Krzysztof Wiśniewski - redaktor naczelny - Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

  Gocanna Antosik - fotoreporterka 

Stachuriada to portal powstały na przełomie 1999 i 2000 roku z inicjatywy grupy miłośników twórczości Edwarda Stachury; na początku była to w rzeczywistości cesja małych działów Stachury, będących elementem stron domowych Chicka i POlka. Bezpośrednim motywem założenia osobnej witryny był niedosyt informacji w internecie na ten temat i niepowielanie treści. Chodziło o stworzenie miejsca, w którym można byłoby "wywiesić" kilka własnych tekstów i podstawowych informacji (był to czas, gdy nie istaniała jeszcze Wikipedia: )) Wkrótce przy Stachuriadzie powstała społeczność, zgromadzona wokół listy dyskusyjnej na Yahoo (założonej przez Marcina Kasjaniuka, której rolę dziś spełnia forum Stachuriady, dostępne bez ograniczeń dla każdego zarejestrowanego gościa portalu). W międzyczasie - w latach 2006-2008 - społeczność Stachuriady funkcjonowała w ramach forum, stworzonego we współpracy z serwisem Avalon. Po tym, jak forum zniknęło z internetu, zostało utworzone nowe, już na serwerach Stachuriady. Po dłuższym czasie stare forum zostało reaktywowane pod adresem http://www.ekofora.pl/... - ma ono jednak w tym momencie charakter archiwum wątków i kopalni informacji. Aktualne forum znajduje się pod adresem http://stachuriada.pl/forum i zawiera wpisy począwszy od roku 2008.

Strona Stachuriady przeszła przez wiele serwerów, w tym czasie zmieniała kilkakrotnie adres - viper.pl/~stachura, stachura.prv.pl, stachuriada.prv.pl, stachura.balta.net.pl, ch.nstrefa.pl/stachura i wreszcie - od kilku lat - stachuriada.pl. W tym czasie struktura witryny dość znacznie zmieniła się dwukrotnie, początkowo była to statyczna strona html+css, dziś to wygodny CMS oparty na rozbudowanych systemach php+javascript. Archiwalna wersja strony znajduje się w tej chwili pod adresem http://stachuriada.pl/stachura.

Przez cały okres aż po dzień dzisiejszy strona istnieje dzięki pasji i bezinteresownej pracy, ma charakter non-profit, nie przynosząc swoim autorom żadnych korzyści finansowych. Jednocześnie skład redaktorski jest otwarty, administratorzy chętnie widzą wszelką pomoc przy tworzeniu treści, które mogłyby ubogacić merytoryczną stronę Stachuriady.

Idea strony w zasadzie nigdy się nie zmieniła i polega na gromadzeniu wszelkich informacji na temat życia i twórczości Edwarda Stachury. Ma ona być źródłem wiedzy na temat poety i pomocnym narzędziem przy tworzeniu wszelkich opracowań na ten temat.

Schodziłem wolno ze wzgórza. Spoczywałem tam. Leżałem zwalony i patrzyłem w niebo niebieskimi moimi oczami. Zapomniałem się cały. Byłem nieistniejący. Leżałem, spoczywając bez pamięci tak, jak w grobie nieznany żołnierz. Cześć mu oddaję i hołd, który jest w tym dumnym dla mnie porównaniu. Teraz schodziłem wolno ze wzgórza, jakbym z nieba schodził na ziemię tę.

To wszystko jest prawda. Ale prawdy jest więcej. Całej prawdy nie znam. Kto zna, niech powie. Bo ja jej nie znam. Ja jestem tylko prawdomówny. Ale całej prawdy nie znam. Nawet w te dni, nawet w te dni boskie nie przeszło mi nigdy przez myśl, że znam całą prawdę. Nigdy mi się to nie zdarzyło. Więc mówiąc prawdę i tylko prawdę, całej prawdy powiedzieć nie mogę, bo jej nie znam i nie mogę znać. I chyba nigdy się nie dowiem. Mówię, co wiem.

To, co teraz powiedziałem, wygląda, jakbym miał coś strasznego dalej do wyjawienia. Coś straszliwego: wielką katastrofę, nieszczęście jakieś ogromne, zbrodnię nieludzką, o której gdy się słucha tylko albo czyta, cierpnie skóra i włosy na głowie zaczynają kłuć jak szpilki. Jak nieraz od zimna. Tak wygląda to, co napisałem. Jakby to był wstęp do. Jakby to byłby słowa dla wysokiego sądu w sali, gdzie proces. Więc nie. Nie tyle co.

Zanim doszedłem do wzgórza, gdzie odpoczywałem, leżąc bez pamięci, zanim doszedłem do tego wzgórza, gdzie się zwaliłem bez sił, spoczywając bez pamięci, patrząc w niebo niebieskimi moimi oczami, zanim tam doszedłem, szedłem długo. Jeszcze dłużej. Za mną nic nie było. Nie uciekałem przed nikim ani przed niczym. Żadna panika mnie nie ścigała ani sfora, ani ktoś pojedynczy. Przede mną też nic nie było w normalnym rozumieniu, w normalnym oczekiwaniu. Żaden punkt. Nie szedłem, żeby gdzieś dojść w normalnym rozumieniu. Żeby kogoś zobaczyć i ucałować ani żeby się na kimś zemścić. Bóg mnie też nie prowadził. Nic. Nie szedłem do celu. Szedłem nigdzie. Szedłem długo. Jeszcze dłużej. Mówię, co wiem.

