 2000
Fabula rasa

2000
Wiersze pozostałe
 
2001
Cudne manowce
 
2001
Liryki najpiękniejsze
 
   
2001 - Opowiadania  2002 - Siekierezada   2002 - Życie to nie teatr (wiersze i piosenki) 2006 - Cała jaskrawość  2006 - Listy do pisarzy     
2001
Opowiadania
 
2002
Siekierezada
 
2002
Życie to nie teatr
(wiersze i piosenki) 
2006
Cała jaskrawość
 
2006
Listy do pisarzy
 
   
2007 - Listy do Danuty Pawłowskiej  2007 - Moje wielkie świętowanie  2010 - Dzienniki. Zeszyty podróżne 1  2010 - Poezje  2010 - Się     
2007
Listy do Danuty
Pawłowskiej 
2007
Moje wielkie
świętowanie 
2010
Dzienniki.
Zeszyty podróżne 1 
2010
Poezje
 
2010
Się
 
   
2011 - Dzienniki. Zeszyty podróżne 2             
2011
Dzienniki.
Zeszyty podróżne 2 
           

Wydawnictwa z innymi autorami

1958 -1959 - Almanach młodych 1965 - 31 współczesnych opowiadań 1973 - Twórczość - nr 11   1989 - Piosenki - Stachura, Wysocki, Cohen 2005 - Piosenki - Kaczmarski,Stachura,Cohen     
1958 -1959
Almanach młodych

1965
31 współczesnych
opowiadań
 1973
Twórczość
nr 11
 1989
Piosenki
Stachura,Wysocki,Cohen
2005
Piosenki-Kaczmarski,
Stachura,Cohen
 
   
 2006 - J.L.Borges, Nowa antologia osobista            
 2006
J.L.Borges - Nowa
antologia osobista
           
             
             

 

      To już szósty raz Roman Kołakowski zaprasza do Wilczej Jamy w Smoliku nad Sanem, by obdarować nas nowymi aranżacjami i interpretacjami piosenek do słów Edwarda Stachury. Wszystko rozpoczyna się od kilkudniowych zajęć warsztatowych pod nazwą „Warsztat poezji czynnej im. Edwarda Stachury”.  

     Skład Butelek w Warszawie 27 października kolejny raz wypełniony był po brzegi wierną publicznością Jana Kondraka i miłośnikami twórczości Edwarda Stachury. Recital którym Jan obdarowuje nas od 37 lat wciąż ma swoich zwolenników i co ciekawsze jest to już trzecie pokolenie słuchaczy kondrakowych interpretacji.

    To z pewnością nie pierwszy i nie ostatni koncert Jana Kondraka w Składzie Butelek w Warszawie zatytułowany Kondrak śpiewa Stachurę, który będzie miał miejsce 27 października. Recital, który nie ma sobie równych i który zawsze gromadzi pełną salę słuchaczy.

     Lubelska Federacja Bardów nawet w okrojonym składzie daje radę na scenie. W trzyosobowym składzie zagrali 20 października w Łodzi w artystycznej przystani Keja Pub.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

       Kolejny koncert z okazji 80 urodzin Edwarda Stachury, pod tytułem „Z bliźnim się możesz zabliźnić”, organizuje tym razem Grójecki Ośrodek Kultury 14 października 2017 roku o godz. 19:00.

Daria_Sobieska_fot._Krzysztof_WiniewskiTyle razy się już zbierałam aby pojechać do Grochowic, dopiero w tym roku jednak udało mi się. Powstrzymywał mnie do tej pory fakt, że nie mam z kim tam jechać, moi znajomi mają zupełnie inne zainteresowania i nie wiążą się one w żaden sposób ze Stachurą i z poezją w ogóle. Nie śpiewają przy ogniskach piosenek Stachury, Leśmiana i innych, z moją gitarą siedziałam w pokoju sama i nie było osoby, z którą mogłabym się podzielić nowo usłyszaną piosenką z tekstem takiego a takiego poety, nie miałam nikogo do śpiewania, grałam więc do siebie samej i do czterech ścian, gdy byłam w domu, to wychodziłam śpiewać do gór, do drzew, gdzieś na szczycie mojego wzgórza. Nie miałam bratniej duszy. Tym razem to nie powstrzymało mnie i przyjechałam sama, przecież to festiwal poświęcony twórczości Edwarda Stachury, skoro nie mam znajomych o podobnych zainteresowaniach, to Grochowice powinny być idealnym miejscem do poznania odpowiednich ludzi. 

