„Wrocławska Tancbuda” i spotkanie z Basią Rejek

     Dokładnie 4 grudnia 2019 roku we wrocławskim Klubie Kosmos, odbyło się spotkanie z Basią Rejek, która promowała książkę inspirowaną twórczością Edwarda Stachury pt. „Wrocławska Tancbuda”.

     Oto zapis tej rozmowy, którą miałem okazję poprowadzić, oraz zapowiedzieć występ Dawida Gębali, który wyśpiewał filozofię Edwarda Stachury z „Fabula rasa”.

 

” Zawsze jest dobry dzień na olśnienia,

zawsze jest nowy dzień, pierwszy dzień świata”.

         Wrocławska Tancbuda - Barbara Rejek

Krzysztof Wiśniewski: - Spotkaliśmy się rok temu, kiedy opowiadałaś o Powodziance. Odsyłam do naszego wywiadu-rzeka, w którym rozmawialiśmy jak zafascynowałaś się Stachurą i jak on wpłynął na Twoje życie. Jeśli kiedyś może będzie czas to powrócimy do tych rozważań, ale dzisiaj skupimy się na czymś innym. Właśnie ukazała się „Wrocławska Tancbuda” (tym razem już w wersji papierowej), której Powodzianka stanowi pierwszą część. Znajdziemy tu również Poczekalnię W i Przystań nad Odrą. Dlaczego połączyłaś te książki w jedną całość i wydałaś jako trylogię? Co je łączy? Czy to przez filozofię Stachury?

Barbara Rejek: - Wszystkie to opowieści o miłości we wrocławskiej scenerii, przeplatane dodatkowo opowiadaniami refleksyjno-medytacyjnymi, a w ostatniej części są również bajki filozoficzne tzn. Edzinki. Są to bajki świąteczno- zimowe dlatego cieszę się, że Wydawnictwo zdążyło przed Bożym Narodzeniem, gdyż uważam, że książka będzie wspaniałym prezentem gwiazdkowym. Ale wracając do pytania, to faktycznie głównym spoiwem wszystkiego jest filozofia Stachury, ale też styl w jakim piszę, czyli poezja poetycka.

K.W.: - Powodziance dużo jest o śmierci , w pozostałych również, nie uważasz, że to śmierć ,a nie miłość są głównym tematem Twoich opowieści?

B.R.: - Śmierć czy właściwie trudne sytuacje to punkt wyjścia do rozważań o życiu we Wrocławskiej Tancbudzie. A dla mnie podstawą życia jest Miłość. Starta bliskiej osoby czy tęsknota za drugim człowiekiem pokazuje jak bardzo kogoś kochamy. We wstępie do książki, za który Ci serdecznie dziękuję, napisałeś, że odkryłeś ,że to właśnie miłość nadaje sens wszystkim przedstawionym przeze mnie historiom. I bardzo się cieszę ,że to zaakcentowałeś. Wierzę w miłość i wierzę, że to właśnie ona jest motorem życia. Miłość do Człowieka, ale również Miłość do Życia.

K.W.: - Ale jednak umieramy i dużo piszesz o niestałości szczęścia? Czy według Ciebie, miłość zawsze musi wiązać się z cierpieniem?

B.R.: - Tak i to jest jedna z lekcji, którą dał mi Stachura i którą chcę przekazywać dalej. Tak zwana Cała Jaskrawość. Życie w pełni to akceptacja dobrego i złego , bez tego życie jest nieprawdziwe. Nauczyć się cieszyć i błogosławić dar życia, gdy układa się wszystko pomyślnie, ale również wtedy, gdy jesteśmy w nieszczęściu i biedzie. To jest życie. Doświadczenie moje i innych na to wskazuje, że tak jest. Nikogo nie omijają nieszczęścia- te miłosne również, różnią się tylko nasze podejścia, dla niektórych życie to pasmo problemów, dla innych wyzwań.

K.W.: - W Twojej Śmierć książce przybiera nie tylko aspekt biologiczny, czy mam rację?