Więc mówiąc prawdę i tylko prawdę, całej prawdy powiedzieć nie mogę, bo jej nie znam. I chyba nigdy się nie dowiem, dlaczego i po co przeszedłem dzisiaj ładne trzydzieści pięć, czterdzieści albo czterdzieści pięć, nie wiem, kilometrów, bo nie wiem, ile zrobiłem, na słupy nie patrzyłem, czasu nie mierzyłem. Nie to miałem w głowie. W głowie miałem lekki szum. Na pewno. Na pewno nigdy się nie dowiem, dlaczego dzisiaj nie skończyłem śniadania, nie dopiłem kawy, tylko wstałem i powiedziałem do gospodarza, żeby mnie obliczył i żeby mi wypłacił, ile się należy, bo odchodzę. Bo musze iść. Wyszedłem na podwórze, podszedłem do płotu, zdaje się, oparłem się o sztachety, zdaje się, i patrzyłem w pole, ale nic nie rozróżniałem: pierwszego planu, drugiego i tak dalej. Nie to miałem przed oczami. Przed oczami miałem biało. Mówię, co wiem. Potem gospodarz mnie zawołał, zdaje się, powiedział parę słów, "tak jakżeśmy się ugodzili" - powiedział i dał mi pieniądze. Potem musiałem się chyba pożegnać, wziąłem bluzę z sieni, na podwórzu na pewno poszedłem pogłaskać psa. I wyszedłem na drogę. Szedłem długo. Jeszcze dłużej.
Tak doszedłem do tego wzgórza, gdzie się zwaliłem bez sił na wypaloną martwą trawę i leżałem, spoczywając, patrząc w niebo niebieskimi oczami. Teraz schodziłem wolno ze wzgórza, jakbym z nieba schodził na ziemię tę.

Nóg zaiste nie czułem. Jakbym cały dzień szedł w kółko za końmi w maneżu. Bo tak było. Niby szedłem cały dzień prosto drogą, ale właściwie to tak, jakbym szedł w kółko. Bo nigdzie nie chciałem przecież dojść. Nigdzie nie szedłem w normalnym rozumieniu. Mówię, co wiem. Całej prawdy nie znam. I jakby droga prowadziła w kółko, tobym przy końcu dopiero zauważył, że doszedłem tam, skąd ruszyłem. Albo i bym nie zauważył nawet i minął. Drugie koło zataczając. Bo nie to miałem w głowie. Nie o to mnie głowa bolała. Głowa mnie strasznie bolała o coś innego. O to, jaki jest sens. I to moja głowa cała falowała i buchała ogniem. Jaki jest sens. O co to chodzi w tej całej rozgrywce. O co tu chodzi w tym całym pakiecie nut. Kto tu może wygrać i co tu można wygrać. O co się toczy wojna. I jaki jest mój sens. To miałem w głowie. O to mnie głowa bolała już nie po raz pierwszy.

Idę. Jeszcze trochę. Bo kiedyś, wiem, kiedyś, i to nie jest tak daleko, usiądę albo położę się i już żadna siła mnie nie ruszy. Bo skamienieję. Żadna siła mnie już nie ruszy. Nic mnie już nie zmusi, żeby wstać. Żeby powstać. I idę do tego prosto, nie gzygzakiem, ale prosto drogą, i czuję, że to nie musi być tak daleko, jeszcze trochę, jeszcze coś muszę przedtem zrobić, chociaż, tak mi się zdaje, że jak już będę siedział nieruchomo albo leżał, to na pewno mi przyjdzie taka myśl do głowy, że trzeba było od razu usiąść albo się położyć, jak tylko zobaczyłem, co i jak, trzeba było od razu natychmiast usiąść nieruchomo albo się położyć gdzieś, na uboczu, albo zamurować się gdzieś, zarobić jak najprędzej trochę waluty i kupić cegły, wapno i cement i zamurować się gdzieś na uboczu. I cześć.

Tak myślałem dzisiaj idąc. Tak myślałem całą prawie drogę, trzydzieści dobre albo czterdzieści, nie wiem, kilometrów, nie patrzyłem na tablice, czasu nie mierzyłem. Prawie cały czas tak myślałem dzisiaj idąc. Już nieraz to miałem, wiele razy, ale pierwszy raz zacząłem o tym dokładnie. W szczegółach. Nie tyle jeszcze o czasie, ale o miejscu. Przypominałem sobie różne rozrzucone na uboczu miejsca i rozpatrywałem. Wybierałem. Brałem je pod rozwagę. Odrzuciłem wiele, a wybrałem dwa. Ale z tych dwóch nie mogłem wybrać, bo jedno mi wyglądało lepsze od drugiego. To, o czym ja teraz tu mówię, to tylko ja wiem, co to jest. Nie dlatego, że wiem to dokładnie i w szczegółach, że widzę jak na dłoni te dwa miejsca, jedno lepsze od drugiego, i znam przybliżony czas. To, co ja teraz tu mówię, to tylko ja wiem, co to jest. Dużo tu padnie niepotrzebnych spojrzeń. Ale może jednak jedna para oczu albo dwie.
Więc to miałem w głowie całą prawie drogę. Nic innego, tylko to. Uznałem, że to jest dla mnie najlepsza rzecz i jedyny sens. Uznałem, że lepszego dla mnie, gołębia, wyjścia nie ma. Bądź co bądź i wszystko wszystkim. I znałem, że ja przecież zawsze będę miał oczy i uszy otwarte, i rozum, i to, gdzie mi się tętno szamoce, i nigdy się na to nie zgodzę, co jest. Nie dlatego, że nigdy nie poznam całej prawdy, bo to jest jasne. Ztym się zgadzam. Z tym się zgodziłem dawno, długo nie myśląc albo wcale. Z tym się może nawet urodziłem oczywiście. Bo to jest los każdego, czy chce, czy nie chce. Na to nie ma rady. To jest jasne. To jest ze wszystkiego najjaśniejsze. Całej prawdy się nigdy nie pozna. Z tym się urodziłem i z tym się rodzi każdy. I z tym każdy umiera. To jest przy śmierci tak samo najjaśniejsza świeca.

Więc nie dlatego się nigdy na to nie zgodzę, że nigdy całej prawdy nie poznam, że nigdy nie będę wiedział wszystkiego. Bo wiem, że tak jest i tak musi być. Niezależnie. Obojętne co. Wiem, że umrę z tym i że urodziłem się z tym. Ale nie urodziłem się padalcem. I nie urodziłem się różą. I nie urodziłem się szczurem. Piękną hortensją. Tylko tym, czym jestem. I nie urodziłem się szakalem, hieną. I nie urodziłem się wielkim, potężnym dębem, gonną olchą. I nie urodziłem się niczym innym, tylko tym, czym jestem. I nie urodziłem się z pozorami. Tylko z nerwami., Z nerwami tuż pod cieniutką skórką.