Daria_Sobieska_oddalona_fot._Krzysztof_WiniewskiDolny Śląsk zachwycił mnie, dumna jestem, że to moja mała ojczyzna, że pochodzę stamtąd. Gdy jechałam do Głogowa taka samotna i z gitarą na kolanach to tak myślałam sobie, że być ślązakiem to jednak cudowna sprawa. Z Wrocławia jechało się dosyć długo, miałam czas na obserwowanie terenu zza brudnego okna. Jadę do Głogowa przez Dolny Śląsk i czuję, że moje są te wszystkie maki polne, że moje są te sarny co się ganiają po torach, moje chmury na niebie i trawy wysokie co przez okno pędzącego pociągu zlewają się w jedną mglistą, falującą tasiemkę. Dwadzieścia lat straciłam na szukanie domu, a to wszystko tutaj przecież i nie jest prawdą, co mówią, że kominy wszędzie i dym szary, i że brudno. Były mąki, były wzgórza niskie sinoniebieskie w oddali i chaty i domy. Jadę więc szczęśliwa z gitarą na kolanach.

Zachwyciła mnie serdeczność tych ludzi, taka naturalną, nie wyuczona i nie wymuszona, ale taka szczera i od serca. Zapytałam w Głogowie jakichś przypadkowych ludzi o drogę na dworzec PKS, a oni nie dali mi spokoju, póki nie upewnili się, że mam niedługo autobus do Grochowic i wiem skąd i tak dalej. Na samym dworcu zajął się mną kierownik tego budynku. 

Kotla, co za cudowna wieś, mogłabym rzec nawet, że jedna z piękniejszych, jakie w życiu widziałam, jak i Grochowice. Czasem piękna jest tyle, że nie da się tego opisać, wtedy już nie ważne są umiejętności, talenty. Wszystko brzmi banalnie. Za oknem szum pól złotych od zbóż, kukurydza zieleni się na horyzoncie, autobus rzęzi i raz na jakiś czas przechodzi przez głowę myśl, że rozwali się zupełnie i rozpadnie zanim zdążę dojechać. Słońce lśni na ulicach asfaltowych i na liściach roślinek wyrastających z dziur w jezdni. 

fot._ukasz_PompaGdy tylko wysiadłam, zatrzymał się samochód, jakaś kobieta otworzyła drzwi i powiedziała, że jeśli ja na Stachuriadę to ona mnie zawiezie. 

Sama Stachuriada nie była tak cudowna, inaczej to sobie wyobrażałam. To był festyn a połowa z ludzi tam obecnych nie do końca chyba wiedziała, po co tam jest. Nie wszyscy przyjechali po Stachurę i poezję, część ludzi było tam po to, by napić się piwa i posłuchać koncertów. Przez moment nawet było mi smutno. 

Moja prawdziwa Stachuriada zaczęła się po godzinie dwudziestej pierwszej, zgłosiłam się do konkursu poetyckiego. Szesnastu uczestników wraz ze mną miało wystąpić. Pan wychodzi na scenę i zapowiada, że na dziś koniec koncertów i czas na poezję. Ktoś zabuczał, ktoś coś jęknął, na widowni została tylko garstka osób, pewnie tylko przyjaciele tych występujących. Scena, ciemna noc już nad lasem, zimno a ja w swetrze skulona, para bucha mi z ust, oplątuje lekko mikrofon, gdy mówię. Poziom konkurencji oceniam dosyć wysoko, kilka osób utkwiło mi w pamięci, mieli dobre wiersze, podobali mi się. Po skończonej prezentacji ognisko, tam zaczepiał mnie koszmarnie namolny chłopak, jeden z tych, którzy nie mają pojęcia, gdzie w ogóle się znajdują i dlaczego. Nie wiedział kim był Stachura, chciał tylko mój numer i mówił straszne głupoty. Nie rozumiał mnie zupełnie, tak jakbyśmy byli oboje przybyszami z innej planety. Przy tym właśnie ogniu poznałam także niesamowitych ludzi, którzy już mówili w tym samym języku co ja. Porozmawialiśmy też z innymi poetami, którzy zaprezentowali bardzo ciekawe wiersze, czułam się wspaniale. 

fot._ukasz_Pompa_2Zaproszono pod scenę uczestników, bo jury - ludzie ze Związku Literatów Polskich - chce ogłosić wyniki konkursu. Wygrali ludzie z okolic, Kotla, Grochowice, Głogów. Nie byli to ci ludzie, na których stawiałam, wyglądało to wszystko dosyć komercyjnie. 