B.R.: - Jeśli skupiamy się na aspekcie biologicznym śmierci, to mówię o tym głównie w Powodziance. Aczkolwiek śmierć to nie tylko akt cielesny, najgorsza jest śmierć duchowa, ta za życia jeszcze. Czekając na to „lepsze”, przestajemy żyć chwilą obecną i przestajemy dostrzegać piękno wokół siebie, w drobiazgach, które nas dotykają każdego dnia, takich jak uśmiech dziecka czy merdanie ogonem przez psa, nie wspominając już o aromatycznym zapachu kawy. Bohater pewnego filmu dla dzieci mówi: +Umieramy raz, a żyjemy codziennie”. Często o tym zapominamy i zamiast zaczynać dzień od wielbienia Stwórcy Wszechświata i dziękowaniu za to co mamy, zaczynamy dzień od listy nieszczęść i narzekań na tego ,czego nie mamy, czego nam brakuje i wyliczanki, co inni mają , czy co potrafią lepiej od nas. Często też wstajemy tylko po to, by wyliczać błędy innych i cieszyć się z ich potknięć, żyjemy życiem innych , zamiast swoim. To jest utrata życia, którą ukazuję w Poczekalni W. Ostatnią formą śmierci, o której mówię, głównie w Przystani nad Odrą, jest śmierć stosunków międzyludzkich. Stosunki rodzicielskie przybierają postać miłości zakupowej. I tak można dalej i dalej. Związki partnerskie zamiast nas budzić do życia, zabijają nas. Relacje partnerskie czy nawet przyjaźnie to coraz bardziej sztuczne stosunki biznesowe, gdzie już nie ma czasu na spontaniczność i zwykłe nasiadówki z drugim człowiekiem, ale po pierwsze trzeba wcisnąć przyjaciela w grafik, co nie jest łatwe w dzisiejszym kooperacyjnym świecie zawodowym, a po drugie to trzeba mieć z tego korzyść. Pogubiliśmy się i jeśli się nie obudzimy, poumieramy wszyscy przy swoich Fecebookowych znajomych. Ja oczywiście nie wykluczam siebie, bo niestety zabijam się również w tej machinie i cholernie błądzę w tym świecie wirtualnym. Oczywiście nie wszystko zło w tej przestrzeni, są rzeczy dobre , jak Twój portal, ale nawet najlepsze rzeczy mogą zostać wykorzystane źle. We Wrocławskiej Tancbudzie szukam Miłości i prawdziwych relacji, by obudzić siebie samą ze śmierci. Wbrew pozorom myślę, że jest to bardziej książka o życiu , niż o śmierci. A ostania jej część, czyli bajki świąteczno- zimowe, to tylko zachwyt nad Życiem i Miłością. I te dary dostałam od Edwarda Stachury i nie mogę się nimi nie dzielić.

K.W.: - Jakie inne   lekcje z filozofii i twórczości Stachury znajdziemy w Twojej książce?

B.R.: - Kolejną lekcją jest myśl o samopoznaniu z Fabula Rasa, która jako pedagoga dotyka mnie chyba najgłębiej! Stachura mówi, że największą nauką jest samopoznanie, zdolność przyglądania się sobie. Już o tym wspomniałam wyżej. Tak bardzo zgłębiamy się nad pytaniami i nieistotnymi kwestami dla nas samych , dla naszego samorozwoju, że aż naprawdę przykro. W Przystani nad Odrą ujęłam to słowami żalu i skruchy:” Żałuję, że jest nas siedem miliardów niewykorzystanej energii. Naprawdę szkoda nas.”

Tak bardzo skupiamy się na innych, na ich błędach, ich osobowościach, cechach charakteru, że zupełnie zapominamy o sobie, o swoim odczuciach i tego co my naprawdę chcemy od życia. Zamiast szukać Dobra w sobie, szukamy zła w innych i tak zabijamy się, Zapominamy o rozwoju własnych talentów i pasji, bo nie starcza nam czasu na to po 10-godzinnym przyglądaniu się innym i 20 -godzinnym dniu pracy, którą sami nie wiemy w jakim celu wykonujemy. Nie rozwijamy się również, bo ładujemy się w związki, tyko po to, żeby z kimś być, żeby nie odczuwać samotności. Bohaterka Przystani doznaje przebudzenia się po 10 zmarnowanych latach, ale tak wielu z nas nigdy się nie doczeka tej chwili, bo boją spędzenia nawet jednego dnia z samym sobą. Przykro, że ludzie umierają nie poznawszy jak wielkim darem byli i jak wiele mogli wnieść do tego świata, gdyby tylko przestali bać się Samotności i wykorzystali ja na przypatrywanie się sobie. Uwierzmy w moc sprawczą w sobie, bo świat czeka na nas i na naszą moc twórczą.

