BILETY

W studio koncertowym Programu Trzeciego Polskiego Radia, 2 września, odbył się niesamowity koncert Lubelskiej Federacji Bardów poświęcony poematom Edwarda Stachury z okazji 75 rocznicy urodzin poety. Jest to zapowiedź nagrywanego właśnie w Studio Hendrix w Lublinie materiału „Stachura – Poematy”, który znajdzie się na ósmej płycie w dorobku zespołu. Twórcami muzyki do poematów Edwarda Stachury są: Marek Andrzejewski, Piotr Selim, Krzysztof Nowak z Lubelskiej Federacji Bardów. W koncercie wystąpili: Marek Andrzejewski – śpiew, gitara akustyczna, kompozycje; Piotr Selim – śpiew, fortepian, kompozycje; Krzysztof Nowak – gitara basowa, kompozycje; Katarzyna Wasilewska – skrzypce, śpiew; Piotr Bogutyn – gitara elektryczna; Tomasz Deutryk – perkusja; Jolanta Sip – śpiew; Jan Kondrak – śpiew i prowadzenie. Zespół na początku koncertu zadedykował Stachurze swoje trzy autorskie piosenki, po których zaprezentowane zostały w piętnastu utworach fragmenty następujących poematów: Dużo ognia, Przystępuję do ciebie, Kropka nad ypsylonem i Po ogrodzie niech hula szarańcza. Przed nimi pojawiły się też wyśpiewane zdania z tomu opowiadań „Się”.

Jan Kondrak prowokował do tego, by poznawać w autorze Całej jaskrawości to, czego nie znamy. Wprowadzał do każdej piosenki, wygłaszając miniwykład rozjaśniający tajniki twórczości Edwarda Stachury. Postanowiłem połączyć wszystkie wstępy w jedną całość, aby można było je odczytać jako jeden wielki wykład Jana Kondraka prowokujący do czegoś jeszcze większego.

„Drodzy państwo! Jeśli ktoś żyje w głębokim przekonaniu, że można niektórych pisarzy i artystów nie znać, to jest to przekonanie obojętne mówiącemu te słowa, bo rzeczywiście można… Ale! Pewne postaci trzeba znać. Tak sądzę. Dla dobra kultury, dla dobra możliwości porozumiewania się. Taką postacią, takim artystą jest Edward Stachura… Więc, jeśli ktoś twierdzi, że zna twórczość Edwarda Stachury, znając tylko jego piosenki, to wie niewiele o tej twórczości. Ten kto zna jego poematy – trochę wie. Kto zna prozę i poematy – wie wszystko. My dzisiaj przywieźliśmy państwu poematy, którymi w sensie śpiewanym nikt się specjalnie nie zajmował do tej pory. Dla jasności: jednym z poematów, Missa pagana, zajmowało się wielu, począwszy od Jerzego Satanowskiego i Czesława Niemena. Rzadko kiedy dzieło owo oglądało światło dzienne, ale zajmowano się nim. Natomiast większą ilością poematów zajęliśmy się my siedem lat temu. Przychodzi ten moment, kiedy możemy część tych poematów państwu pokazać. O co chodzi? W poematach Stachury jest poezja. W piosenkach Stachury jest tylko proza rymowana, a chcemy pokazać pełniej tego wybitnego artystę, który zrobił bardzo wiele dla języka polskiego, poszerzając jego możliwości, czyli zachował się tak, jak poeta powinien. Ale również wykraczał poza poezję. Zrobił bardzo dużo dla psychologii i dla filozofii. Jeśli państwo posłuchacie uważnie, to będziecie wiedzieli, jak bardzo jest to daleko idąca operacja na języku polskim, jak daleko z notatnikiem w ręku poszedł autor w sfery życia wcześniej polszczyźnie nieznane. Choćby sposób opisywania olśnienia, które nazwał »całą jaskrawością«”.

„Jest taki poemat składający się z bardzo króciutkich wierszy, który się nazywa Przystępuję do ciebie i ta formuła – przystępuję do ciebie – przewija się w każdym z tych wierszy. Oczywiście przystępować można do Komunii, bo to jest formuła przejęta z modlitwy. Można oczywiście przystępować do obiadu. Można przystępować do próby konsumpcji przodka w pewnych kulturach pierwotnych. Nie o to chodziło Stachurze. Stachurze chodzi o to, że szuka jego bohater ludzi, którzy są w stanie przebywać w twórczym skupieniu – w takim stanie twórczym, który Stachurze wydawał się jedyną receptą na w miarę bezpieczne przebywanie życia na ziemi, kiedy się jest osobą nad-, nad-, nadwrażliwą.”

„A w innym poemacie pt. Missa pagana Stachura powołuje pewne kategorie moralne, które jego zdaniem mogą światu pomóc, bo Missa pagana jest wymyślona po to, żeby uratować świat. Dokładnie. Nic mniej, nic więcej. I te kategorie zawarł w części Mszy poganina pt. Komunia.”

„Jest taki poemat, który się nazywa Dużo ognia, on dosyć sławny jest. Bohater Stachury ma tam takie wybujałe ego, wybujałe ja. Czuje to ego, że nie ma nikogo podobnego w świecie do niego samego, więc prowadzi intensywny dialog ze samym sobą. Ego rozmawia generalnie z alter ego. Mówi się tam dużo o wędrówce, ale jest to raczej wędrówka w głąb siebie, w głąb po dróżce samo-się-poznania. Tak to wygląda i w tym samo-się-poznawaniu i w tym stanie tworzenia, w który Stachura się wprawia, ten człowiek się spala, stąd tego ognia tak dużo. Sam poemat zwraca uwagę na pewien zabieg, który się nikomu wcześniej nie udał, a mianowicie na połączenie stylu kolokwialnego i stylu wysokiego, retorycznego. Osiągnął tutaj autor efekt „retoryki intymnej” przez nawiązanie do Starego Testamentu i do kolokwialnej mowy. Jest to niezwykłe osiągnięcie w polszczyźnie. Państwo zwróćcie uwagę też na sposób użycia czasownika w tekście, który teraz będzie.”

„W innym poemacie pt. Po ogrodzie niech hula szarańcza Stachura skorzystał z pewnego pomysłu, jaki podpatrzył u amerykańskich poetów drogi, u tzw. beatników, gdzie podmiot mówiący wędruje po świecie i opowiada te elementy pejzażu i te spotykane zdarzenia, które budują mu jego historię wewnętrzną, pewną mitologię. Więc zauważa dookolny świat, ale bohaterem tego poematu Stachury, takim fizycznym jest polska prowincja i to bliska nam Lubelakom, bo rzeczy się dzieją też w okolicach naszych. Bohater liryczny powołuje też swoich innych bohaterów – takich, u których podejrzewa, że osiągnęli ten stan doskonałości, czy to też poprzez postradanie rozumu, tak jak Witek Różański – jako tzw. Dziecię Boże, czy też poprzez postać Szaleńca Bożego, jakim się jawi Ryszard Milczewski Bruno. Chodzi cały czas o takie szukanie sposobu na przeżycie życia godnie i żeby temu światu pomóc… Czarno na białym… fragment poematu Po ogrodzie hula szarańcza.

„Istnieje taka perspektywa (również dla Edwarda Stachury piszącego pewien poemat), że całe zło świata można zawrzeć w słowie „schemat”, a jednostka, zwłaszcza ta wybitna, jest sama jedna i bezradna wobec „owegoż schematu”, wobec drylu, wobec porządku takiego wszechogarniającego. Jest pytanie pewne tutaj: kto za tym się kryje… Pytanie filozoficzne, egzystencjalne i teologiczne, krótko mówiąc. Nie będziemy rozwiązań poddawać, natomiast chcę zwrócić państwa uwagę, że przy pomocy inwektywy, wyszukanej inwektywy, też można rozmawiać na poważne tematy. Że ironia, drwina, kpina i zwykły humor były Stachurze jako twórcy nieobce. Kropka nad ypsylonem”.

„Edward Stachura czasami wypowiadał się prywatnie na tematy związane z twórczością. Kiedyś mówił tak do swoich przyjaciół m.in. do Janusza Kuklińskiego, który jest na sali, że wszystko, co zostało napisane na świecie bez świadomości, że śmierć istnieje, jest nic nie warte. Warte jest tylko to, co gdzieś tam z tyłu głowy stale zakłada istnienie śmierci. W literaturze warte jest. Jedna pieśń pt. Wiara z poematu Dużo ognia”.

„Chcemy państwa jakoś zachęcić do lektury Stachury, łatwiej się wtedy porozumiewać. Ja wysłałem państwu tylko kilka sygnałów, że, no, jest nad czym podumać, gdy Stachura pisze, a się go czyta, a nie tylko słucha. Po to śpiewamy, żeby zwrócić uwagę, że ten człowiek pisał. Ale nie tylko piosenki na miłość Pana Boga Najwyższego! „O Zjawo Realna”!, „O Widoku Nad Widoki”! To są wszystko nazwy Pana Boga wymyślone przez Stachurę. W piosenkach to tam jest bardzo mało filozofii Stachury. A ona jest niezwykle interesująca. Naprawdę. Godzi się to powiedzieć w urodziny 75. Mistrza, który był nie tylko poetą, nie tylko pisarzem, nie tylko śpiewakiem swoich pieśni, nie tylko trubadurem. On przekraczał to wszystko, mówi się, że przekroczył literaturę. Tak – przekroczył, żył gdzieś bardzo daleko, bardzo dalej. Był pożyteczny dla wielu innych dziedzin życia, dziedzin nauki. Tak mądrzy ludzie piszą. Między innymi pan Jarosław Markiewicz we wspaniałym artykule… Wprowadzenie do … i tutaj długi barokowy tytuł następuje.”