Zapłonęły dwa ogniska, z naszego trzeba się było przenieść bo zeszli się pijani ludzie z okolic, aby się ogrzać, jeszcze czegoś się napić, byli wulgarni i rządzili się bardzo. Dołączyliśmy do drugiego kręgu i tam było wspaniale, całą noc do białego rana śpiewaliśmy, graliśmy, były gitary jeszcze prócz mojej i cieszyłam się, że spotkałam ludzi, którymi mogę śpiewać. Znali nawet grupę Bez Jacka i ich piosenki, mogłam z nimi grać wiersze Leśmiana, niesamowite. Dużo też spędziłam wtedy czasu z pewnym wspaniałym człowiekiem, który rano po skończonym ognisku, gdy już ostatnie najwytrwalsze osoby odpadły, pokazał mi swoją twórczość i doszliśmy do wniosku, że naprawdę dobrze się rozumiemy, że jesteśmy osobami o bardzo podobnych charakterach, na świat patrzymy podobnie i problemy miewamy podobne. Popilnował mnie, gdy przez godzinę zdrzemnęłam się zawinięta w śpiwór przy ognisku, całe to cudowne towarzystwo traktowało mnie jak córkę, takie małe wspólne dziecko o które trzeba dbać i które trzeba kochać.

Po całej tej nocy lekko zachrypłam i zatrułam się, przed samym moim występem na scenie musiałam pobiec do toalety, aby zwymiotować wszystko, co ostatnio zjadłam. Występ nie poszedł mi tak, jak oczekiwałam, ale szczerze mówiąc ta cała Stachuriada jako festiwal, straciła zupełnie dla mnie znaczenie, gdy przyszedł czas na to, czym byłam już prawdziwie zachwycona. Otóż ta grupa wspaniałych ludzi zakłada stowarzyszenie a póki co kręcą film na temat życia Stachury w miejscach, w których bywał. Miałam więc niepowtarzalną okazję obejrzeć na własne oczy domek babci Oleńki, las, w którym odbywała się cała ta Siekierezada, remizę w Grochowicach i salę zabaw, oraz wiele więcej, ale o tym zaraz. Po kolei. 

fot._Artur_NowiskiZ rozmów z panią Irenką dowiedzieliśmy się, że Stachura wiernie odwzorował życie ówczesnej wsi Grochowice. Zrobiliśmy z nią niedługi wywiad, a potem udało nam się dotrzeć do osób, które pracowały razem ze Stachurą przy wyrębie lasu i są to ostatnie żyjące osoby, będące bohaterami książki "Siekierezada ", czyli pan Nikodem z piłą łańcuchową i jego przemiła żona. Spotkaliśmy się wieczorem na rozmowę w ich domu, jednak dla mnie nie przypominało to w ogóle klasycznego wywiadu. Jak już znajdę kiedyś miłość mojego życia, to chcę się tak zestarzeć, jak oni. Takie małżeństwo to jest mistrzostwo, Boże, tyle miłości i czułości w dwojgu starszych ludzi, do tego wszystkiego jeszcze poczucie humoru. Zachwycili mnie. Siedzieli obok siebie na kanapie, zadawaliśmy im pytania, pan Nikodem bardzo lubi dużo mówić, żona co chwilę biła go pięścią w kolano mówiąc ,,dziadek! Ty wodolejcu!" . Dowiedzieliśmy się od nich naprawdę dużo, pytaliśmy, jaki był Edward Stachura, jak oni go wspominają. Skryty, tajemniczy, pan Nikodem bardzo przeżywał ten moment, w którym zapytał Stachurę, po co on tu właściwie przyjechał, do tego lasu, a poeta odpowiedział - żeby odpocząć. Dziwna to była odpowiedź, odpoczynek przy tak ciężkiej pracy fizycznej, ale Stachurze chodziło raczej o odpoczynek psychiczny i ja go rozumiem. Powiedzieli nam również o tym, że Stachura pisał prawdę, postaci wcale nie są zmyślone i gdy wyszła książka, każdy mógł tam bez problemu odnaleźć siebie. W końcu dostałam odpowiedź na to pytanie, które tak dręczyło mnie odkąd przeczytałam Siekierezadę - ta książka jest jednak całkowicie realistyczna. Pan Nikodem jedynie narzekał, że on wcale tam nie pił i nie chodził po bimber, jak Stachura pisał i że nie postawił mu wcale flaszki. Opowiadali dużo o życiu w Grochowicach w latach siedemdziesiątych i ich opisy faktycznie pokrywały się z tym, co Stachura pisał. Żona pana Nikodema mówiła, że gdy jej mama w tym lesie dziabnęła się w nogę siekierą, Stachura jako jedyny miał apteczkę i posłużył pomocą, dzielnie wziął kobietę na plecy i zawiózł motorem chyba do lekarza. Mówili też o sobie, że w roku 1955 jak brali ślub, to nic nie mieli oprócz jednej pościeli i kompletu sztućców, tylko siebie mieli i są tak razem już sześćdziesiąt lat i dobrze im ze sobą. Wszyscy w wiosce zazdroszczą im, że wszędzie razem, pracowali razem w lesie całe życie, wszędzie, nawet do sklepu po bułki chodzą razem, na rower, na spacer, nierozłączni. Żartują z siebie nieustannie, rozmowy z tymi ludźmi nigdy nie zapomnę. Nie zapomnę przede wszystkim tych ludzi.