Mogłabym tak długo , mogłabym przytaczać tu Stachurę i Junga, ale i mam nadzieję, że po lekturze „Wrocławskiej Tancbudy” czytelnik powie sobie- :”Dobra, pora zrobić coś z tym swoim życiem, pora poznać swoje dobre i słabe strony, esencję swojej egzystencji” i nie tylko powie , ale wstanie i coś z tym swoim życiem zrobi i wyżyje je tak, tak , by tej „szalonej wariatce” nic nie pozostawić.

Zachwyt, olśnienia ,”wszytko jest poezja’ to najcudowniejszy podarunek od Edwarda i tego trzymać się chcę. I do stachurowego samopoznania dodam jeszcze termin, który ujmuje mnie ostatnio nieziemsko samo zrozumienie, czego nam wszystkim ogromnie życzę.

I dodam jeszcze, że pomimo tego ,że mówimy tutaj o lekcjach, muszę zaznaczyć ,że mam na myśli nauczanie przez życie, nie czysto moralizatorskie. Przytoczę tu Henryka Berezę, który uważa, że książki powinno się pisać i czytać dla indywidualnej kultury duchowej człowieka. Nie powinno się pisać „ku pokrzepieniu serc” czy dla propagowania idei. Sztuka, według Berezy , powinna jak najpełniej wyrażać osobowość twórcy, a czytanie powinno wynikać z ciekawości drugiego człowieka. Stosunek pisarz- czytelnik to układ partnerski. Zatem mam nadzieję, że Wrocławska Tancbuda nie zostanie odebrana jako poradnik psychologiczny czy zapiski mądrości filozoficznych, ale jako pewien zbiór doświadczeń życiowych, z których inni mogą coś wyciągnąć dla siebie albo i nie. I tyle, nic więcej, nic mniej. Taka dla mnie jest również twórczość Stachury, jest spotkaniem z nim i wspólnym przeżywaniem różnych doświadczeń , bez dawania pouczeń.

K.W.: - Czy któraś z historii Wrocławskiej Tancbudy jest Ci szczególnie bliska czy też prawdziwa i można by ją nazwać twoim życiopisaniem ,jeśli przytaczamy już Henryka Berezę?

B.R.: - Hm, każda na swój sposób. Z pewnością Powodzianka jest najbardziej autentyczna, może nie pod względem historii bohaterki, ale zapis emocji po stracie bliskiej osoby jest w pełni prawdziwy i mam nadzieję, że zaboli troszkę czytelnika. I zawarta tam próba pogodzenia się ze światem. Poczekalnia W powstała właściwie na ochłodzenie i zdystansowanie, uspokojenie i w sumie nie ma w niej żadnych wątków autobiograficznych, poza adoracją Zbyszka Cybulskiego. Przystań na Odrą jest mi szczególnie bliska, głównie ze względu na relację matka-dziecko. Chronologicznie to właśnie ta ostatnia część zaczęła rodzić się jako pierwsza w postaci zapisków moich dylematów rodzicielskich. W końcowej fazie pisanie przybrały one postać bajek tzw. Edzinek, których tworzenie kontynuuję i ogromnie mnie to cieszy i kto wie, czy nie wyjdą one w postaci samodzielnej książki.

To tak przy okazji zapytam, dla Ciebie, która część najbardziej oddziałała na Ciebie, jeśli w ogóle któraś z nich, ,spytam Ciebie jako pierwszego czytelnika całości mojego dzieła życiowego?

K.W.: - Dlaczego piszesz o samobójstwie?

B.R.: - Bo zamachem na własne życie jest to o czym wspominałam wcześniej. Poza tym od zarania dziejów pytanie: „To be or not to be?”Być albo nie Być?’ to podstawowy dylemat egzystencjalny, na którym głowił się i Szekspir, i Stachura, i każdy szary człowiek – Czy naprawdę warto żyć?