„Mam ochotę podroczyć się intelektualnie z tym takim nurtem publicystycznym, który nie dość, że jest rachityczny i zamierający, myślę o krytyce muzycznej, krytyce dotyczącej piosenki, który na dobrą sprawę nie istnieje. Dziennikarze radiowi mają zasznurowane buzie, bo wszystko, co mówią, może być posądzone o reklamę. Ci którzy piszą, piszą o tym, czy był czad na koncercie, czy czadu mianowicie nie było. Nie wiedzą, że czad akurat zależy od siły aparatury, a nie od tego, co wydziela zespół… No więc pojawił się niepokojący artykuł mianowicie, że Stachura śpiewany do tej pory był „zaharcerzony” – cytuję słowo. No, i takie zdania można wypowiadać tylko z niewiedzy, więc chciałbym chociaż państwa powołać na świadków i troszeczkę wiedzy opublikować. Faktem jest, że piosenki Edwarda Stachury śpiewało około 30 tys. osób zawodowo, czyli biorąc za to pieniądze. Taka jest prawda, ale nie tylko. Nurt śpiewania z gitarą można jakoś od biedy zakwalifikować jako nurt harcerski, ale przecież ja nie śpiewałem tego 35 lat temu na sposób harcerski, tylko raczej na sposób operowy. Roman Ziemlański jest fantastycznym muzykiem klasycznym, komponował do Missa pagana. Czesława Niemena trudno o harcerstwo posądzać w złym sensie, Missa paganę opracowywał był, choć nie ujrzało to światła dziennego. Jerzy Satanowski chyba więcej niż połowę songów też skomponował. Niektóre ujrzały światło dzienne, niektóre nie. Pewien kompozytor z Łodzi życiem przypłacił ciężką pracę nad Missa pagana, ale nie pamiętam, czy doszło do premiery w filharmonii. Robert Stanilewicz, znany wam dziennikarz gospodarczy, wtenczas gitarzysta klasyczny tam studiujący, donosił mi na bieżąco, jak postępują prace, bo brał w tym udział. Zespół Rybie Łości, zespół rockowy z Torunia, grał Missa pagana na sposób rockowy. Wtedy pisano właśnie, krytycy, wtedy jeszcze było trochę krytyki za komuny. Nie wiem skąd się brała, ale niektórzy mieli fajne powiedzonka np. o zespole Rybie Łości, wystąpił na „Stachuriadzie” i krytyk pisze: „Ja rozumiem śledzia w śmietanie, ale żeby zaraz w bitej, prawda”. Nie przypominam też sobie, żebyśmy od siedmiu lat wypuścili chociaż jedną nutę harcerską w złym tego słowa znaczeniu. Anna Chodakowska dotknęła bardzo mocno poematu Missa pagana, ale to Roman Ziemlański komponował. Natomiast jest tam przez nią użyty też fragment Oto – w jej programie.

Przychodzimy z nieśmiałą nadzieją, że rozpocznie się w Polsce prawdziwa dyskusja na temat tego, co Stachura rzeczywiście wnosi jako artysta, czyli ktoś więcej niż tylko pisarz i poeta. Co wnosi w nasze życie jako ten, który wnosi coś do języka. To jeszcze nie zostało opisane dobitnie. Polonistyka się jeszcze tym niespecjalnie zajęła, jeszcze przy Teofilu Lenartowiczu polonistyka tkwi. Moi koledzy, z mojego roku polonistyki wszyscy się doktoryzują ze Słowackiego. Odkryli Słowackiego, słuchajcie! No nie ma biedy, no! Kiedyś dojdą do Stachury, ale można to przyspieszyć i my tak staramy się trochę prowokować tę dyskusję. Naprawdę Stachura zrobił nieprawdopodobnie wiele np. pisał w bezokolicznikach. Wtedy felietoniści mu mówili, pisali o nim, że pisze językiem Kalego, a to guzik prawda. Stachura przyjechał do Polski, nauczył się języka polskiego – jego pierwszym językiem był francuski. I nagle zobaczył, jaki to piękny język ten polski. Ile ma możliwości. Pisał w bezokolicznikach, ponieważ to po łacinie jest „infinitivus”, co znaczy „nieskończony”, a Stachurze chodziło o nieskończoność, o wieczność, o wejście do wieczności, więc starał się dostosować formy gramatyczne do idei, jakie sobie założył. Nikt wcześniej na to nie wpadł. Albo np. stosunek do zaimka zwrotnego „się” zrobienie z tego „pana się”… Nikt na to wcześniej nie wpadł. Albo do zaimka „to”. Wszystkie: „Przystępuję do ciebie, bo chciałbym jeszcze rzecz bardzo jak feniks napisać”. Albo: „Wszystki to jest splendor: móc i mieć prawo: do siebie uśmiechnąć się”. To są przecież zdania jak gwoździe z krzyża Jezusowego, bardzo wyraźne. Specjalnie tak robione, żeby pokazać światu, jak polszczyznę można modelować. Dzisiaj śpiewaliśmy kawałek utworu prozatorskiego Się – jest tam jedno zdanie: „Się szło…” Widzieliście, ile razy można to samo zdanie powiedzieć i jak to coraz inaczej znaczy, jak bardzo język polski jest językiem pozycyjnym. Mówi się, że angielski jest pozycyjny, to prawda, ale polski też i w zależności od kolejności tych słów nagle zmienia się światło, a z tym znaczenie i Stachura to wszystko pokazuje.”

Liczę, tak samo jak zespół Federacja, że ta wypowiedź Jana Kondraka na temat twórczości sprowokuje do polemiki i większej wypowiedzi w formie książkowej. Zapraszam na stronę Polskiego Radia też do obejrzenia koncertu, który zarejestrowany został w formie video, gdzie widać i słychać, jak zespół radzi sobie z poematami Stachury:

http://www.polskieradio.pl/9/200/Artykul/672901,Koncert-Stachura-Poematy-(wideo)

Pozwolę sobie w tym miejscu na małe wspomnienie, które może pozwoli sprostować, iż zespół jeszcze wcześniej rozpoczął swoją pracę nad poematami Edwarda Stachury. Pamiętam jak dziś, że był to czerwiec 2006 roku, kiedy to przyjechałem z Poznania do Warszawy na tzw. „Mironalia”, aby na spotkaniu poświęconym Edwardowi Stachurze wspomnieć o jego przyjacielu Wincentym Różańskim, który był bohaterem poematu Po ogrodzie niech hula szarańcza i powieści Cała jaskrawość, a wtedy jeszcze żył, mimo dużych problemów zdrowotnych. W takich oto okolicznościach poznałem Jana Kondraka i pierwszy raz usłyszałem śpiewane poematy Stachury. Federacja występowała wtedy w mniejszym składzie bez perkusji i gitary elektrycznej. Poprosiłem wtedy Jana Kondraka, aby przysłał mi płytę z tymi nagraniami i otrzymałem koncert zarejestrowany w Hadesie 5 listopada 2004 roku, bez obróbki studyjnej, co oznacza, że pracę nad poematami zespół rozpoczął nie siedem, a osiem lat temu. Ale mniejsza o daty. Ważne, że powstaje studyjna płyta z dodatkowymi instrumentami, przez co brzmienie nadaje siłę słowu śpiewanemu, podkreślając jego ważność.

Szukałem i znalazłem w sieci elektronicznych informacji ten długi barokowy tytuł, który w całości brzmi Wprowadzenie do ekstatycznego życia i cierpienia Edwarda Stachury, a także próba teorii tak zwanego obłędu i tak zwanej śmierci. Postanowiłem też potwierdzić słowa Jana Kondraka, o tym, iż Edward Stachura przekroczył literaturę. Znalazłem u siebie artykuł Wincentego Różańskiego o Stachurze pt. Był tym, który poszedł do końca opublikowany w piśmie „Integracje”, Cz. VIII, Warszawa, marzec 1983 r. W nim Witek Różański wspomina:

„Był to człowiek niezwykle dumny, tkliwy, obdarzony poczuciem humoru, a zarazem nie wolny od smutku, zadumy; prostolinijny i zdecydowany na wszystko, co stanowiło drogę literacką stopioną z życiem. Mówił mi, że pójdzie w literaturze do końca. Uważał, że życie i literatura to jedno. Był z tych, którzy rodzili się i umierali i tym, któremu to było za mało. Pisał mi, że pójdzie na całego; było to w okresie pisania Całej Jaskrawości. Pisał o śmierci jako o „zupełnej wariatce”. Był po stronie życia, ale w szczególnych chwilach tęsknił za lepszym światem.”