fot._Bolesaw_KajaNastępnego dnia z samego rana (po kolejnej nocy bez snu) wybraliśmy się do kościółka grochowickiego na Mszę Świętą, tam spotkaliśmy się z przesympatyczną żoną pana Nikodema, porobiliśmy zdjęcia, poszliśmy na grób babci Oleńki. 

O niej też opowiadali, nazywała się Franciszka Olechna i kochali ją wszyscy, ponoć chodziła wciąż w chustce na głowie i bardzo była sympatyczna, dobra i uczynna. Gościła różnych ludzi, w tym Stachurę, a on opisał jej postać bardzo wiernie. 

Po wizycie w kościele pan Nikodem i jego cudowna żona zaprowadzili nas do tego lasu tak pięknie opisanego w "Siekierezadzie ". Zobaczyliśmy dokładnie te wszystkie miejsca, w których pracował Stachura, gdzie dokładnie rąbał drzewo, a to wszystko pięknie było dopełnione tym, co mówiło nasze małżeństwo. O poecie siedzącym w zamyśleniu na pniach, gdy wszyscy już skończyli pracę, o tym jak nagle wyjmował notes i z pasją coś tam zapisywał a nikt przecież wtedy nie wiedział, że to pisarz, ten tajemniczy człowiek, co przyjechał nie wiadomo skąd, by odpocząć przy wyrębie lasu zimą. Nie mówił nikomu nic o sobie. Dopiero potem się dowiedzieli, gdy wyszła książka. 

Byłam zachwycona tym spacerem, dokładnie zobaczyliśmy wszystko, gdzie nowy las a gdzie ten poniemiecki, gdzie Stachura miał swój sektor, gdzie machał siekierą. Rozmawialiśmy bardzo dużo z tymi ludźmi i było naprawdę cudownie. Przy tym wszystkim bardzo polubiliśmy to nasze starsze małżeństwo. Żal mi było rozstawać się z nimi tym bardziej, że nie wiem, kiedy ich znów spotkam i czy w ogóle jeszcze spotkam. 

Po południu jechaliśmy już w stronę Głogowa i także bawiłam się cudownie z grupą tych bliskich mi ludzi. Jedliśmy dziki czosnek na łące, robiliśmy zdjęcia, śmialiśmy się i oglądaliśmy inne miejsca związane ze Stachurą. ,,Hoplanka" niestety już nie istnieje, został tylko zamurowany ślad po drzwiach na ścianie budynku w Kotli. 

To wszystko było dla mnie bardzo ważne, bo odkąd parę lat temu przeczytałam ,,Siekierezadę" po raz pierwszy, marzyłam wręcz o tym, by choć na chwilę znaleźć się w tych miejscach opisanych w książce, teraz po tym czasie rzeczywiście znalazłam się w Grochowicach a nie śniłam nawet, że dane mi będzie także rozmowa z ludźmi, którzy byli częścią tej powieści. 