K.W.: - Pozwolisz, że tu przeczytam fragment swoich słów ze wstępu do Wrocławskiej Tancbudy: „Autor „Siekierezady” zawsze był za tym, by każdy tworzył własne treści, jednak w swoich książkach jak i w życiu„ zaprasza do dialogu” z nim. Jak to rozumieć? Wydaje mi się, że poeta nie bez powodu umieszczał w swoich książkach zazwyczaj dwóch bohaterów: ego i alter ego. Rozmawiają oni ze sobą, tak jakby się rozumieli bez słów, i myśleli, i wiedzieli podobnie. Tak samo w życiu realnym Stachura był bardzo rygorystyczny w doborze przyjaciół, z którymi utrzymywał stały kontakt. Szukał osób, z którymi mógłby porozmawiać na tym samym poziomie. Dzisiaj za niego czynią to jego książki, zachwycając tych, którzy nie zatrzymują się tylko na jego samobójczej śmierci, tracąc tak naprawdę cenne i ważne rzeczy z jego dorobku. Zainspirowane osoby, tak jak Basia Rejek, pisząc własne książki w swoim stylu kontynuują ten dialog z poetą, dając tym samym potwierdzenie wielkiego znaczenia jego twórczości.”

Dziękuję zatem za kontynuowanie dialogu ze Stachurą i rozmowę ze mną.

B.R.: - Również dziękuję bardzo i zapraszam do lektury i dalszego dialogu…

i Życzę Dobrego czasu świąteczno-zimowego. Polecam Wrocławską Tancbudę jako dobry prezent pod choinkę. Chętnie wyślę osobiście z autografem, Zainteresowanych proszę o kontakt na adres mailowy Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. i jeśli ktoś będzie we Wrocławiu 7 stycznia zapraszam na urodzinowe spotkania autorskie i koncert promujący Wrocławską Tancbudę! Na zakończenie chciałabym zostawić Państwa z cytatem własnym z Edzinek mojej książki, który myślę, że najpełniej oddaje jej przesłanie: ” Zawsze jest dobry dzień na olśnienia, zawsze jest nowy dzień, pierwszy dzień świata”.

I tych olśnień życzę nam wszystkim, Poezji i zachwytu – w każdej chwili Nowego Roku, nawet w tych trudnych momentach. Wdzięczności w sercu, bo z tego rodzi się Miłość!”

I do spotkania na Cudnych Manowcach!

Miłości życzę wszystkim!

K.W.: - Ja dodam, że dla dwóch lub trzech czytelników mamy nagrodę… O tym jak ją wygrać, już niebawem.  Książkę z dedykacją można zakupić u autorki lub na stronie wydawnictwa Psychoskok lub innych księgarniach internetowych i nie tylko. Oto linki:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

http://www.psychoskok.pl/produkt/wroclawska-tancbuda/

https://bonito.pl/k-1137753-wroclawska-tancbuda

http://tylkorelaks.pl/866-wroclawska-tancbuda.html

Na zakończenie zastawiamy Państwa z jednym z odcinków Edzinek, czyli bajek filozoficznych z Wrocławskiej Tancbudy:

„EDZINKI” - Barbara Rejek

„Sześciokątny kształt zachwytu” 

Edzinek postanowił spędzić dzień w zachwyceniu, to znaczy zazwyczaj bywał rozpromieniony tym, co wokół niego, ale dzisiaj tak pięknie padał śnieg i ponoć każdy płatek śniegu ma inny kształt, więc chciał zachwycić się każdym z nich z osobna i posłuchać, jak każdy z nich upada na ziemię. Edzinek wiedział, że wszystko na świecie zawdzięcza swoje istnienie wiązaniom wodorowym i gdyby on był zbudowany trochę inaczej, to odczuwałby inaczej, myślał inaczej, chodził inaczej... Ale wtedy nie byłby Edzinkiem, tylko kimś innym. I gdyby płatki śniegu miały inną budowę niż tę, którą mają, to spadając na ziemię, mogłyby zabić zwierzęta i rośliny i rozwalić przy tym dom Edzinka i jego rodziny oraz złamać Gałązkę Jarzębiny. A wtedy to byłoby największe nieszczęście na świecie albo przynajmniej w lesie, w którym żył Edzinek. Ale na szczęście śnieżynki są tak powiązane w środku, że tworzą sześciokąty, i to sprawia, iż bezpiecznie i cichutko opadają z nieba, nie robiąc nikomu krzywdy. Bo są tak stworzone, by zadziwiały, a nie przestraszały. Inne istnienia mają tak połączone cząsteczki w sobie, że jak się pojawiają, to inni się ich boją, ale to nie są płatki śniegu, ani też Edzinek, a już na pewno nie jego Gałązka. Co nie oznacza, że te zatrważające stworzenia nie są potrzebne.