W tym miejscu warto przytoczyć słowa Brodzińskiego: „Literatura każdego narodu jest jego moralnym bytem, bezpieczną w swoich granicach, żadnemu zniszczeniu niepodległą” i warto dodać do tych słów, nie podlega zniszczeniu jeśli sami pragniemy ją poznawać i chronić przed zapomnieniem.

Krzysztof Wiśniewski

Warszawa, 20 IX 2012 roku

 

 

{gal}federacja2012{/gal}

fot. K. Wiśniewski.

(...) Odczułem pewien niesmak gdy przeczytałem słowa Jerzego Stachury - Juniora, pozwólcie, że je Wam zaprezentuję:
Jest ich wielu. Ilu? Nie wiem. Mówią, że "śpiewają". Nie wiem co to oznacza, ale niech śpiewają. Tym przy ognisku - życzę gwiaździstego nieba. O tych co w świetle reflektorów, wolałbym nie mówić. Ale nie życzę im źle. Jednak znam paru chłopaków, któży (pisownia oryginalna - MK) do wierszy (piosenek) Edwarda Stachury zrobili kawałek dobrej muzyki. Jest wśród nich Marek Gałązka. Sted, jak sam mawiał, nie miał pretensji być grajkiem, czy śpiewakiem. Ale nie traktował piosenki (wbrew temu, co twierdzą dziś niektórzy "Stachurolodzy") jako marginesu swej twórczości. Do większości tekstów ułożył własną muzykę. Dlatego mając w pamięci jakże wymowne kompozycje Steda, długo nie mogłem pogodzić się, że do tych samych słów może zaistnieć jakaś inna muzyka. To właśnie Marek swoim śpiewem i grą na gitarze przekonał mnie, że można inaczej".{Powyższe znajduje się na okładce do kasety Ballady E. Stachury, śpiewane przez M. Gałązkę}
No dobrze, a co to oznacza? Wydaje mi się, iż kilka osób najchętniej chciałoby zamknąć twórczość Stachury w jakichś ciasnych ramach kilku wykonawców. Oczywiście w myśl tego odpada komercyjny SDM, który przecież gra zbyt sympatycznie dla ucha. Nie sądzę, aby do odpowiedniego przeżycia utworu, była konieczna jakakolwiek muzyka - wystarczy pewien klimat - teksty ballad są w gruncie rzeczy całkiem niezłą poezją. Może niezbyt skomplikowaną, ale bardzo trafną i adekwatną do sytuacji lirycznych. I to właśnie ta celowość utworu sprawia, że jest on piękny. Sam fakt, czy śpiewa sam Mistrz, czy też Gałązka, albo Polek - nie ma nic do rzeczy.
Moim zdaniem SDM robi kawał dobrej roboty skłaniając młodzież do słuchania czegoś innego niźli jakieś bumbumbumbumbumtatatata. Młody człowiek jeśli zainteresuje się wreszcie tekstem, a nie muzyką, to w pewnym momencie znajdzie wykonawców typu Chodakowska, Gałązka, Kondrak.
Powiedzcie mi - w czym tkwi Waszym zdaniem różnica między poezją ŚPIEWANĄ, a poezją? Czy Holoubek lepiej recytuje Wielką Improwizację niż ją Mickiewicz prezentował swym znajomym? Gdzie tak na prawdę przebiega granica między nadawcą, a odbiorcą dzieła? Kim zatem jest śpiewak?

-------------
(...) Dłuższy cytacik człowieka, który z racji swych bezkompromisowych poglądów nie cieszy się zbyt wielką popularnością - a szkoda, bo w moim mniemaniu pisze rzeczy całkiem mądre. Tako rzecze Jan Marx:

Przypuścmy, że licealista do bólu oczu wpatrujący się w ciemne wiersze Białoszewskiego, Karpowicza, Grochowiaka doznaje olśnienia przy Stachurze - nagle wszystko staje się jasne lub takim się młodemu czytelnikowi wydaje. A już na pewno do percepcyjnego orgazmu doprowadzą go Stachurowe piosenki. Tam dopiero można wyć z rozkoszy.
Natomiast czytelnicy, zaspokajający potrzebę poezji - tkwi ona przecież w każdym - za pośrednictwem hitów z radiowych list przebojów, w Stachurze dostrzegli szansę dowartościowania się bez dodatkowego wysiłku intelektualnego
{tu muszę wcisnąć swoje dwa grosze - Steda już nie puszczają w radio. Bardziej adekwatnym byłby tu G. Turnau - wg mnie typowy karierowicz wyzyskujący pojęcie PŚ do robienia pieniędzy}.
Otóż współczesna poezja w świecie (z małymi wyjątkami) uległa tak głębokiej interioryzacji {włączenia do kręgu własnych przeżyć - MK}, że przeciętny czytelnik nawet z dyplomem akademickim niewiele z niej rozumie. Powstała więc luka we wrażliwości takiego czytelnika, która bierze się z braku gotowości percepcyjnej, najczęściej wynikającej z lenistwa umysłowego, bo subiektywne postrzeganie świata przez poezję dzisiejszą wymaga wysiłku, o którym nie wiadomo z góry, czy się opłaci. Wierszowi współczesnemu niewiele pomoże nawet wsparcie interpretacyjne krytyki. Tę lukę wypełnia więc nie poezja, lecz jej substytut - piosenka, która ponadto za jednym zamachem zaspokaja potrzebę poezji i muzyki.
Podczas słuchania muzyki nawet pospolite rzeczy nabierają blasku, dając złudzenie obcowania z prawdziwą sztuką.
Śpieszymy się dziś. Mało kto ma czas na czytanie poematów, powieści. A tu piosenka proponuje surogat powieści, wiersza. To znamię czasu.

Hmmm, może niektórzy z Was krzykną zaraz o kalaniu własnego gniazda, etc. Nie sądzę, bym postąpił źle - po prostu - krytyka uszlachetnia.

Co do powyższego cytatu
1. Zwróćcie uwagę na fakt, ze faktycznie o wiele łatwiej odbiera się piosenkę niźli czysty wiersz. I może czasem świadczy to o jakimś upośledzeniu umiejętności do czytania., niemniej Sted tworzył piosenki, a nie wiersze do których potem GT dorabiał muzykę. Zatem obcujemy z jakimś intrygującym, ale już gotowym produktem spod ręki jednego autora.
2. Pojawia się jednak pewien problem - jak zaklasyfikować np twórczość nieszczęsnego GT - czy to poeta? Muzyk? Bard? Z tego co się orientuję - nie śpiewa do swoich tekstów, ale czy to właściwe kryterium?
3. [do pana Marxa] Czy postąpiłem źle - czytając bajkę "Jak gęś wodę w sitku nosiła"? Przecież to prymitywne i bezsensowne czytać takie idiotyzmy gdy się ma pięć lat. Uważam, że piosenki Steda są dobrym wstępem do późniejszej lektury poważniejszych utworów.
4. Współczesna poezja rzeczywiście jest bardzo zagmatwana i introwertyczna. Czy to źle, że są poeci, którzy próbują jasno opisać swój pogląd na świat?

Kiedyś miałem takie kryterium - jeśli potrafiłem zagrać utwór na gitarce i harmonijce - to znaczy, że obcowałem z poezją śpiewaną. Niestety potem trafiłem na Sielankę o domu WGB i koncepcję szlag trafił.

Laokon

źródło: forum Stachuriady

Regina (24.1.2011):

Skoro już tak węszycie....To moze ktos mi powie, co Steda laczylo ze slynna kolezanka Ola (mezatka niby byla)? W koncu bardzo czesto do niej listy pisal, a niektorzy lubia w tym podtekstow szukac.

Wit69 (24.1.2011):

Chyba chodzi o Olgę, a nie o Olę. Przytoczę fragment z książki Buchowskiego:
"Stachurze mającemu w Lublinie kłopoty mieszkaniowe udziela przez jakiś czas gościny lubelski oddział Związku Literatów Polskich,w lokalu ZLP przy ulicy Granicznej początkujący poeta nocował niejeden raz.Bardzo polubiła go sekretarka oddziału ZLP,wpisze jej potem Stachura do swojej pierwszej książki następującą dedykację:Drogiej i Szanownej pani Oldze Gajewskiej za dobre serce i wiarę w Stachurę-Edward Stachura".

Z tego, co wiem, zadedykował jej też wiersz "Kompozycja", a przecież jeden z jego wierszy nosi tytuł "Olga".

Regina (24.1.2011)

[...] czytalam, ze wlasnie duzo z nia korespondowal, nie dam glowy uciac, ale to chyba przed jego malzenstwem bylo, z tego, co gdzies przeczytalam i pamietam-chociaz jak przez mgle:) A moze on sam w dziennikach to pisal, hmmm musze poszukac dokladniej:)

Samotny Włóczykij (24.1.2011)

http://www.tnn.pl/himow_r...h_relacjePage=4

Cytat:

Również burzliwie, bardzo źle był przyjęty Stachura na swoim wieczorze autorskim. Tu był wieczór autorski, był chyba… albo w „Norze” albo w „Piwnicy”, nie pamiętam. To bardzo, bardzo źle było przyjęte też.
[W „Kamenie”] była sekretarka pani Olga Gajewska, w której się chyba Stachura podkochiwał, tak mi się wydaje. Ona musiała mieć ze czterdzieści parę lat i on nocował, tam w tym pokoiku i później kilka razy zobaczyliśmy takie kartki, ona nam pokazała, później jakieś zdjęcie Stachury z dedykacją dla niej. Ani nie była specjalnie taka piękna, ale była bardzo sympatyczna, tak trochę matkowała Stachurze, i mi się wydaje, że coś tam jakaś tam nić porozumienia chyba była, zwłaszcza, że on ją potem jeszcze w Warszawie chyba odwiedził. Ona zamieszkała z służbą na Saskiej Kępie i on ją chyba tam, tak mi się wydaje, że tam ją chyba też odwiedził.