Uznałem. Uznałem dzisiaj idąc, że przecież nigdy się na to nie zgodzę, żeby być tym, czym nie jestem, a od czego się roją półkule. Ani na to, ani tak samo na to, że: jakoś to będzie, jak pan Bóg da zdrowie, a Matka Boska pieniądze, coś się musi zmienić, byle do wiosny. Uznałem, że tysiąc razy wolę przeminąć jak kometa. Tysiąc razy wolę mignąć tylko jak meteor i wsiąknąć w niezgłębione mgły. Całej prawdy nie znam. Mówię, co wiem.

Uznałem to i uznałem, że najlepsza dla mnie rzecz i jedyny sens jest usiąść. Usiąść gdzieś na uboczu, oprzeć się o drzewo albo o skałę, albo położyć się na trawie, na liściach, walnąć się na ziemię i już tak zostać bez ruchu, leżeć nieruchomo i przypomnieć sobie wszystko, wszystko co tylko, zebrać, przywołać ze wszystkich stron zakątków, wielki apel pamięci zrobić, aż urośnie jak balon i uleci w powietrze. I wtedy już spokojnie, cicho, tak jak przystało, godnie wsiąknąć w glebę, jak majowy deszcz.

Uznałem, że to będzie najlepsze dla mnie uznanie.

To, co ja teraz tu mówię, dużo tu padnie niepotrzebnych spojrzeń. Ale może jedna albo dwie pary oczu. Bo to jednak nie jest wszystko jedno.

Więc tak myślałem dzisiaj idąc całą drogę. To miałem w głowie i przed oczami. Ten obraz. Szedłem prosto droga i patrzyłem przed siebie, naprzód, nie rozglądałem się na boki. Tak szedłem długo. Jeszcze dłużej. Mijałem wioski, kury, gęsi, owce na samym środku szosy, krzyże, kapliczki przydrożne, jakieś większe miasto, nie wiem, nie pamiętam dokładnie, całej prawdy nie znam i nie to miałem w głowie i przed oczami. Przed oczami miałem tylko jedno patrzenie. Proste. Tam gdzie lśniły mi te dwa miejsca, które wybrałem, rozpatrywałem dokładnie z dwudziestu i więcej, i dalej nic, nie mogłem w tych dwu teraz wybrać, jakby się coś we mnie chciało sprzeciwić i stawiało mi przeszkodę, żeby tylko trochę opóźnić. To rozumiem. Rozumiem i wybaczam. Zrozumiałem, że na pewno jeszcze będzie kilka takich przeszkód: żeby tylko trochę opóźnić. I że one mogą swoje zrobić. Mogą mi wszystko trochę opóźnić. Ale zrozumiałem to i wybaczyłem.

Szedłem prosto dalej. Potem szedłem jak we śnie, a jeszcze potem szedłem właściwie tak, jakby to już się stało. Jakby już mnie nie było. Jakbym to nie ja szedł, tylko mój duch złocisty. Ten sam, który długo po mnie będzie się wałęsał.

Tak doszedłem nie do wzgórza jeszcze, gdzie zwaliłem się bez sił i spoczywałem jak w grobie nieznany żołnierz. Cześć mu oddaję i hołd. Więc tak doszedłem nie do wzgórza jeszcze, ale już niedaleko i gdybym podniósł głowę, to może bym je zobaczył. Tak doszedłem do tego miejsca, gdzie zwolniłem. Gdzie zwolniłem kroku i potem coraz bardziej i już szedłem wolniutko, wycierając bluzą spocone czoło.

To nie była myśl-olśnienie, która kiedy już wyskoczy, jasna i prosta się wydaje i jest, i zdziwienie wielkie ogarnia, że od razu nie przyszła do głowy, tylko tak długo się chowała w zakamarkach, aż wyskoczyła jak olśnienie.

To nie był też błysk, jaki mam czasami. Taki naraz błysk lekki jak dotyk jedwabiu, ledwie ledwie, który próbuję zatrzymać i jak mi się uda, to próbuję dalej: obracam go na wszystkie strony, próbuję go ze wszystkich stron, czy się za nim coś nie kryje: jakaś mądrość. Jakaś prawda ogólna.

To nie był też cud, które podobno są, ale ja nie miałem. I nigdy nie widziałem, jak długo żyję w tęsknocie.

To był chyba mój los niezłomny i delikatność.

Najlepsza to jest dla mnie rzecz i jedyny sens to, co chcę zrobić. Na pewno. To wszystko jest prawda. Najlepiej jest iść prosto tam, gdzie się chce, i nie oglądać się na boki, nie schodzić z kursu, nie skręcać, tylko iść prosto najkrótszą drogą. To wszystko jest prawda. To się zgadza. Ale czy nie ma tu niesprawiedliwości? Czy to nie jest dla mnie najłatwiejsze, syna wolności? I czy nie ma tu niesprawiedliwości?

Jeszcze raz mówię i mówię, co wiem, że to wszystko jest prawda, co mówiłem i co uznałem. To, że się urodziłem tym, czym jestem, niczym innym, od czego się roją półkule, tylko tym, czym jestem. Z nerwami pod cieniutką skórką. To, że zawsze będę miał oczy i uszy otwarte, i rozum, i to, gdzie mi się tętno szamoce, i nigdy się nie zgodzę, to wszystko jest prawda. To, że kiedyś mogę zwariować, to wszystko jest prawda.

Ale prawdy jest więcej. Całej prawdy nigdy nie poznam, to wiem, to jest jasne, ze wszystkiego najjaśniejsze. Ale tyle, ile można, tyle trzeba poznać, chociaż na pewno najlepiej byłoby usiąść gdzieś na uboczu, oprzeć się o drzewo lub skałę, albo położyć się, walnąć się na ziemię od razu i tak zostać, więcej nie wstać, tylko leżeć nieruchomo, zebrać całą pamięć, wielki apel pamięci zwołać i potem wypuścić wszystko w powietrze jak balon i wtedy już spokojnie, cicho, tak jak przystało, godnie wsiąknąć w ziemię jak majowy deszcz. Tak by było najlepiej na pewno i to jest jedyny sens. Ale tu jest niesprawiedliwość, mówi mi delikatność. Tu jest jednak niesprawiedliwość. Tak nie można, mówi mi delikatność.