Śladami Stachury wędrowaliśmy po okolicy, starorzecze Odry, mosty, a nawet słupek przydrożny, na którym Stachura przysiadł udało się nam odnaleźć. Bardzo podobał nam się dworzec PKP w Głogowie, tam się już zbierałam na podróż powrotną do Wrocławia. Pośpiewałam, pograłam na gitarze, a potem machałam im z okna. 

Bawiłam się cudownie, wracałam późnym wieczorem i koszmarnie byłam zmęczona. Czasem takie mam wrażenie, jakby mi się to wszystko przyśniło. 


Daria Sobieska

fabula

Przed wszystkimi podróżami: w Bieszczady, na Jukatan, do Patagonii, dookoła świata, na biegun północny, południowy, na Księżyc, na Marsa, na Wenus, dokądkolwiek, przed wszystkimi tymi podróżami – jest jedna prawdziwa podróż i absolutna: w głąb siebie. E. Stachura

Być może spodziewasz się przeczytać tutaj o cudownościach związanych z podróżami. Może szukasz porad, wskazówek, tipów. Jednak dzisiaj będzie zupełnie inaczej, będzie tak jak nigdy. Będzie w głąb. Będzie trochę na opak. Zapraszam. Czytaj uważnie!

Wrzesień, właśnie zakończyły się XIV Ogólnopolskie Spotkania Poetów Biała Lokomotywa, nie byłam na wszystkich edycjach, ale mam takie wrażenie, że też naście ich uzbierałoby się. Świadomie jednak nie szukam daty, kiedy byłam w Aleksandrowie i Łazieńcu po raz pierwszy, i liczby ile to już razy. Jakoś w kontekście Białej i postaci Steda nie chcą się mnie trzymać wszelkie rejestry. Dla mnie ważna jest pewna płynność bywania i niezmienność atmosfery, chłonięcie klimatu. Ta niezmienność jest trochę paradoksalna, bo Biała Lokomotywa przecież co roku wygląda inaczej i ta inność jest bardzo dobra, bo żywa, bo ciekawa. Natomiast w niezmienności mieści się tutaj na pewno właśnie ta atmosfera, która od lat jest przyjazna, domowa i Stedowa, w dużej mierze dzięki Darii Lisieckiej, która zresztą niezmiennie chce i to czuje się, że właśnie chce, organizować Białą. Robi to doskonale, bo przede wszystkim z pewną misją i sercem.

Niezmienne są przecież przedpołudnia pod Domem Steda, gdzie następuje zawsze najlepsze uznanie dla jego twórczości, gdzie zawsze jest pogoda, unosi się duch poetycki, nie ma przepychu i reklam, jest spokój i zamyślenie, a czasem milczenie. I tak ma być.

Myślę, że Biała Lokomotywa ewoluowała w bardzo pozytywny sposób, mam porównanie z imprezami, które odbywały się dawniej, wieczorami poezji w Fado, MCK-u, czy Bibliotece. Wszystkie te miejsca były oczywiście świetnymi miejscami do prezentowania poezji, do wyśpiewania i wygrania pieśni, a nawet do zaistnienia konkursów poetyckich, ale miejsca, które od dwóch edycji goszczą poetów z całej Polski czyli otoczenie Domu Steda oraz świetlica Sołecka w Łazieńcu wydają się być po prostu idealne. Plusem tu jest wszystko, bo to prawdziwe miejsce gdzie Stachura przebywał, mieszkał, gdzie mieszkała jego Matka, to miejsce oddalone od miasta, od zgiełku i nadmiaru, miejsce, które posiada przestrzeń i dal, która się tak bardzo z twórczością Steda kojarzy.

Krótko mówiąc, po raz kolejny się nie rozczarowałam, choć trochę obawiam się tego za każdym razem jadąc na Białą, że jednak wspomnienia są silne i to co było, było super, więc przecież jak może zdarzyć się coś lepszego. No właśnie może.

Po raz kolejny byliśmy tam silną ekipą wrocławską i wieźliśmy wiersze i pieśni. Cieszę się, że udało nam się przeredagować, zmienić na potrzeby chwili i mniejszej ilości uczestników nasz projekt „Światy równoległe”, który po trosze jest performancem, po trosze spektaklem poetyckim. Myślę, że daliśmy radę przedstawić w nim to, co chcieliśmy. Choć przecież to nie jest łatwe, pokazać nasze różne światy i oczywiście niedoskonałości w tym nie brakuje. Mam nadzieję jednak, że ci, co go oglądali coś tam po prostu dla siebie znaleźli.