Kobieta po czterdziestce, która matkowała Stedowi? Jakoś to nie bardzo pasuje do moich wyobrażeń o bohaterce "Listów do Olgi".

Chicku
Z pewnej mailowej dyskusji z POlkiem - słów kilka

Gdyby nie zginął, napisałby jeszcze sporo porządnego tekstu, wszak wstępował właśnie w wiek największej płodności artystycznej. Pogodzić się ze światem czyta się całkiem dobrze, a Stachura dzieło to tworzył w czasie - jak sądził - upadku intelektualnego i wyjałowienia artystycznego. Człowieka-nikt wywyższał ponad siebie pod każdym względem. A pisał przecież dobrze. Był w dołku, a jak wiadomo, po każdym kryzysie nadchodzi wyniesienie. Napisałby z pewnością wiele. (...) O wiele więcej niż zdołał do 1979. Ale to co udało mu się napisać jest mimo wszystko CZYMŚ. Nawet Fabula rasa wnosi cosik do gatunku, nie ubolewajmy więc, że zginął, dało to przecież inny wyraz jego twórczości, moim zdaniem Jeden dzień straciłby, gdyby jego autor dożył lat starości. Jakoś to jest. Gdzieś tu tkwi reguła. Gdzieś tu jest jakaś niewidzialna spoistość, która łączy życie Stachury i wszystkie jego epizody życiowe w jedną konkretną całość. Iście doskonałą całość. Gdyby nie zginął, być może byłby odebrany przez Szwedów tak dobrze jak Miłosz. Ale stało się tak jak się stało. Wszak był człowiekiem tragicznym, romantycznym, a wiadomo, jak tacy kończą. Ideał książkowy. Tak miało być. (...) Zginął, bo chorowity wiek starczy nie był dla niego stworzony. Gdy w '79, po wypadku, stał się zależnym, coś się zmieniło. Ktoś go odciął od tlenu jego życia - swobody. Skończył z sobą. Zostawił po sobie spuściznę, można płakać, że mogło by być jej więcej, gdyby Stachura myślał inaczej, ale gdyby inaczej myślał, ta jego twórczość, która istnieje, byłaby inną twórczością, a życie jego nie było by tym życiem którym jest. Ile żywotów można nazwać, że są idealną kompozycją różnych epizodów? Które życie: Szymborskiej? Prusa? Sienkiewicza?
Stachury.

Stachurę można naśladować. Można dopisać to, czego on nie napisał. Co prawda, nie można go powtórzyć, bo nie byłby to już postępek oryginalny, ale jego twórczość może służyć jako podręcznik do nauki, można ją rozwinąć nie kopiując Stachury. Ktoś gdzieś kiedyś powiedział czy napisał o obawie przed peryfercjalizacją polskiej literatury, czego przykładem miał być właśnie Stachura. Że to, co on pisał, jest tym, czym były dzieła Mickiewicza dla klasyków - elementem niszczycielskim prawość kultury antyku. Nowatorstwem za dychę. Ten sam człowiek, który mówił o peryfercjalizacji polskiej literatury stwierdził, że możemy żyć spokojnie, gdyż Stachury się nie da skopiować, więc nie grozi nam nowy nurt flejtarskiej poezji. Stachura był kiepskim jej przedstawicielem, bez siły przebicia - uważał ów człowiek. A jednak  m o ż n a  go naśladować. Rozwijać w różnych kierunkach. On był pionierem. Pionierów literatury się nie kopiuje, ale gruntuje się na nich kolejne utwory. Za 300 lat epoka drugiej połowy wieku XX nie będzie nazywana epoką współczesną. Wiele widać w niej nurtów bazujących na wzorach antycznych, romantycznych, barokowych itp. itd. Ale trochę też takich, których nie było nigdy wcześniej. I może pod ich znakiem rozpoznawana będzie literatura współczesna (współczesna - nam i nikomu innemu), może rozpoznawana będzie pod znakiem dzieł garstki ludzi, a wśród nich jakieś tam miejsce zajmie sobie Stachura. Taki sobie przodownik. Taki sobie niedoceniony Mickiewicz XX wieku.

Laokon
Stachura i życie

Od dłuższego czasu zastanawiam się nad rolą Stachury w moim życiu. Czy był bożkiem? Przez pewien czas - na pewno. Ale nie modliłem się do Jego zdjecia. Modliłem się do jego poezji i sposobu życia. Wieczne wędrowanie. Bycie tu i teraz. Tam i później.

Pierwszy kontakt - kolega musiał zwrócić mi dług. Umówiliśmy się, że może mi oddać czyste kasety. Oddał "esdeemy", które dlań stanowiły półprodukt potrzebny do zapisywania nowych przebojów Vanila Ice. Postanowiłem, że przed nagraniem hitów MC Hammer'a zapoznam się z zawartością. Szok. To było to.

Uczestnictwa na koncertach SDM, gitara, dmuchadełko, publiczne występy. Ciekawe. Ale w pewnym momencie zauważyłem, że tak jak w kościele - oprawa liturgii jest piękna, ale jej blichtr sprzyja zapomnieniu o podstawach, na których bazuje filozofia.

Poszedłem do źródeł. Zacząłem czytać. Wyczytałem. Nie jest ciężko zrozumieć Stachurę. Sens Jego wierszy jest na ogół dosyć jasny i klarowny. To nie zarzut. Jego zwięzła forma sprzyja rozwijaniu dodatkowych możliwości konotacyjnych. Nagle okazało się, że Jego spiewanie o śmierci, tak na prawdę jest pieśnią o potędze życia.

Los różnie kieruje ścieżkami ludzi, mam coraz mniej czasu na czytanie i słuchanie Jego dzieł. Wiem jednak, że On zawsze będzie gdzieś we mnie. To kumpel na złe dni.

(Duże litery przy zaimkach - to tylko oznaka szacunku, dla faceta, który wykształcił mą wrażliwość)


Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Moda na Stachurę, czy...
(z grupy dyskusyjnej Stachuriady 6.07.2000 - 11.07.2000)


co sie dzieje- ludzie- gdzie sie podzialy tamte klimaty, w jakim my swiecie zyjemy, przeciez to wszystko , caly ten kolorowy zachod przyslania nam to co warte przezycia to co piekne dobre i prawdziwe - rzeczywiscie prawdziwe, czy sa jeszcze prawdziwi zyjacy poeci nie ci w czarnych gofach z lakierem na wlosach ale ci z wiatrem we wlosach i z poezja na codzien dla ktorych zycie to poezja niekoniecznie piekna i landrynkowa ale ta zyciowa , te wsciekle kly poezji .Jesli ktos mnie rozumie, rzeczywiscie rozumie takze Steda to niech skontaktuje sie ze mna , ach marzy mi sie taka prawdziwa stachuriada, a moze ktos organizuje takowa alvo chce to niech da znac trzymajcie sie stachurmeni w tych ciezkich czasach, ciekaw jestem co Edward by robil w dzisiejszym swiecie gdyby zyl
gabman


Wydaje mi się, że Ed byłby moderatorem tej listy :))

Tak na poważnie - to wrzuciłeś do listu masę problemów i wymieszałeś je trochę bez ładu.
Kwestia przeżycia dzieła literackiego to temat na bardzo poważną dyskusję. Generalnie my streszczamy ją jednym pięknym wyrazem: "życiopisanie". Oto autor projektuje nam swoje przeżycia w określonej rzeczywistości, my zaś odczytujemy je pod kątem własnych doświadczeń. Nie sądzę by britnispiryzm w jakis sposób zabijał duchowość poetycką. To po prostu odrębny dział tworzenia (chyba kiczem zwany) i persona, która zaangażuje się w czytanie Steda, mając do dyspozycji również tej miary "artystów" co Shazza - wybiera i podejmuje właściwe (naszym zdaniem) decyzje.
Nie sądzę by poeci w czarnych golfach byli do niczego - np. Wojtek Boros z Gdańska. Pisze z sensem, czasem nawet bardzo brutalnie. Publikuje i zbiera pochwały. Zresztą żel o niczym nie świadczy:
"W naszym mieście wyrąbali sady, (..), ważne, że w nas tkwi sad".
Pierwszą fizyczną Stachuriadą będzie zlot w Szklarskiej Porębie. Tam - my dzikusy z Wielkich Miast - mamy zamiar popoezjować sobie w rytmach Stedowych. I zapomnieć o naszej "landrynkowej" codzienności.
Marcin Kasjaniuk


Ja tam nie widzę żadnego landrynkowego zachodu itp. Nie wiem - może jako wolny pół-student obracam się teraz w środowisku nareszcie do siebie przystającym. Trzy pierwsze osoby, które na myśl mi przychodzą, gdy mózg zadaje pytanie "Kogo znasz?", to dwustuprocentowi poeci, od których zawsze mogę się uczyć tego, jak żyć i czuć się im potrzebnym - oni też się uczą ode mnie.