Tyle, ile można tyle trzeba prawdy poznać. Tyle, ile można, tyle trzeba wypić, chociaż napój to jest często, mówię, co wiem, sama niewdzięczność. Gorzki jak piołun, ostry i żrący jak kwas, rozżarzony jak płynne żelazo, i krwawy. Krwawy, jakby się coś rozlało. To wszystko jest prawda. Tak jest i nie ma co się dalej rozwodzić. Ale tyle, ile można, tyle trzeba wypić. Tak jest najgorzej, ale tak jest sprawiedliwie, mówi mi delikatność. Temu na razie nie można nic zarzucić, mówi mi delikatność.
Tak właśnie doszedłem wolniutko do wzgórza, wycierając rękawem szyję i czoło, z którego się lało. Na górze był grób, krzyż i tabliczka, że leży tu nieznany żołnierz. Cześć mu oddałem i hołd i zwaliłem się obok na suchą wypaloną trawę. Leżałem długo, bez ruchu, bez pamięci, patrząc w niebo. Spoczywałem tak, jak on spoczywał, i tak, jak chciałem już nieraz, wiele razy i jak dzisiaj o tym myślałem całą drogę czterdzieści może kilometrów. Ale już nie.

Teraz schodziłem wolno ze wzgórza, jakbym z nieba schodził na ziemię tę. Albo z grobu wstał.

tytuł wydano co to? o czym to? bohater/podmiot ocena POlka i Chicka
Jeden dzień 1962 opowiadania z włóczęgi Stachura ** ***
Dużo ognia 1963 wiersze i poemat o włóczędze itp. Stachura *** ***
Falując na wietrze 1966 opowiadania z włóczęgi Stachura ***** *****
Po ogrodzie niech hula szarańcza 1968 poemat o włóczędze Stachura, Witek **** ****
Przystępuję do ciebie 1968 poemat o miłości Stachura ** ***
Cała jaskrawość 1969 powieść z Witkiem u Potęgowej Edmund Szerucki i Witek ***** *****
Siekierezada albo zima leśnych ludzi 1971 powieść wyręb lasu Janek Pradera **** *****
Piosenki 1973 piosenki! o wszystkim ? **** ****
Wszysto jest poezja 1975 opowieść o wszystkim i o poezji Stachura *** *****
Się 1977 opowiadania o podróżach Michał Kątny *** ***
Fabula Rasa (rzecz o egoizmie) 1979 dialog filoz. o szczęściu Stachura i człowiek-nikt **** **
Oto 1979 wywód o szczęściu człowiek-nikt ** ***
Postscriptum 1989 różne różnie Stachura    
Listy do pisarzy 2006 listy różnie Stachura    
Moje wielkie świętowanie 2007 opowiadania wędrowanie Stachura    
Listy do D. Pawłowskiej 2007 listy miłość Stachura    
Dzienniki, tom I 2010 dzienniki różne Stachura    
Dzienniki, tom II 2011 dzienniki różne Stachura    

http://www.stachura.xemantic.com/ - pod tym adresem znajduje się bogata bibliografia do twórczości Edwarda Stachury. Autorem bibliografii jest Pacyfka.

Poniżej znajduje się spis wszystkich edycji dzieł Edwarda Stachury jakie udało nam się zebrać. W pewnym momencie indeks ów stanie się zbiorem zupełnym, nim się jednak to wydarzy, prosimy o informacje o wszelkich brakach w poniższej tabelce i z góry dziękujemy za pomoc.

Pośrednie źródła sugerują nam o edycjach takich publikacji Stachury jak poniżej, a nie zawartych w tabelce:
Przystępuję do ciebie, wyd. Czytelnik, 1968, wydanie I (poemat);
Po ogrodzie niech hula szarańcza, wyd. Poznańskie, 1968, wydanie I (poemat);
Cała jaskrawość, wyd. LSW, 1975 (opowieść);
Oto, 1979, (wywód);
Wybór wierszy, 1982
Fabula rasa (rzecz o egoizmie), 1982, (dialog filozoficzny);
Wiersze wybrane, 1982
Wiersze wybrane, 1983

  Jeśli ktoś dysponuje większą ilością informacji odnośnie powyższych wydań (red. wydania, nakład itp.), proszę o kontakt przez formularz kotaktowy, można w nim załączyć ew. skan okładki. W razie kłopotów proszę pisać na adres: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript..

  Proszę również o pomoc w przypadku dostrzeżenia jakichś błędów, które mogły wyniknąć z przeoczenia, jakie teraz trudno zweryfikować, choć mam nadzieję, że takie się nie przekradły:) Dziękuję również wszystkim, którzy przesłali mi informacje nt. swojego egzemplarza książki!!!:)

Szerszy opis najnowszych książek publikujemy w dziale Nowe książki.

Jeden dzień, Czytelnik, 1962, Wydanie I

- Dużo ognia, Iskry, 1963, poemat, Wydanie I. 59 stron, okładka miękka.


1966falujac
Falując na wietrze, Czytelnik, 1966, Wydanie I
nakład: 5280, ark. druk. 11,25, papier druk.
m/gł. 78X90, kl. III, oddano do składania 14. VIII. 65 r., podpisano do druku 21. III. 66 r., druk ukończono w kwietniu 1966 r.,
Drukarnia Prasowa w Krakowie, cena zł 10

Poemat.
Cała jaskrawość, Czytelnik, Warszawa 1969, Wydanie I
Nakład 6280 egz., stron: 248
Oddano do składania: 3 IV 1969
Podpisano do druku: 19 IX 1969
Druk ukończono w październiku 1969 (Szczecińskie Zakłady Graficzne; papier druk. kl. V)
Obwolutę i okładkę projektował Marian Stachurski
Wymiary: 18,5 cm / 10,5 cm
Cena: 13,- zł

Z notki na obwolucie:
Dotychczasowy dorobek Edwarda Stachury został już oceniony wysoko przez krytykę literacką i przez czytelników, czego dowodem jest nagroda przyznana autorowi przez Stowarzyszenie Księgarzy Polskich. Nowa powieść Stachury to relacja paru tygodni życia dwoch młodych ludzi, którzy jako "dzisiejsze poetyckie wagabundy" wędrują po Polsce i najmują się do pracy. Własny styl, swoista poetyka, własna wizja świata cechują ten utwór, oparty jednak na realnych obserwacjach, pełen humoru i na wskroś oryginalny.
1971czytelnik2