 – Gdzie idziesz, Edzinku? – zapytała mama Edzinka zdziwiona, że ten wychodzi z domu, a na dworze było bardzo zimno, tak zimno, że dzisiaj wszyscy siedzieli w środku i nie poszli do lasu, bo czasem i Zimowe Ludki wolą posiedzieć w ciepłym domku i wolą odpocząć sobie od pracy, ale tylko czasem. Jednak dziś właśnie był taki dzień... – Nie zostaniesz z nami i nie wypijesz odświętnie cieplutkiego kakao? Zaraz będzie gotowe – namawiała mama.

– Nie, mamusiu, wiesz, że ja wolę kakao mrożone, nawet odświętnie. Wiesz, że nie często jest tak zimno w naszej Zimowej Krainie jak dzisiaj, a najpiękniejsze płatki śniegu powstają właśnie wtedy, gdy jest bardzo zimno... Muszę iść, bo jeszcze się ociepli i wtedy nici z moich obserwacji i nasłuchiwań będą – odpowiedział Edzinek i poszedł na dwór, aby podziwiać zjawisko zwane śniegiem.

Gdy temperatura na zewnątrz spada poniżej dziesięciu stopniu (wiadomo, że Celsjusza, jak to się mówi, choć nie bardzo wiadomo, co oznacza to mówienie dorosłych), wtedy słychać trzeszczenie śniegu pod butami, oj, jakie to milutkie jest dla ucha. Edzinka porwało bardzo to śniegowe skrzypienie i zgrzytanie, chodził od drzewa do drzewa, wkoło drzewa, wydeptując trójkąt i czworokąt, biegał, skakał na jednej i dwóch nogach i sprawdzał kolejne dźwięki ulatujące spod jego stóp, i cieszyło go to bardzo, jak na przykład jedzenie czekolady. Zimowe Ludki zawsze noszą czekoladę w kieszeni zimowego płaszczyka, bo każdy z nich wie, że czekolada dodaje energii, a w zimie to potrzeba dużo energii i w związku z tym trzeba dostarczać organizmowi stałą dawkę czekolady. W domu Edzinka, w przedpokoju jest ulokowana specjalna lodówka tylko na czekolady i przed wyjściem, kiedy się Edzinek czy ktoś inny z jego rodziny już ubierze w płaszczyk, czapkę i szalik, wkłada do kieszeni jedną czekoladę. Jest to jakby część stroju zimowego Zimowych Ludzików. I jeszcze warto tu dodać ciekawostkę przekazaną wszystkim członkom rodziny Edzinka przez dziadka Edzinka, który wyczytał w gazecie, że pewien pan udowodnił naukowo, iż jeśli będzie się jeść więcej czekolady, to się będzie mądrzejszym i wtedy jest większa szansa, że się zdobędzie Nagrodę Nobla. Uczony ten obliczył, że ze Szwajcarii pochodzi najwięcej noblistów, a wiadomo że w Szwajcarii produkuje się dużo dobrej czekolady i oczywiście dużo się tam jej je. I dziadek Edzinka chce bardzo, żeby ktoś z rodziny Edzinka był w przyszłości uhonorowany tą nagrodą. Edzinek spożył całą swoją czekoladę dla celów zdrowotnych, czyli zwiększenia poziomu energii w ciele własnym, by mógł mieć siły na główny cel swojej dzisiejszej wyprawy, to znaczy obserwacje płatków śniegu, ale i w celach naukowo-państwowych, czyli przyszłego zdobycia tej ważnej Nagrody Nobla. To znaczy, Edzinek był pewien, iż dzisiejsze jego obserwacje spowodują odkrycie wielu nowych faktów na temat płatków śniegu, a dzięki temu w przyszłości zdobędzie wspomnianą nagrodę i przez to przyczyni się do tego, że ich małe państwo Zimowych Ludków będzie zapisane w historii świata jako kraj, który noblistę posiadał. Chociaż wolał, żeby krajowe wyróżnienie otrzymał jego starszy brat Błysk, bo przecież to on wiedział najwięcej z całej rodziny, a Edzinek wcale nie chciał dzielić się ze wszystkimi swoimi odkryciami na temat śnieżynek, tylko z tymi, których naprawdę kochał, to jest ze swoją rodziną i z Gałązką Jarzębiny. Ale Dziadkowi Edzinka bardzo zależało na tym, żeby ktoś w ich rodzinie otrzymał to światowe wyróżnienie, a że z jedzenia czekolady Edzinek nie mógł zrezygnować, bo była to za duża przyjemność dla niego, więc wiedział, iż prędzej czy później ta mała uciecha doprowadzi do tego, że będzie bardzo mądry. Ale kto wie, może jednak Błysk szybciej od niego zdobędzie Nagrodę Nobla i dziadek już nie będzie kazał Edzinkowi jej zdobywać? Zatem może Edzinek nie musiał się tym przejmować w tym momencie, więc ze smakiem zjadł swoją czekoladę i rozpoczął inspektowanie sześcioramiennych cudów natury, czyli płatków śniegu. Wszystkie spostrzeżenia i płynące z nich wnioski Edzinek zapisywał w swoim tajemnym dzienniczku i w związku z tym, że było to bardzo sekretne, nic na ten temat nie może zostać ujawnione. Na zakończenie swoich dyskretnych czynności badawczych Edzinek tylko westchnął ze wzruszenia: „Jakie to wszystko nadzwyczajne!” – i wyciągnął ręce ku górze,ku słońcu, z wdzięczności za śnieg, a potem wyciągnął ręce ku górze, ku Gałązce Jarzębiny, z wdzięczności za to, że ona uczyła go każdego dnia doskonalić swój talent wdzięczności, bo przecież wszystko, co robił Edzinek, było w podziękowaniu za nią.