Myślę że to, czy nam britnispiryzm przeszkadza czy nie, zależy właśnie od środowiska. Po to są Stachuriady, Giełdy, SDM, a przede wszystkim pory roku i niebo zawsze takie samo, a zawsze inne, żeby nic więcej już nam nie było potrzebne w życiu. Przynajmniej w tym życiu nadświadomym. Bo pół-świadomie to ja mam zamiar pokręcić się trochę po świecie dorobków, $-ów i %-ów (wszelkiego rodzaju :-), żeby grosza trochę zgarnąć. Żeby na struny było, bilety PKS i wino. Resztę mam za darmo i w całym przepychu. I dziękuję za to światu, Bogu i od Wam.
POlek


>O ile wiem z relacji: ta "prawdziwa Stachuriada" to nie było nic ciekawego. To znaczy nudy na pudy. Jak to ktoś zauważył: Stachura nie jest do grupowych fascynacji - jego się smakuje w domowym zaciszu i nie można go traktować w TAK egzaltacyjny sposób. Sted był.... jest niesamowity i jego literatura taką jest. My to rozumiemy, i jego także rozumiemy, i wiemy co chciał nam przekazać. Myślę, że idziemy, my, Stachuriadzi z tej grupy dyskusyjnej, za Stachurą tak, jakby on tego chciał. I nie chodzi tutaj o permanentną fascynację Stachurą, a raczej o uzupełnianie się nim, tym co napisał i nie pokładać go przy tym w żadną wątpliwość.

To już byłby fanatyzm. Ja pokładam w wątpliwość wiele z tego, co napisał. I nie chciałbym zajść za Nim zbyt daleko. Uznaję, że do pewnego momentu wiedział naprawdę jak żyć i co robić by być szczęśliwym. Ale - primo: zabłądził nieco, wmawiając sobie pewne nieistniejące w Nim jeszcze rzeczy, secundo: sam napisał w Fabula Rasa bodajże, że nie daje on recepty na życie, bo każdy jest inny i dla każdego coś innego jest dobrem (nota bene - na to już wpadli Erich Fromm i Anthony de Mello conajmniej - pisali dokładnie to samo przy wyrażaniu swoich poglądów na osiąganie szczęścia).

>I jeszcze raz neguję tutaj wszelką bezgraniczną fascynację Stachurą, czego nigdy ja nie czyniłem, jednakże w tym, co Sted robił, nie ma dla mnie żadnych wątpliwości (w jego zachowaniu) i myślę, jeszcze raz powtarzam, że tutaj jest prawdziwa Stachuriada, lepsza od tej pierwotnej, na deskach sceny, gdzie setki wielbicieli jego piosenek słuchało piąty raz tego samego kawałka w kolejnym wykonaniu. To nie było to, czego chciałby Stachura.

No, to było to, czego oni chcieli... A nasza Stachuriada na czym będzie polegać? Myślę, że podczas pierwszej omówimy to. A tak to pośpiewamy i pogramy, podeliberujemy pewnie też. Robimy to trochę na dziko. Na improwizację.

>Na szczęście okres kreowania Stachury na bożyszcze powoli mija, a my jesteśmy następną generacją jego wielbicieli, tą doskonalszą, obiektywną i rozumiejącą Stachurę w jak najbardziej możliwej pełni. Bez bezgranicznej egzaltacji. Stąpiemy po ścieżcze, na której Stachura widziałby nas najchętniej. Nie wiem, czy Twój list jest zarzutem w NASZYM kierunku, ale przy takiej ewentualności, niniejszym obalam go.

Chyba nie. A propos - trzeba to powysyłać chyba na adres Gabmana, bo jego nie ma w Stachuriadzie chyba...

>Ale wydaje mi się, że jednak nie. Że jest raczej krytyką tego wszelkiego kiczu. Jak to zauważyło kilku młodych Niemców: Polacy kupują tandetę, ale nie chodzi o literaturę. Ktoś inny powiedział, że tylko Rosjanie, Amerykanie, ktoś tam jeszcze i Polacy potrafią docenić poezję. I w stosunku do nas na pewno się nie mylił. Stachura cały czas egzystuje w podziemiu (fakt: w sklepach ciężko o niego, z antykwariatów też znika prędko) i jest dosyć popularny o czym świadczy intensywność obrotów naszego licznika na www.viper.pl/~stachura , który został założony nie tak dawno. A to tylko sam internet. Ilu wielbicieli Stachury nawet mający dostęp do tego medium, nigdy nie wpisali do przeglądarki hasła "stachura", ograniczając się jedynie do mailowania, czy przesiadywania na ircu, albo nawet śmigania po witrynkach, ale w celach powiedzmy edukacyjnych.

Ok 70% listów na moją stronę dotyczyło Stachury. Pierwszy mail od Zuzy, jaki otrzymałem, też był wynikiem szukania Stachury w internecie. I to jest to, co Stachurze zawdzięczam bezpośrednio i jak na razie, w czystej egzaltacji i zauroczeniu, najbardziej :-).

>A ta cała szmira... Jeśli chodzi o młodzież - wielu z nich jest po prostu niedoinformowanych. Sam pokazałem Stachurę kilku osobom i byli zaciekawieni, czytają nawet, mimo, że na codzień nie interesują się literaturą pozaszkolną (Sted w LO jest często pomijany, a na studiach....). A te wszystkie harlequiny, czy inne czytadła, nie sądzę, żeby ludziom, którzy mają rodzinę, dzieci i w ogóle liniowy tryb życia, seriale w tv itp. Stachura przyniósł jakąś wielką radość. Raczej rozpacz nad tym, że dali się wpuścić w taki schemat życia, przed czym my mamy czas się jeszcze bronić.
chick

Święta prawda. Moje odejście od tego bagna zawdzieczam w dużej, jesli nie największej części, właśnie Stachurze.
POlek


Z tym nie pokładaniem Stachury w żadną wątpliwość to jest trochę dziwnie. Jeśli o mnie chodzi - ja nie neguję NICZEGO co napisał. Może i się nie zgadzam z kilkoma poglądami z Fabula rasa, ale z wieloma się jednak zgadzam, a te, które nie pasują mi do całości, ignoruję po prostu, będąc pewnym, że pojawiły się one w druki w wyniku dziwnej sytuacji, jaką była postać Stachury, a raczej człowieka-nikt w okresie redagowania Fabula rasa, który uważał, że to co raz zostało napisane, jest niejako święte.

Niczego stachurzego nie neguję, ale nie oznacza to, że zapisał się on na mnie jak na białej kartce (a paradoksalnie bardziej czystą kartą byłem dla wcześniejszych jego tworów, niż Fabuli rasy i Oto). Nawet nie wskrzesił we mnie tej całej łagodności bytowania, co ciekawe najpierw napisałem pewien dłuuugi tekst o wyrywaniu się z więzów schematów i bagna, a potem zacząłem czytać całego Stachurę i z zaskoczeniem zauważyłem całkiem niedawno kilka zbierzności. Mimo wszystko jednak to on był pierwszy;)). I stałem się jego fanem. Bardzo mnie w tym czasie uzupełnił.

I co to za pomysły, żeby wrzucać taki tekst do grupy dyskusyjnej nie zapisawszy się do niej? Może zaplanował sobie jedynie przestudiować index wiadomości jakiś czas po wrzuceniu owegoż tekstu....
CHICK


To, że się z kilkoma poglądami nie zgadzasz to świadczy o tym, że pokładasz Stachurę w jakąś tam wątpliwość. Po zapoznaniu się z dokładnym opisem Twojej dolegliwości (;-)), zauważyłem, że masz to samo co ja. Ja się właśnie z człowiekiem-nikt (w postaci stachurzej) po części nie zgadzam. A to, z czym sie zgadzam w Fabula Rasa i Oto to sprawy oczywiste i wielokroć przedtem opisane przez autorów innych.
POlek


Ta moja wątpliwość do Stachury to jest ta inna wątpliwość - ja sam mógłbym popełnić takie niezgodności, jakie zdarzyły się mu w Fabuli rasie i Oto, ale później bym do nich doszedł i zmienił je. Stachura nie ingerował w Fabulę rasę ani w Oto (chodzi mi o sam szkielet ideologiczny), co było powodem wypuszczenia kilku nieprzemyślanych wątków filozoficznych w druku. I Stachura na pewno wywaliłby z treści wyżej wymienionych utworów kilka elementów, gdyby nie to, że w okresie człowieka-nikt był tak oślepiony ideą nieomylności swojej postaci, że nawet może nie będąc potem pewnym niektórych wątków z FR i Oto, nie ruszał ich, uważając, że to jednak musi być prawda, skoro wypowiedział to STAN DOSKONAŁY. Po wypadku z pociągiem trochę wstydził się Fabuli rasy i Oto. Tzn. że generalnie nie mam zastrzeżeń do tego co napisał. Bo z tym, z czym się nie zgadzam i on w g r u n c i e r z e c z y się nie zgadzał również.
chick

Bóg ewentualny
(z grupy dyskusyjnej Stachuriady 4.09.2000 - 15.09.2000)


Ja z dziwnym pytaniem....
Czy mozna w Stachurze odnalesc slady Boga?