Siekierezada albo zima leśnych ludzi, Czytelnik, Warszawa 1971, Wydanie I
nakład: 7290, ark. druk. 15,25,
papier druk. m/gł 92X114, kl. IV, oddano do składania 8 II 1971 r., podpisano do druku 8 IX 1971 r., druk ukończono w listopadzie 1971.,
Drukarnia Narodowa w Krakowie., cena zł 13
Obwolutę i okładkę projektował Marian Stachurski

Na obwolucie nota biograficzna autorstwa H. Berezy. Takie oto słowa czytał o sobie poeta: "(...) Stachura pisze całym sobą, wszystko w nim jest podporządkowane pisaniu, poza pisaniem Stachura w ogóle nie istnieje. Tylko na pozór Stachura żył także wtedy, kiedy nie pisał. Tylko na pozór studiował na uniwerystetach w Lublinie, w Warszawie i Meksyku. Stachura żyje, gdy pisze, a poza tym nie żyje wcale. (...) Naprawdę życie Stachury jest życio-pisaniem. Jego pisarstwo jest tożsame z jego życiem, jedno z drugiego wynika, jedno jest drugim, jest to jedność, jedność nierozdzielna, jedność całkowita. (...) Życio-pisanie Stachury jest dramatem czystym, dramatem nieustannym i na całe życie, dramatem bez rozwiązania. Henryk Bereza"

 

Piosenki, LSW (Pojezierze?), Warszawa 1973, nakład: 1000 egz., wydanie I
72 strony

1974cala0
1974cala1 1974cala2 1974cala3

Cała jaskrawość, 1974, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, wydanie II
Nakład: 10 000 + 290 egz.
Pap. masz. gładzony kl. IV, 65 g 76x92 z fabryki w Kluczach
Oddano do składania 11.12.1973 r.
Podpisano do druku 20.02.1974 r.
Druk ukończono w marcu 1974 r.
opracowanie graficzne Jan Sawka (patrz foto) 

Drugie wydanie powieści. Na obwolucie zdjęcie E.Stachury i znany tekst notki biograficznej ("Zawsze odczuwałem jakąś niechęć (...) do spisywania życiorysu (...)" itd. (Patrz zdjęcie).

 

Wszystko jest poezja, PIW, 1975, wydanie I
stron: 292

opowieść-dziennik
Siekierezada, albo zima leśnych ludzi, Czytelnik, 1975, wydanie II
stron: 176
format 180x110 mm
okładka miękka

Drugie wydanie powieści.
Się, LSW, 1977, wydanie I.

Zbiór opowiadań.

Opowiadania, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1977, wydanie I.
nakład: 10 000 + 305 egz.
druk ukończono w grudniu 1977 r.
stron: 280.

Wznowienie dwóch pierwszych zbiorów opowiadań Stachury: Jeden dzień i Falując na wietrze.

 

Dużo ognia i tak dalej, Wydawnictwo Poznańskie, 1978, wydanie I.
Nakład: 5000 + 290 egz.

Tomik zawiera 4 poematy w tym Missa Pagana drukowaną po raz pierwszy (pozostałe: Dużo ognia, Przystępuję do ciebie i Po ogrodzie niech hula szarańcza były wydane w osobnych wydaniach książkowych w latach 60.).
Brak poematu Kropka nad ypsilonem ze względu na cenzurę polityczną:)
Fabula rasa (rzecz o egoizmie), Pojezierze, Olsztyn 1979, wydanie I
redaktor techniczny: Elżbieta Skóra
nakład: 7 000 egz. stron: 176

Pierwsze wydanie. Ciekawe, że rozkład tekstu jest nieco inny niż w Poezji i prozie (tj. w tzw. 'dżinsowym wydaniu'). Z danych technicznych zamieszczonych na ostatniej stronie dodać można, że przekazano do składania w grudniu 1978r., druk ukończono w sierpniu 1979 (tj. już po śmierci Stachury), papier drukowy II kl.
Piosenki, Pojezierze, Olsztyn 1980, wydanie II, nakład: 7000 egz.
80 stron

Kolejne wydanie tekstów piosenek Stachury, a oprócz tego dodatek z zapisem nutowym na różne instrumenty.
Poezje wybrane, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza 1980
148 stron

Poezja i proza w wydaniu pięciotomowym, Czytelnik, Warszawa 1982, wydanie I
pod redakcją: Henryka Berezy, Ziemowita Fedeckiego i Krzysztofa Rutkowskiego
nakład: 30 320 egz. stron: sporo:)

Niemal (?) całkowity zbiór dzieł Stachury kiedykolwiek przeznaczonych do publikacji, a także tych jeszcze nie publikowanych, w zbiorze znaleźć można opowiadania, powieści, wiersze, poematy, piosenki, artykuły, przekłady autorstwa Stachury (np. tłumaczenia dzieł Borgesa), dzienniki, a także komentarze redaktorów wydania (m.in. "Poeta jak Nikt", "Życiopisanie").
Zbiór podzielono na pięć tomów, każdy oznaczony oddzielnym numerem.
1982wyborwierszy

Wybór wierszy, Młodzieżowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 1982, wydanie I
Wybór i wstęp: Ziemowit Fedecki
nakład: 9650 + 350
podpisano do druku w październiku 1982
ISBN 83-203-1671-5
oprawa graficzna: Ryszard Kryska

 

Zbiór wierszy, fragmentów poematów, piosenek E. Stachury w poręcznej i atrakcyjnej graficznie formie.