A na ulepienie buzi bałwana najlepszy jest śnieg ziarnisty, mokry i lepki, czyli temperatura najpierw musi być ujemna w nocy, a potem dodatnia w dzień. Ciekawe, czy jutro będzie taki dzień dla Edzinka, czy jutro będzie dzień, gdy ulepi arcymistrzowskiego bałwana? Tak jak dziś był wyśmienity dzień na poznanie tajnych sekretów olśniewających śnieżynek.

Zawsze jest dobry dzień na olśnienia, zawsze jest nowy dzień i pierwszy dzień świata.

– Ja idę sobie zrobić pyszne, cieplutkie kakao, bo mama Edzinka tak zachęcała. Do usłyszenia następnym razem.

Niech Wam się przyśnią Wasze olśnienia-zadziwienia.

Oto kilka fotografii z występu Dawida Gębali.

Autorem wszystkich zdjęć jest Marek Masłyka, za które serdecznie dziękujemy.

Krzysztof Wiśniewski

       Dziękujemy Rodzinie Edwarda Stachury za zgodę na wykorzystanie wizerunku i fragmentów twórczości Poety.

     Zapraszamy do wirtualnego zwiedzania domu rodzinnego Edwarda Stachury

     TV Stachuriada to nasz kanał telewizyjny na You Tube. Zapraszamy do oglądania i subskrybowania.

 ZAPRASZAMY DO WSPÓŁPRACY

     Stachuriada.pl cały czas jest na etapie tworzenia (nie wiadomo, czy ten proces zostanie kiedykolwiek zakończony). Co więcej, w żadnym wypadku nie jest tworem zamkniętym na pomoc z zewnątrz, szerszą współpracę, czy drobne uwagi nie tylko od znawców tematu, bo każdy zainteresowany Edwardem Stachurą jest mile widziany. Chodzi przede wszystkim o to, by znalazło się tutaj jak najwięcej informacji, które chcielibyście tutaj widzieć, a także te, o których chcielibyście powiedzieć innym (począwszy od imprez, koncertów w waszej okolicy, skończywszy na własnych przemyśleniach, artykułach, sugestiach odnośnie technicznej strony Stachuriady). Nasze skromne grono redakcyjne z chęcią przyjmie nowych, stałych współpracowników. Zapraszamy również do udzielania się na  FORUM , albo do bezpośredniego kontaktu z nami poprzez KONTAKT e-mailowy.