Z kolei nasz indywidualista, młody bard Antoni swoim recitalem zaskoczył nawet nas Wrocławian i choć głupio chwalić swoje podwórko, napiszę w tym miejscu po prostu kilka słów o tym jak ja te piosenki odbieram.

Przede wszystkim recital Antka był na zakończenie całego festiwalu około 24.00 i kiedy wszyscy naprawdę już byli trochę zmęczeni, jego głos spowodował, że nie można było siedzieć inaczej jak tylko z szeroko otwartymi oczami i nie można było się nie wzruszać, i nie myśleć o tym, że piosenki, które się słyszy po raz pierwszy, już chce się słuchać następny i jeszcze następny raz. To piosenki napisane do opowiadań, czy dzienników Stachury.

Tak, zaczęłam od nas Wrocławian, pewnie dlatego, że bliżej i łatwiej, ale przecież wróćmy do początku. Sensem takich spotkań jest to jak wielu różnych poetów się na nich pojawia i jak dużo możemy się od siebie nauczyć, i sobie pokazać.

Początkiem było silne uderzenie czyli utwory Stachury śpiewane przez Jana Kondraka w połączeniu z wierszami Piotra Macierzyńskiego. To było naprawdę mocne i doskonałe połączenie. Zabrzmiał Sted w połączeniu ze współczesną dobrą życiową poezją. Nic bardziej sugestywnego i prawdziwego nie mogło otworzyć Białej.

Drugim ważnym i bardzo pięknym momentem było czytanie wierszy pod Domem Stachury, w tym roku było to wyjątkowo pełne czytanie i opowiadanie, bo też każdy mówił o swoim spotkaniu z sylwetką i twórczością Steda. I to właśnie było bardzo potrzebne nam wszystkim, to dzielenie się Stedem , a później jeszcze oddanie po jednym wierszu, czy piosence. Takiej pełni w tym miejscu jeszcze chyba nie czułam, choć jak wspomniałam na początku, każda Biała jest inna i każda niesie dużo dobrego. Jednak to mówienie o Stachurze od serca w warunkach nieidealnych do słuchania, ponieważ, jak Daria słusznie stwierdziła, niektóre słowa i wiersze umykały, mogły usłyszeć je tylko osoby siedzące blisko mówiącego. Po prostu troszkę nam przeszkodził wiatr, który te słowa porywał i niósł gdzieś dalej. Ale przecież nawet to zjawisko było bardzo Stachurowe właśnie.

Kolejnym mocnym punktem festiwalu był recital Jerzego Stachury i jego syna Krzysztofa, bardzo piękny muzycznie , tekstowo to oczywiście wiadomo. To znowu było połączenie tradycji z nowoczesnością, głosu dawnego poety z głosem, a raczej dźwiękami współczesnego muzyka. Uczta dla uszu.

Później spora dawka poezji i piosenek w wykonaniu autorów i pieśniarzy z różnych stron Polski; z Inowrocławia, Bydgoszczy, Katowic, Gdańska, nie wszystkich wysłuchałam, bo i też rozmowy toczyły się równolegle, ale poziom był wysoki i wszystkie z tekstów zasługiwały na zasłuchanie i refleksję, wiem, bo sami później rozmawialiśmy między Hurtownikami i na każdym z wieczorów, spotkań, koncertów ktoś z naszej ekipy był i chłonął.