Poezja i proza w wydaniu pięciotomowym, Czytelnik, Warszawa 1984, wydanie II
pod redakcją: Henryka Berezy, Ziemowita Fedeckiego i Krzysztofa Rutkowskiego
nakład: ? egz.

j.w.
  Fabula rasa (rzecz o egoizmie), Wyd. Pojezierze, Olsztyn 1985, wydanie III
nakład: 29650 + 350 egz., stron: 176

Jak w tytule.
Piosenki, Wyd. Pojezierze, Olsztyn 1986, wydanie III
pod redakcją: Sławomira Fafińskiego
nakład: 99 650 + 350 egz., stron: 96

Zbiór kilkudziesięciu piosenek Stachury, część wydania stanowi zapis nutowy niektórych z nich.
Poezja i proza w wydaniu pięciotomowym, Czytelnik, Warszawa 1987, wydanie III
pod redakcją: Henryka Berezy, Ziemowita Fedeckiego i Krzysztofa Rutkowskiego
nakład: 50 320 egz.

j.w.
  Taki wieczór choć rano, Młodzieżowa Agencja Wydawnicza, 1987
pod redakcją: Józefa A. Grochowiny
nakład: 100 000 egz., stron: 170

Zawiera wybór z "Pieśni", fragmenty "Dużo ognia", "Przystępuję do ciebie" i "Po ogrodzie..." (jak mozna taki poemat kroić na fragmenty - chyba jełop poetycki musiał to robić jakiś). Są również piosenki, "Kropka nad ypsilonem", "Missa pagana" i "List do pozostałych".
Się, LSW, Warszawa 1988, wydanie IV
nakład: 49650 + 350 egz., stron: 146

Opowiadania.
  Taki wieczór choć rano, Młodzieżowa Agencja Wydawnicza, 1989

Wiersze.
Postscriptum, Kurpisz i Pogonowski, Warszawa 1989, wydanie I
pod redakcją: Wojciecha Pogonowskiego
nakład: 59850 + 150 egz., stron: 80

Słuchowisko El condor pasa, nowele filmowe: Głuchoniemy i Obiad u Potęgowej..., opowiadania: Piosenka bez słów i Wylewy niespodziewane, ponadto Pogodzić się ze światem oraz fragment Wszystko jest poezja. Sporo z powyższego oddane zostaje do publikacji po raz pierwszy właśnie z niniejszym wydaniem. Postscriptum jest swoistym uzupełnieniem do dżinsowej Poezji i prozy, o czym wspomina redaktor tegoż wydania we wstępie, a także stara się sugerować okładka - również jak tam - dżinsowa.
1991takiwieczor Taki wieczór choć rano, ANAGRAM, Warszawa 1991


Kieszonkowy wybór wierszy i poematów.
1994milosc Miłość w poezji - poezja w miłości, Sternik, 1994
stron: 130
okładka: twarda

1991takiwieczor Taki wieczór choć rano, Anagram, 1995
stron: 205


1995dolina Dolina obiecana. Poematy - wiersze - piosenki, Wyd. El-Press, Lublin 1995
stron: 240


Wiersze, C&T, Toruń 1995
pod redakcją: Pawła Marszałka
stron: 195

Wiersze, poematy, piosenki.
Słysz wołanie!, Wyd. Brzesko, 1995
twarda oprawa
Format: 8x12,2 cm
Ilość stron: 184
ISBN: 83-86003-10-3


Zbiór wierszy.
Wiersze, C&T, 1995

zbiór wierszy
Fabula Rasa, wyd. Ewa Korczewska, Warszawa 1996, wydanie I

Fabula rasa.
  Słysz wołanie, AWH "Brzesko", Toruń 1997
pod redakcją: Patryka Michała Smułki
nakład: ?, stron: 188

Zawiera sporo piosenek, dużo wierszy, fragmenty Przystępuję do ciebie, Missa paganę i (uwaga!) - sporo przekładów. Na końcu zamieszczono kalendarium życia i twórczości.
Się, wyd. Ewa Korczewska, 1998, seria: Proza
stron: 192
ISBN: 83-904878-7-X
liczba stron: 187
wymiary: 130 x 200 mm
okładka miękka

zbiór opowiadań
Cała Jaskrawość, wyd. Ewa Korczewska, Warszawa 1999, wydanie I
stron: 192

...
Fabula rasa, wyd. Ewa Korczewska, 1999
ISBN: 83-904878-9-6
liczba stron: 199
wymiary: 130 x 200 mm
okładka: miękka
Siekierezada, Siedmiogród, Wrocław 1999
stron: 144

Okładka miękka, śliska, kolorowa (kadr z filmu - z Kaziukiem trzymającym siekierę).
Wiersze pozostałe, C&T, 2000
redaktor wydania: Paweł Marszałek
stron: 150

Wydanie zawiera wiersze, piosenki, Kropkę nad ypsilonem, List do pozostałych, Oto ...
Fabula rasa, C&T, 2000
ISBN: 83-87498-54-8
liczba stron: 175
wymiary: 140 x 200 mm
okładka twarda

dialog filozoficzny
Cała jaskrawość, C&T, 2000
twarda oprawa
format: 14x20 cm
stron: 178, ISBN: 83-87498-68-8

Cała jaskrawość - powieść.
Opowiadania, C&T 2001
liczba stron: 124


Opowiadania z Jednego dnia i Falując na wietrze.
Liryki najpiękniejsze, ALGO, 2001
twarda okładka
Format: 12x17cm
stron: 95, ISBN: 83-88033-54-9


Wybór wierszy.
Cudne manowce, Libros, 2001
stron: 384


Siekierezada, C&T, 2002

Życie to nie teatr (wiersze i piosenki), ANAGRAM, 2002
miękka oprawa
, stron: 232
Antologia poezji Lat Sześćdziesiątych
pod redakcją Jerzego Leszina
wymiary: 68 x 98 mm, ISBN: 8386086175

Zbiór wierszy. Książka należy do serii publikacji poezji wydanych podobnej oprawie graficznej, niniejszy tomik oprawiony jest opaską W 65. rocznicę urodzin poety.
Listy do pisarzy, ISKRY, 2006
twarda oprawa
ISBN: 8324400001

Pierwsze książkowe wydanie listów Edwarda Stachury, pracowane przez Dariusza Pachockiego.
Cała jaskrawość, Czytelnik, sierpień/wrzesień 2006, wydanie V
oprawa: miękka
format: 115x185 mm
strony: 228
ISBN: 83-07-03080-3, 978-83-07-03080-7

Pierwsza powieść Stachury, Czytelnik publikuje ją tym razem w Serii kieszonkowej.
2007mojewielkie Moje wielkie wędrowanie, Czytelnik, 2007, wydanie I

Pierwsze od dawna wydanie niepublikowanej twórczości prozatorskiej E. Stachury. Zbiór zawiera kilka młodzieńczych opowiadań, które nie znalazły się w żadnym z trzech zbiorów opowiadań poety.
Więcej na ten temat w dziale Nowe książki.
2007listydodanuty Listy do Danuty Pawłowskiej, PIW, 2007
Wstęp i opracowanie: Dariusz Pachocki
Wspomnienie o Stachurze i tekst Listy równoległe: Danuta Pawłowska-Skibińska
Wydanie I