Nie chodzi mi oczywiscie o przyrównywanie go do Boga, nie o to....Czy mozna w jego twórczosci odnalesc Boga, w moc którego powszechnie sie wierzy? Czy gral on jakas wazna role zyciu Steda, jesli w ogóle ja gral?

Bo nie wiem czemu, chcialabym widziec...

Zuzanna


Bóg jako t e n Bóg chrześcijański u Stachury pojawia się kilka razy. Ale ja widzę tutaj ten cały boski byt zupełnie inaczej. Mniej więcej w taki sposób, że Stachura jest bardzo podobny do Jezusa. W niczym tutaj, rzecz jasna, temu drugiemu nie ujmuję i nawet nie zaprzeczam żadnym biblijnym słowom, wskazuję tylko na to, że E. S. odnalazł jakąś drogę, nie mam czasu teraz rozwijać tego, bo mam jakieś 10 minut na tego maila, więc przejdę od razu do tego prawidłowego chrześcijańskiego Boga u Steda.
Pisał on kiedyś, że wszedł do kościoła i modlił się "Boże, żebyś był". Później (a może i już wtedy?) stał się ateistą (nie chciałbym tutaj stawiać tego za pewnik, ale tak mi się zdaje i tak chyba właśnie jest). Buddę, Chrystusa i innych rozumiał jako podobnych sobie, czyli zwykłych ludzi, faktycznie często rozumowali oni podobnie do niego i to pewnie odgoniło od niego wszelkie myśli o istnieniu boskich zaświatów. W końcu zaczął myśleć sobie, że na świecie nie ma nic poza ludzką głową, której zasoby w kierunku boskim sam rozwinął tak daleko, by móc stwierdzić, że właściwie prześcignął wszystkich i przyrównał się do dawnych proroków boskich, co pozwoliło mu napisać Fabulę Rasę, Oto oraz krążyć w tych klimatach, swoim zachowaniem na przykład.
Później był Bóg w "Pogodzić się ze światem", którego obserwował na tle swojej matki. Był tym zafascynowany, gdyż jego tok myślowy znormalizował się na tyle, by przestać patrzeć na "wierzących" z góry.
Chick


Dziekuje Ci. Moglam sie wlasciwie sama doszukac, ale nie... Wolalam chyba, zeby przedstawil mi ktos to. Bo widzisz, doszukalam sie dziwnej zaleznosci - Stachura Boga i wszelkie inne zajwiska, w które sie powszechnie wierzy traktowal, jako równych sobie. Porównanie Stachury do Jezusa wdaje mi sie zupelnie trafne, gdyz wielu ludzi traktuje go co najmniej tak, jak nalezaloby czcic Jezusa. A ja pisalam Ci kiedys, ze S. traktuje, jako czlowieka ludzkiego najbardziej, czyli równego (w mniejszym lub wiekszym stopniu, prawdopodobnie mniejszym, ale jednak) sobie. Tak wiec wynika z tego wszystkiego, ze Stachura mial do bóstw wszelakich stosunek taki, jak ja do niego. Wiec zaczyna zastanawiac mnie: Czy on w moim zyciu odgrywa jakas boska role? Zapytana o to powiedzialabym bez wahania "nie". Ale jak jest naprawde, to nie wiem.

Z.-


Hej, Czlowieczku! Chyba nieco zlej kolejnosci uzyles. To Stachura myslal, albo staral sie raczej myslec (co mu nie wyszlo za bardzo) jak Budda i Chrystus, a nie odwrotnie :-).

Poza tym wydaje mi sie, ze Stachura mial wlasny obraz Jezusa (na Buddzie ani na Lao-Tsy nie znam sie niestety zupelnie :-) i calkiem mozliwe, ze byl temu obrazowi wierny. Ale cudów nie czynil i nie potrafil tego co Chrystus. Nie oparl swojej filozofii wystarczajaco na wierze. Na prostej czystej wierze. Wierze w cuda. Napial z calej sily muskuly i zrobil co mógl, zgadza sie. Ale chyba to nie ta droga. Chociaz w dobre miejsce, rzecz jasna. Bo najwazniejsze jest chyba szczescie. Dla agnostyka - doczesne, dla wierzacego w pozagrobowosc - wieczne.

Co do sladów Boga w pozostalej twórczosci Stachury (przed Fabula Rasa) - klucza nalezy chyba szukac w tlumaczeniu slów "Missa Pagana" ("Msza poganska") i w tresci tegoz poematu. Bóg byl dla Stachury obecny w polach, lakach, w powietrzu...
Ale kiedy mówimy o Bogu, trzebaby bylo go mniej-wiecej chociaz zdefiniowac.

POlek ze Schroniska Mysli


A ja myślałem, że to Budda i Chrystus odgapiali od Stachury ;]
--------
a poważnie
Ja widzę tutaj podobieństwo toku myślenia Chrystusa i Stachury, obydwaj widzieli świat w podobnych kategoriach, to już inna sprawa, że ten pierwszy czynił cuda, wszak Stachura Synem Bożym nie był. Ale z drugiej strony Chrystus był uczłowieczony, a więc i w głowie mógł mieć podobnie jak i każdy inny, duch natomiast to zupełnie odmienna sprawa. Sprawa wiary chrześcijańskiej, której staram się nie podrażnić, bo i nie mam podstaw ku temu, chodzi mi jedynie o filozofię i tok myślenia. Wchodzi też także w to paru innych, jak i Budda i może ktoś jeszcze. W pewnym etapie życia Stachura znalazł się z nimi w jednym worku. Ale były to jedynie 2 lata jego życia. Wcześniej i później to już całkowicie co innego, ale to jest już diametralnie inna kwestia.

Chick


Czy to, ze ludzi traktuja niektórzy Stachure jak Chrystusa, to znaczy ze mozna ich porównac? Niektórzy traktowali tak tez Mao Tse Tunga, Hitlera...

Poza tym - racja. On wszystko bral na rozum. Analizowal. I do niczego go to nie doprowadzilo. Chyba zabraklo mu wiary.

POlek ze Schroniska Mysli Fragment jednego z najwazniejszych rozdzialów Biblii - sw. Jana 14:

12 Zaprawde, zaprawde, powiadam wam: Kto we Mnie wierzy, bedzie takze dokonywal tych dziel, których Ja dokonuje, owszem, i wieksze od tych uczyni, bo Ja ide do Ojca.

Moim zdaniem Chrystus czynil cuda tylko przez to, ze latwiej bylo ludziom uwierzyc ze On to uczyni, niz ze oni sami. Ale cala sila tkwila w wierze. On po to byl uczlowieczony, zeby pokazac, ze czlowiek moze stac sie taki jak on. Dlatego mówil tez, ze ludzie to dzieci Boga i nazywal ich swoim bratem.

Ale zeby znalezc sie w jednym worku z Chrystusem, trzeba miec ta wiare do konca. Trzeba przejsc pewien próg, drzwi, które dzialaja tylko w jedna strone. Stachura tego nie dokonal. Nie udalo mu sie. Przez zachowanie formy chcial zmienic swoja dusze. Nie udalo mu sie. Gdyby bylo inaczej osiagnal by nirwane, oswiecenie czy objawienie takie, jakie opisuje sw. Jan od Krzyza. A z takiego stanu nie ma powrotu. Czy wedlug filozofii "Fabula rasa" mógl Stachura po wypadku, czy po czym kolwiek innym zalamac sie?

Z kolei Budda zdaje sie twierdzil, ze w drodze do nirwany trzeba mistrza, guru. Inaczej mozna zrobic mnóstwo bledów, a skutki beda oplakane. Stachura byl samotny.

POlek ze Schroniska Mysli


Nie... to nie znaczy, ze mozna. Ale przez porównanie mozna niektóre rzeczy lepiej wyrazic. Chick uzyl porównania do Jezusa, by przedstawic pewna zasade myslowa, moim zdaniem trafnie. Nie mógl tego zrobic bo...bo co? Oczywiscie Jezus i Stachura to zupelnie rózne historie, zupelnie rózne kultywowanie ich, zupelnie inna hierarchia. Ale mimo wszystko zupelnie obrazowo przekazal to co chcial. I tyle.

Zuza


Właśnie: "Stachura był samotny", bez żadnego guru, uważał siebie za szczyt swojej filozofii, a Chrystus zawierał w tym co mówił jeden gigantyczny "szczegół" - Królestwo Niebieskie, czyli cały niematerialny świat, którego był wysłannikiem i sługą. Natomiast Stachura wolał się uważać raczej za wszechwiedzącego i samotnego w swojej filozoficznej drodze, której celem był on sam. Szczęście jego własne, koleje zawartości jego własnej głowy i to, co sam myślał o otaczającym go świecie. Filozofia Stachury to idea-ego, Chrystusa natomiast w absolutnie żadnym wypadku NIE.
Chick


Otóz i to wlasniem mial na mysli. :-)

POlek ze Schroniska Mysli Jezeli Stachura to Chrystus ale w miejszej skali, to mozna nasladowac Stachure, a potem Chrystusa - w ciaglej linii? Nie wydaje mi sie.