Zresztą niektórzy z tych poetów dali się poznać już pierwszego dnia na Slamie poetyckim. I w tym miejscu trzeba o slamie napisać szerzej. Jest to na pewno znaczący punkt Białej, przynajmniej od poprzedniej edycji, wcześniej, jak pamiętam, były konkursy , turnieje jednego wiersza. Slam natomiast jest fajny, bo jest żywy i wprowadza świeżość, naprawdę może każdy zaprezentować swój utwór, bo liczy się też bardzo forma prezentacji, ocenia publiczność, autorzy oceniani są w parach w systemie pucharowym. W zeszłym roku mnie osobiście trochę slam rozczarował, ale pewnie złożylo się na to wiele czynników, było mało uczestników, może niektórzy obawiali się takiej formy i dlatego nie zdecydowali się na udział. W tym roku uczestników było 17 i myślę, że bardzo dobrą robotę zrobiły warsztaty slamowe prowadzone przez Dominika, przede wszystkim oswoiły z tą formą i ośmieliły autorów. Ja wprawdzie nie byłam na warsztatach, więc nie mogę tak do końca nic o nich napisać ale myślę, że ich funkcja właśnie taka miała być i bardzo dobrze się stało, że zaistniały. Slam bardzo dobrze poprowadził właśnie Dominik Rokosz, a jedynym minusem było to, że autorzy czasami czytali na czas, żeby zmieścić w 3 minutach jak największą ilość tekstów, co w sumie było trochę szkodliwe i dla czytającego i dla słuchających. Trudno ocenić całą garść wierszy, a też nie wybrzmią one należycie. To jednak kwestia pewnie tego, że ktoś pierwszy raz bierze udział w slamie i jeszcze po prostu nie ma doświadczenia. Poza tym jednak było to ciekawe i dość emocjonujące przeżycie, tak dla uczestników, jak i dla publiczności. Teraz po wszystkim już, myślę też, że słusznie wygrała Agata Szudzik, reprezentowała naprawdę dobry poziom i dobrze też swoje wiersze zaprezentowała. Brawo za odwagę i życzę jej naprawdę rozwoju poetyckiego.

Wspaniałą chwilą Białej było też ognisko na sam koniec spotkań, kiedy to mogliśmy posłuchać już mniej formalnie pieśni i piosenek w wykonaniu tych, co za pan brat z gitarą.

W tym miejscu trzeba by też wspomnieć o wszystkich wspaniałych ludziach, którzy zadbali o nas poetów, o to, by spotkania zostały w dobrej naszej pamięci; o paniach, które zajęły się przepysznym poczęstunkiem i zawsze w odpowiednich momentach nam go serwowały, o panu, który zadbał o ognisko i zaopatrzenie, o wszystko, co nie jest tak oczywiste i nie jest widoczne na tym pierwszym planie.

Nieoceniony był pan nagłośnieniowiec, który zadbał o całość akustyczną spotkań, a miał naprawdę sporo pracy, no i oczywiście nie można nie wspomnieć o Dorocie Ścisłej, która jest autorką graficznej strony Białej, te wszystkie plakietki, pocztówki, plakaty, scenografia, tak wyglądały dzięki niej.

Ze mną jest tak, że Biała zostaje mi w sercu i pamięci na długo i dobrze, że odbywa się właśnie z początkiem września w czasie, kiedy zaczyna się szkoła, bo jest przez to przedłużeniem wakacji i robi mi coś takiego, że wydłuża wrzesień tak, jakby trwał co najmniej dwa miesiące. Jednocześnie jest to też wydłużenie lata i przez to czuję jakby na wszystko był nagle czas i jest w tym dla mnie dużo spokoju. Jak się okazuje ta Biała Lokomotywa, która jest we mnie nie tylko przez drogę powrotną pociągiem, ale też przez tydzień po powrocie, a bywa, że i dłużej, jest także w innych, nawet tych Hurtownikach, którzy odwiedzili Łazieniec po raz pierwszy.

 

Justyna Paluch

Strona 4 z 14

       Dziękujemy Rodzinie Edwarda Stachury za zgodę na wykorzystanie wizerunku i fragmentów twórczości Poety.

     Zapraszamy do wirtualnego zwiedzania domu rodzinnego Edwarda Stachury

     TV Stachuriada to nasz kanał telewizyjny na You Tube. Zapraszamy do oglądania i subskrybowania.

 ZAPRASZAMY DO WSPÓŁPRACY

     Stachuriada.pl cały czas jest na etapie tworzenia (nie wiadomo, czy ten proces zostanie kiedykolwiek zakończony). Co więcej, w żadnym wypadku nie jest tworem zamkniętym na pomoc z zewnątrz, szerszą współpracę, czy drobne uwagi nie tylko od znawców tematu, bo każdy zainteresowany Edwardem Stachurą jest mile widziany. Chodzi przede wszystkim o to, by znalazło się tutaj jak najwięcej informacji, które chcielibyście tutaj widzieć, a także te, o których chcielibyście powiedzieć innym (począwszy od imprez, koncertów w waszej okolicy, skończywszy na własnych przemyśleniach, artykułach, sugestiach odnośnie technicznej strony Stachuriady). Nasze skromne grono redakcyjne z chęcią przyjmie nowych, stałych współpracowników. Zapraszamy również do udzielania się na  FORUM , albo do bezpośredniego kontaktu z nami poprzez KONTAKT e-mailowy.