Zbiór zawiera nigdy dotąd niepublikowane listy, udostępnione przez przyjaciółkę E. Stachury, Danutę Pawłowską. Listy rzucają zupełnie nowe światło na biografię poety.
Więcej na ten temat w dziale Nowe książki.
Poezje, 2010
oprawa: twarda
strony: 178


Się, Wyd. Replika, luty 2010
oprawa: miękka
format: 130x200 mm
liczba stron: 220



ANTOLOGIE I TŁUMACZENIA
Edward Stachura, Włodzimierz Wysocki i Leonard Cohen
Piosenki, Młodzieżowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 1989, wydanie I
pod redakcją: Józefa Andrzeja Grochowiny
nakład: 99700 + 300 egz., stron: 176

Warto nabyć ten zbiorek, dostępny zazwyczaj w cenie kilku złotych w antykwariatach, choćby ze względu na tekst nt. twórczości każdego z autorów i krótką biografię, a także historię twórczości (w przypadku Stachury dowiadujemy się, że w roku 1985 wydano 2 longplay'e: wykonań autorskich i Anny Chodakowskiej, również wtedy nakręcono film na motywach Siekierezady. Niestety notka nt. dziejów twórczości z naturalnych względów nie sięga poza rok wydania Piosenek).
Jacek Kaczmarski, Edward Stachura i Leonard Cohen
Piosenki, ANAGRAM, 2005
pod redakcją: J.A.Grochowiny i M.Koperskiej
stron: 172

J.L.Borges
Nowa antologia osobista, Wydawnictwo Literackie, 2006
Tłumaczenie: Andrzej Sobol-Jurczykowski, Edward Stachura, Stanisław Zembrzuski
oprawa miękka
ISBN /ISSN: 83-08-03882-4
stron: 285

Proza.




Niektóre książki dotyczące Edwarda Stachury.
Marian Buchowski
Edward Stachura. Biografia i legenda, Kamerton, Opole 1993
ISBN: 83-85971-00-9
liczba stron: 382
wydanie drugie
okładka miękka

Książka składa się z dwóch części, w pierwszej autor w ciekawy sposób opisał życie Stachury, przetykając je fragmentami listów, dokumentów, dzienników... W drugiej części zostały zamieszczone wypowiedzi osób, które znały poetę.
Waldemar Szyngwelski
Sobowtór w labiryncie. Proza artystyczna Edwarda Stachury, Oficyna wyd. RYTM, Warszawa 2003
ISBN: 83-88794-88-4
liczba stron: 388
wydanie I
okładka miękka

Ciekawa interpretacja literatury Stachury, wskazująca na rozdźwięk między biografią a bohaterami poety. W wiarygodny sposób twórczość literacką poety przestawia się tutaj jako niezależny zamysł artystyczny i jako taki zostaje on tutaj zanalizowany. Wątki autobiograficzne i sugerowanie szczerości - zwłaszcza we wczesniejszych dziełach - mają być narzędziem Stachury do zwiększenia wiarygodności. Równocześnie z tą książką autor wydał Kalendarium, będącym dobrym, acz hermetycznym w formie, uzupełnieniem do Buchowskiego.

     Jest to dział przeznaczony na wszelkiego rodzaju artykuły na temat Edwarda Stachury. Zamieszczone zostały tutaj ciekawsze teksty, komentarze, wyciągi z niedziałającej już listy dyskusyjnej Stachuriady, artykuły itp. itd. Mam nadzieję, że dział ten będzie się rozwijał i tym samym służył inspiracją do przemyśleń czytelnikom Stachury, jak i piszącym o nim wszelakie prace. Zachęcam do przesyłania własnych dzieł poświęconych Stachurze, prac licencjackich i mgr, chętnie je tutaj zamieścimy.

     Poszczególne teksty dla ułatwienia staram się tytułować bądź tytułem, bądź poruszanym tematem. Teksty zostały opublikowane tutaj nie dlatego, że zgadza się z nimi redakcja Stachuriady (choć niekiedy bywa i tak), ale dlatego, że zostały uznane za wartościowe i wnoszące do dyskusji o poezji Stachury nowy punkt widzenia.

     STRONA W ODBUDOWIE

 

     Urodziłem się 18 VIII 1937 r. w Pont-de-Cheruy (dep. Isere) we Francji. Dzieciństwo miałem spokojne i piękne. Kiedy miałem 7 lat, śniło mi się, że posiadam zdolność lotu. W tym czasie zacząłem uczęszczać do francuskiej szkoły elementarnej i sny zaczęły się zmieniać jak nowe obrazy w fotoplastykonie. Drugą wojnę światową pamiętam tylko ze smaku czekolady, którą obdarowywali nas Amerykanie. Pamiętam jeszcze pająka na suficie naszej piwnicy, w której musieliśmy się ukrywać przez dwa tygodnie.

     Kiedy miałem 11 lat, rodzice doszli do wniosku, że należy opuścić słodką Francję i powrócić do jeszcze słodszej Polski. Nie rozumiałem jeszcze wtedy słowa: nostalgia. Teraz dopiero rozumiem, ileż smutku się w nim zawiera. Z opowiadań i książek słyszałem dużo o wilkach grasujących w Polsce. Nie widziałem nigdzie wilków, ale nie mogłem się spodziewać, że tak małe będzie moje rozczarowanie.

     Osiedliliśmy się w ponurym miasteczku, w Aleksandrowie Kuj. Było to kiedyś graniczne miasteczko i słynęło szeroko z przemytu. Tutaj skończyłem szkołę podstawową. Ponieważ wykazywałem wysokie zdolności, oddano mnie do gimnazjum w Ciechocinku, żeby zrobić ze mnie "inżyniera" lub "doktora". Po trzech latach przeniosłem się do liceum ogólnokształcącego w Gdyni, które ukończyłem i gdzie do tej pory otoczony jestem legendą, jak wyczytałem w tamtejszej szkolnej gazetce. Jeden rok, tzn. 1956, włóczyłem się po Polsce napotykając wszędzie ślady wilków, a nigdy ich samych. Potem zacząłem studiować filologię francuską na KUL-u, gdzie doskonała dobroć kilku osób wzruszyła mnie do głębi. Studia przerwałem przede wszystkim z własnej winy, a może z winy wierności tradycjom moich wielkich "ancetres".