POlek ze Schroniska Mysli


Oni nie operują na jednej płaszczyźnie! Podobna płaszczyzna nie zawsze jest tą samą płaszczyzną.
Ch.


Hm. Ja widze tylko pewne analogie miedzy tymi postaciami. Ale takie analogie widze tez miedzy soba a Nimi. Tez czasem glosze swoje poglady w dyskusjach róznych, poglady na wiecznosc i wizje czlowieka wyzbytego pragnien, szczesliwego. Wystarczy jeszcze ze napisze o tym ksiazke i ja wydam. Reszta moze mi sie (tak jak Stachurze) nie udac. Czy to wszystko?

POlek ze Schroniska Mysli


Bardzo to uprościłeś;)
Głosić poglądy na temat lepszego bytu i wydać książkę (Chrystus wcale Biblii nie wydał;)) to jeszcze nie wszystko. Trzeba się w tą własną filozofię zaangażować bez reszty, wręcz chorobliwie, tak jak robił to Stachura. On był tą filozofią, jak i Chrystus był Słowem Bożym. Paru ludzi na tym padole kreuje i stara się kultywować jakieś własne prawdy życiowe, tak jest z Tobą, ze mną i na pewno paroma jeszcze osobami. Ale tacy z nas mesjasze jak poloniści poprzez to, że porozumiewamy się właśnie za pomocą reguł języka polskiego.
Chick:)))


Racja zupelna, oprócz jednej rzeczy. Stachura zaanagazowal sie bez reszty - fakt. Ale albo zaangazowal sie w nieswoja filozofie zupelnie tylko w cos nieco innego, albo (bardziej q temu sie sklaniam) filozofia byla bledna. W tej drugiej wersji - przekonales mnie. Klócilem sie, bo chcialem wiecej argumentów "za" uslyszec.

Wiec najwieksza róznica miedzy Stachura a pozostalymi jest to, ze Stachura sie pomylil. Nawet co do siebie. Takie jest moje zdanie chyba ostateczne, choc czy ostateczne - nie wiem :-).

A propos polonistów - gdzie jest Marcin??? I Józef Baran???

POlek ze Schroniska Mysli


Stachura wyszedł z dobrego punktu, ale się zapędził w kozi róg. Wszelkie moje dopowiadanie do tego zdania będzie już powtarzaniem się, więc mianuję je moim dzisiejszym limitem;)
Chick


I tu sie zgadzam. Stop. :-)

POlek ze Schroniska Mysli


Się to zwie panteizmem - to chyba najdoskonalsza forma sławienia Kogoś.
" i jeżeli spontaniczna to rzecz
i jeżeli......"

MK

|
|Bóg byl dla Stachury obecny w polach, lakach, w powietrzu...
|
|

Panowie!

Skoro kłócicie się o najlepszego Wykonawcę - to proponuję abyście wspomnieli jeszcze o Janie Kondraku  - osobiście uznaję jego wykonanie "Mszy" za absolutną rewelację (...).
Kolejna sprawa - odczułem pewien niesmak gdy przczytałem słowa Jerzego Stachury - Juniora, pozwólcie, że je Wam zaprezentuję:
Jest ich wielu. Ilu? Nie wiem. Mówią,że "śpiewają". Nie wiem co to oznacza, ale niech śpiewają. Tym przy ognisku - życzę gwiaździstego nieba. O tych co w świetle reflektorów, wolałbym nie mówić. Ale nie życzę im źle. Jednak znam paru chłopaków, któży (pisownia oryginalna - MK) do wierszy (piosenek) Edwarda Stachury zrobili kawałek dobrej muzyki. Jest wśród nich Marek Gałązka. Sted, jak sam mawiał, nie miał pretensji być grajkiem, czy śpiewakiem. Ale nie traktował pioenki (wbrew temu, co twierdzą dziś niektórzy "Stachurolodzy")jako marginesu swej twórczości. Do większości tekstów ułożył własną muzykę. Dlatego mając w pamięci jakże wymowne kompozycje Steda, długo nie mogłem pogodzić się, że do tych samych słów może zaistnieć jakaś inna muzyka. To właśnie Marek swoim śpiewem i grą na gitarze przekonał mnie, że można inaczej".   {Powyższe znajduje się na okładce do kasety Ballady E. Stachury, śpiewane przez M. Gałązkę}

No dobrze, a co to oznacza? Wydaje mi się, iż kilka osób najchętniej chciałoby zamknąć twórczość Stachury w jakichś ciasnych ramach kilku wykonawców. Oczywiście w myśl tego odpada komercyjny SDM, który przecież gra zbyt sympatycznie dla ucha. Nie sądzę, aby do odpowiedniego przeżycia utworu, była konieczna jakakolwiek muzyka - wystarczy pewien klimat - teksty ballad są w gruncie rzeczy całkiem niezłą poezją. Może niezbyt skomplikowaną, ale bardzo trafną i adekwatną do sytuacji lirycznych. I to właśnie ta celowość utworu sprawia, że jest on piękny. Sam fakt, czy śpiewa sam Mistrz, czy też Gałązka, albo Polek - nie ma nic do rzeczy.
Moim zdaniem SDM robi kawał dobrej roboty skłaniając młodzież do słuchania czegoś innego niźli jakieś bumbumbumbumbumtatatata. Młody człowiek jeśli zainteresuje się wreszcie tekstem, a nie muzyką, to w pewnym momencie znajdzie wykonawców typu Chodakowska, Gałązka, Kondrak.
Powiedzcie mi - w czym tkwi Waszym zdaniem różnica między poezją ŚPIEWANĄ, a poezją? Czy Holoubek lepiej recytuje Wielką Improwizację niż ją Mickiewicz prezentował swym znajomym? Gdzie tak na prawdę przebiega granica między nadawcą, a odbiorcą dzieła? Kim zatem jest śpiewak?
Marcin Kasjaniuk (2000)


 

Co do piosenki poetyckiej - moim zdaniem (od strony najpierw twórcy, który jest pierwszym jakby "etapem"): Cholerną frajdę sprawia wyrażenie klimatu wiersza własną muzyką. Przy odrobinie pracy i naprawdę niewielkiej dozie talentu można jakby podwoić wymowę dzieła przez dodanie do niego muzyki. Jest wspaniale stanąć obok poety, czasem wielkiego, jako współtwórca dzieła, którym jest piosenka.

Od strony odbiorcy: Muzyka trafia do człowieka (przynajmniej do większości, w tym tez do mnie), niż tekst pisany. Poprzez muzykę można wytworzyć klimat, w który potem słowa wpasowują się jak w cudowne ramy i mają dużo większe oddziaływanie niż słowa. Wiersz jest formą ulotną, łatwo rozproszyć się czytając go. Z muzyką jest już nieco inaczej. Poza tym, słysząc muzykę, możesz patrzeć na świat jednocześnie, co jest szczególnie ważne w przypadku tekstów Stachury, ponieważ on własnie swiat najprawdziwszy opisuje, chciałoby się powiedzieć "naturalistyczny", jednak ten świat jest jednocześnie piękny, więc słowo "naturaizm" średnio tu pasuje (albo jestem niedouczony, z "polaka" miałem tylko 3 :-P :-). Jeszcze uwaga tycząca się być może tylko mnie, choć nie wiem - piosenki mogę słuchać kilka razy dziennie, wiersza tak często czytać bym nie mógł.

Co do piosenek Stachury, nie wydają mi się one "głębokie". Głębokie są wiersze Norwida czy Baczyńskiego. Pewien rodzaj głębi mają w sobie wiersze autora "Siekierezady". Ale piosenki są według mnie bardzo proste. W większości z nich wszystko jest wyłożone jak kawa na ławę.   Chociaż, posługując się dialektyką rodem z "Fabula Rasa", nie mogę powiedzieć nic o głębokości tekstów, do dna których nie dotarłem. A do dna piosenek Stachury chyba dotarłem :-). Ale taki sposób rozumowania jest tak słuszny jak większość założeń "Fabula Rasy", czyli wcale :-)
POlek


postaram się w niej nieco jaśniej opisać moją koncepcję poezji śpiewanej. (Co ciekawe właśnie odsłuchuję sobie Bezduszki Marka Gałązki).

Tradycyjnie - dłuższy cytacik człowieka, który z racji swych bezkompromisowych poglądów nie cieszy się zbyt wielką popularnością - a szkoda, bo w moim mniemaniu pisze rzeczy całkiem mądre. Tako rzecze Jan Marx:

Przypuścmy, że licealista do bólu oczu wpatrujący się w ciemne wiersze Białoszewskiego, Karpowicza, Grochowiaka doznaje olśnienia przy Stachurze - nagle wszystko staje się jasne lub takim się młodemu czytelnikowi wydaje. A już na pewno do percepcyjnego orgazmu doprowadzą go Stachurowe piosenki. Tam dopiero możn wyć z rozkoszy.
Natomiast czytelnicy, zaspokajający potrzebę poezji - tkwi ona przecież w każdym - za pośrednictwem hitów z radiowych list przebojów, w Stachurze dostrzegli szansę dowartościowania się bez dodatkowego wysiłku intelektualnego
{tu muszę wcisnąć swoje dwa grosze - Steda już nie puszczają w radio. Bardziej adekwatnym byłby tu G. Turnau - wg mnie typowy karierowicz wyzyskujący pojęcie PŚ do robienia pieniędzy}.
Otóż współczesna poezja w świecie (z małymi wyjątkami) uległa tak głębokiej interioryzacji {włączenia do kręgu własnych przeżyć - MK}że przeciętny czytelnik nawet z dyplomem akademickim niewiele z niej rozumie. Powstała więc luka we wrażliwości takiego czytelnika, która bierze się z braku gotowości percepcyjnej, najczęściej wynikającej z lenistwa umysłowego, bo subiektywne postrzeganie świata przez poezję dzisiejszą wymaga wysiłku, o którym nie wiadomo z góry, czy się opłaci. Wierszowi współczesnemu niewiele pomoże nawet wsparcie interpretacyjne krytyki. Tę lukę wypełnia więc nie poezja, lecz jej substytut - piosenka, która ponadto za jednym zamachem zaspokaja potrzebę poezji i muzyki.
Podczas słuchania muzyki nawet pospolite rzeczy nabierają blasku, dając złudzenie obcowania z prawdziwą sztuką.
Śpieszymy się dziś. Mało kto ma czas na czytanie poematów, powieści. A tu piosenka proponuje surogat powieści, wiersza. To znamię czasu.

Hmmm, może niektórzy z Was krzykną zaraz o kalaniu własnego gniazda, etc. Nie sądzę, bym postąpił źle - po prostu - krytyka uszlachetnia.

Co do powyższego cytatu 
1. Zwróćcie uwagę na fakt, ze faktycznie o wiele łatwiej odbiera się piosenkę niźli czysty wiersz. I może czasem świadczy to o jakimś upośledzeniu umiejętności do czytania., niemniej Sted tworzył piosenki, a nie wiersze do których potem GT dorabiał muzykę. Zatem obcujemy z jakimś intrygującym, ale już gotowym produktem spod ręki jednego autora.
2. Pojawia się jednak pewien problem - jak zaklasyfikować np twórczość nieszczęsnego GT - czy o poeta? Muzyk? Bard? Z tego co się orientuję - nie śpiewa do swoich tekstów, ale czy to właściwe kryterium?
3. [do pana Marxa] Czy postąpiłem źle - czytając bajkę "Jak gęś wodę w sitku nosiła"? Przecież to prymitywne i bezsensowne czytać takie idiotyzmy gdy się ma pięć lat. Uważam, że piosenki Steda są dobrym wstępem do późniejszej lektury poważniejszych utworów.
4. Współczesna poezja rzeczywiście jest bardzo zagmatwana i introwertyczna. Czy to źle, że są poeci, którzy próbują jasno opisać swój pogląd na świat?
Panie Wojtku!
a.) Czym jest "Pies andaluzyjski"? Są jednak utwory Steda, które zadziwiają mnie swą formą, treścią i klimatem.
b.) Stajemy się wówczas (podczas dorabiania muzyki) twórcami, czy interpretatorami?
c.) Jeśli do utworu potrzebujemy muzyki "do lepszych klimatów" - to chyba sam wiersz jest do niczego, skoro nie potrafi nas zadowolić? ;-)

Kiedyś miałem takie kryterium - jeśli potrafiłem zagrać utwór na gitarce i harmonijce - to znaczy, że obcowałem z poezją śpiewaną. Niestety potem trafiłem na Sielankę o domu WGB i koncepcję szlag trafił. Zresztą bardzo Was proszę - podzielcie się swymi refleksjami dotyczącymi subtelnego różnicowania znaczeń: poezja i poezja śpiewana. Najciekawsze opinie zostaną nagrodzone publikacją w mojej pracy licencjackiej wraz z odnośnikiem do autora poglądów :-))

Szczęśliwy posiadacz trzech częsci KŁ w mp3
Marcin Kasjaniuk

Stare Dobre Małżeństwo. Cóż, nie będę ukrywać, że to jeden z moich ulubionych zespołów, więc na wstępie ostrzegam, że krytyki będzie mało, jeżeli nie wcale. Ale przejdźmy do rzeczy. Grupa ta związana jest głęboko z twórczością Stachury, posługuje się jego tekstami od samego niemalże początku. Zresztą do dzisiaj niektórym SDM kojarzy się tylko i wyłącznie z utworami poety, choć jego teksty to "zaledwie" 1/3 twórczości zespołu. Sam zresztą Krzysztof Myszkowski, wokalista zespołu opowiada o niezwykłym wpływie wierszy Stachury na jego muzykę: Miałem w sobie żyłkę rockandrollowca bardziej, niż barda refleksyjngo. Dopiero kiedy zetknąłem się z twórczością Stachury, z jego wierszami i piosenkami - coś się we mnie wyzwoliło, jakaś siła twórcza. [...] Gosia Cymers, wówczas studentka filologii skandynawskiej, podarowała mi tomik Steda 'Dużo Ognia'. I te wiersze poraziły mnie.
Chyba każdy z nas, zafascynowany Stachurą człowiek, podobnie odbiera jego najdrobniejsze słowo, ale najczęściej głębokość przeżyć zachowuje dla siebie. Z Myszkowskim było inaczej - postanowił śpiewać, przekazać światu choć odrobinę doznań i refleksji, do jakich skłania poezja Steda. I niewątpliwie, udało mu się - założył zespół, który pozbawiony promocji niemal całkowicie wciąż jest jednym z najbardziej lubianych wykonawców ballady poetyckiej na polskiej scenie. Kochają ich wszyscy - od nieco wrażliwszych nastolatków (głównie płci żeńskiej) ,do pokoleń ich rodziców, a nawet dziadków - zarówno zwykli ludzie nie mający ze światkiem muzycznym nic wspólnego ,jak i legendarne postacie większości festiwali. Sam Wojtek Jarociński o Starym Dobrym Małżeństwie mówi: Ja jednak odbieram SDM poprzez Stachurę, bo Stachura był dla mnie wielkim mistrzem, byłem mocno zafascynowany jego pisaniem. Przeczytałem wszystko, co stworzył. Przekaz wierszy Stachury przez SDM jest wiarygodny, fajny i odpowiedni, z wyczuciem formy. Oni to najlepiej robią.
Zachęcam więc do sięgnięcia po aranżacje zespołu do utworów Stachury, być może tak jak Wojtek Jarociński, jak setki ludzi przychodzących na koncerty i większość w ogóle osób, które ze Starym Dobrym Małżeństwem miały do czynienia, stwierdzicie "Oni to najlepiej robią " .

Zuza

sszwedaLider zespołu "U Pana Boga za Piecem". Ten zdolny bard z ziemi śląskiej na swoim koncie ma mnóstwo niezwykłych pieśni. Jednym z jego ulubionych wykonawców jest Bob Dylan (na jego stronie można posłuchać niemal setki nagranych tłumaczeń tekstów Dylana). Tworzy też własne protest-songi.

W 2010 na jego stronie ukazał się album mp3, do pobrania w tym miejscu: dział multimedia Sylwka Szwedy.

Płyta nosi tytuł po prostu Edward Stachura z muzyką Sylwka Szwedy. Muzyka powstała w latach 1979-1993, nagrania dokonano w kwietniu 2010 (na zwykłym mikrofonie pojemnościowym).

Zdjecie pochodzi ze strony S. Szwedy.

Strona 3 z 11

       Dziękujemy Rodzinie Edwarda Stachury za zgodę na wykorzystanie wizerunku i fragmentów twórczości Poety.

     Zapraszamy do wirtualnego zwiedzania domu rodzinnego Edwarda Stachury

     TV Stachuriada to nasz kanał telewizyjny na You Tube. Zapraszamy do oglądania i subskrybowania.

 ZAPRASZAMY DO WSPÓŁPRACY

     Stachuriada.pl cały czas jest na etapie tworzenia (nie wiadomo, czy ten proces zostanie kiedykolwiek zakończony). Co więcej, w żadnym wypadku nie jest tworem zamkniętym na pomoc z zewnątrz, szerszą współpracę, czy drobne uwagi nie tylko od znawców tematu, bo każdy zainteresowany Edwardem Stachurą jest mile widziany. Chodzi przede wszystkim o to, by znalazło się tutaj jak najwięcej informacji, które chcielibyście tutaj widzieć, a także te, o których chcielibyście powiedzieć innym (począwszy od imprez, koncertów w waszej okolicy, skończywszy na własnych przemyśleniach, artykułach, sugestiach odnośnie technicznej strony Stachuriady). Nasze skromne grono redakcyjne z chęcią przyjmie nowych, stałych współpracowników. Zapraszamy również do udzielania się na  FORUM , albo do bezpośredniego kontaktu z nami poprzez KONTAKT e-mailowy.