     Powyższy tekst pochodzi (jak podaje przypis w piątym tomie Poezji i prozy pod red. Krzysztofa Rutkowskiego) z życiorysu Edwarda Stachury, złożonego przez niego w sekretariacie KUL-u. Nie ma chyba sensu przedstawiać tu szczegółowej biografii tego człowieka. Pragnę tylko pokrótce opisać jego niezwykle barwną historię.

     Stachura całe swoje życie poświęcił pisaniu. I wszystkie jego podróże (po Polsce, do Norwegii, na Węgry, do Meksyku) zostały przez niego opisane. Według krytyka literackiego, Henryka Berezy, Stachura pisze całym sobą, wszystko w nim jest podporządkowane pisaniu, poza pisaniem Stachura w ogóle nie istnieje. Tylko na pozór studiował na dwóch (czy nawet trzech) uniwersytetach. Tylko na pozór wie cokolwiek o czymkolwiek, co nie jest jego pisaniem i jego pisarską wiedzą. Stachura żyje, gdy pisze, a poza tym nie żyje wcale. (...) Proces twórczy w szerokim rozumieniu jest u niego jedyną formą kontaktu ze światem.

     Jeżeli wierzyć (a czemu nie?) temu, co opisuje w swoich książkach Edward Stachura, osiągnął on, choć na krótko, najwyższy poziom szczęśliwości. Przedtem zerwał kontakty ze swoją rodziną i najbliższymi motywując to tym, że od tej pory chce ich traktować wyłącznie jako bliźnich, na równi z innymi (a raczej innych na równi z nimi). Swoją stopniową przemianę opisał w brulionach opatrzonych tytułem: Miłość czyli życie, śmierć i zmartwychwstanie MICHAŁA KĄTNEGO zaśpiewana, wypłakana i w niebo wzięta przez edwarda stachurę. Pisarz stopniowo przestawał pisać o sobie jako o Edwardzie Stachurze, przekształcając się w późniejszego bohatera Się, Michała Kątnego. Wraz z początkiem Fabula rasa, zmienił się w człowieka-nikt. Teksty Fabula rasa i Oto opisują tę postać na tyle dokładnie, by czytelnik mógł wczuć się w nią i przyjąć proponowaną przez autora postawę filozoficzną.

     28. maja 1979 roku Stachura (już znowu jako Stachura) w dzienniku Pogodzić się ze światem wspomina: Dwa lata temu, na początku 77 straciłem bezboleśnie Wszystko. Wkrótce potem otrzymałem nowe Wszystko. Byłem na wielkiej górze. Trwało to ponad dwa lata. (...) W końcu marca i w pierwszych dniach kwietnia [1979] zaczęły dziać się ze mną niesamowite rzeczy. W trakcie tego najechał na mnie pociąg, czy sama lokomotywa, nie wiem tego dotąd. (...) Znowu utraciłem wszystko, ale tym razem nieopisanie boleśnie. I tak trwa od prawie dwóch miesięcy. Jestem jakby pozbawiony zmysłów. Uczę się smakować to, co widzę, słyszę, dotykam, to co jem., to, co tu teraz piszę. Podczas wypadku z elektrowozem stracił Stachura cztery palce prawej dłoni. Wówczas dopiero docenił pomoc innych ludzi, której jako człowiek-nikt nie potrzebował, co więcej, pisał, że człowiek gdyby choć raz w życiu na przeciąg nieskończonego ułamka sekundy nie potrzebował pomocy i uświadomił to sobie w pełni, i był stanem-niepotrzebującym-pomocy, nigdy więcej pomocy by nie potrzebował i rozumiałby, czym jest prawdziwa pomoc.

     Człowiek-nikt oczywiście nie potrzebował pomocy i "wiedział", że nigdy już jej potrzebować nie będzie. Uważał, że zaczęło się dlań nowe, wieczne życie - narodził się ponownie wraz ze śmiercią człowieka-Ja. Okazało się to niestety tylko "wydawaniem się". Autorytet człowieka-nikt został podważony głównie przez jego osąd, że ludzie-Ja nie wiedzą nic, a to co niby wiedzą, zdaje im się tylko (Sokrates). Wszystko wie jedynie człowiek-nikt. Upadek z tej wielkiej góry był bardzo bolesny i zakończył się samobójstwem poety 24. VII 1979 r.

     Jeżeli jesteś zainteresowany dokładną biografią Edwarda Stachury, polecam ci książkę Mariana Buchowskiego pt. Edward Stachura - biografia i legenda. Jest niezwykle ciekawie napisana, obfituje w rozliczne epizody z życia poety, wywiady, dokumentacje, a także ustosunkowuje się do legendy, jaką obrosła ta postać.

Apolinary POlek

Strona 15 z 15

       Dziękujemy Rodzinie Edwarda Stachury za zgodę na wykorzystanie wizerunku i fragmentów twórczości Poety.

     Zapraszamy do wirtualnego zwiedzania domu rodzinnego Edwarda Stachury

     TV Stachuriada to nasz kanał telewizyjny na You Tube. Zapraszamy do oglądania i subskrybowania.

 ZAPRASZAMY DO WSPÓŁPRACY

     Stachuriada.pl cały czas jest na etapie tworzenia (nie wiadomo, czy ten proces zostanie kiedykolwiek zakończony). Co więcej, w żadnym wypadku nie jest tworem zamkniętym na pomoc z zewnątrz, szerszą współpracę, czy drobne uwagi nie tylko od znawców tematu, bo każdy zainteresowany Edwardem Stachurą jest mile widziany. Chodzi przede wszystkim o to, by znalazło się tutaj jak najwięcej informacji, które chcielibyście tutaj widzieć, a także te, o których chcielibyście powiedzieć innym (począwszy od imprez, koncertów w waszej okolicy, skończywszy na własnych przemyśleniach, artykułach, sugestiach odnośnie technicznej strony Stachuriady). Nasze skromne grono redakcyjne z chęcią przyjmie nowych, stałych współpracowników. Zapraszamy również do udzielania się na  FORUM , albo do bezpośredniego kontaktu z nami poprzez KONTAKT e-mailowy.