Wywiad-rzeka z Barbarą Rejek, autorką „Powodzianki”

Witamy w Warszawie. Z Wrocławia przyjechała do nas Barbara Rejek, autorka swojej pierwszej książki pt. „Powodzianka”.

K.W.: Mieliśmy już okazję  prezentować ją na  stronie Stachuriada.pl oraz  fragmenty jej powieści. To jest powieść, czy opowiadanie?

B.R.: Zbiór opowiadań.

K.W.:  Mamy dosyć dużo pytań, mamy nadzieję, że nie zamęczymy Państwa, ale poznamy bliżej autorkę i jej książkę. Pytań jest równo, 15 dotyczy  autorki, a drugie 15 już samej książki. Nasza autorka  pasjonuje się Stachurą, uwielbia jego poezję i na  samym początku chciałem właśnie zadać takie pytanie. Ile miałaś lat, kiedy zachwyciłaś się twórczością Edwarda Stachury.

B.R.: Twórczością Edwarda Stachury zachwycam się cały czas, co jakiś  czas, a  ostatnie zauroczenie trwa od 2 lat. Ale pytasz o to dziewicze, pierwsze zauroczenie? To pewnie jak większość z nas w liceum, gdy  miałam 15 lat. I tutaj mogę  tylko powiedzieć, że rok wcześniej w 8 klasie odczuwałam pustkę życiową, okres buntu przeciw wszystkim i wszystkiemu przeżyłam w 7 klasie. W 8 była pustka i z taką pustką poszłam do liceum i się okazało, że była  to całkiem dobra szkoła dla  młodego człowieka. Nie było tam nacisku na naukę, a atrakcją byli chłopcy z gitarami, a  główną rozrywką kulturalną było tzw. Poduszkowisko, gdzie grało się właśnie Stachurę. To było takie moje pierwsze zauroczenie Stachurą. Dodatkowo liceum tętniło życiem harcerskim, a który harcerz nie zna „Zrozum ,to co powiem”? Właśnie wtedy zrozumiałam, że moja dusza śpiewa i tańczy z tekstami Stachury, przy gitarze i ognisku. Takie było moje pierwsze zauroczenie Stachurą, później trochę zapomniałam o nim i na nowo odkryłam go, pewnie będziemy o tym jeszcze mówili, w 1997 roku, 14 lutego w Dniu Zakochanych. Dopadła mnie samotność i zakupiłam wtedy zbiór opowiadań Stachury „Się” i wtedy odżyła moja miłość do niego i   zaczęłam też tworzyć własne wiersze.

K.W.: Czyli krótko mówiąc sama go odkryłaś, żaden nauczyciel Ci nie podsunął Ci jego książek.

B.R.: Tak, sama, samiuteńka , z potrzeby duszy, odkryłam, że jest to „Moja droga ku zbawieniu.”

K.W.: Którym tekstem, książką poeta najbardziej złapał Cię na tzw. haczyk, po czym stałaś się jego wierną czytelniczką ?

B.R.: Właśnie wspomniane już „Się”. Cały zbiór opowiadań, Poeta złapał mnie tutaj za serce i duszę już w pierwszym zdaniu : „Się szło.” Nielogiczność zdania bardzo mnie uskrzydliła. Nie wiadomo kto jest podmiotem, co jest orzeczeniem w tym zdaniu i właśnie ta nieszablonowość wyrażania myśli bardzo mnie pociągnęła, a liryczność opisu rzeczywistości przez Stachurę w tym zbiorze opowiadań, spowodowała, że po raz pierwszym poczułam ciary na ciele  i dalej czuję, zwłaszcza, że dzisiaj miałam okazję usłyszeć „Się szło” przy dźwiękach , wcześniej nie słyszałam tego, jako utworu muzycznego.

K.W.: A która z piosenek była tą pierwszą piosenką Stachury, którą usłyszałaś i zapamiętałaś?

B.R.: Z tego co pamiętam to „Zrozum to, co powiem”, ze  względu na wiek chyba i poszukiwanie miłości w owym  czasie, bo nie jest to moja ulubiona piosenka.

K.W.: A która jest Twoją ulubioną?

B.R.: Dzisiaj? „Imperatyw” i „ Prefacja”

K.W.: Czy przed Edwardem Stachurą miałaś jakiś ulubionych poetów, pisarzy, których twórczość traktujesz na równi z nim?

B.R.: Czy mam wymienić wszystkich?

K.W.: Tych najważniejszych...

B.R.: Wrócimy do czasów moje wczesnej młodości, czyli dzieciństwa, bo uważam że w tym okresie kształtują się nasze preferencje literackie. Pierwszą książką, którą ja czytałam przez dłuższy czas były „Przygody Koziołka Matołka” Kornela Makuszyńskiego i było to moje pierwsze zetknięcie z bohaterem tragicznym. To chyba ukształtowało moje upodobania literackie, bo biedy Koziołek pęta się po całym świecie w  poszukiwaniu szczęścia i na  zakończenie  nie odnajduje tego, czego szukał, a jeszcze zostaje oszukany. Ale na szczęście posiadałam jakby drugą część „Koziołka”, to jest „ Awantury i wybryki małej małpki Fiki-Miki”, w której Koziołek jest ukazany jako król kóz, bardzo rozsądny i małpka oddaje mu cześć. I całe szczęście, że posiadałam te  drugą książkę, gdyż „Koziołek Matołek” dla pięcioletniego dziecka jest historią wstrząsającą.
      Następnym pisarzem, którego lubię i który wyrył ślad na mojej psychice jest Andersen, który, jak sam mówił, nie pisał dla dzieci, tylko dla  dorosłych i chciał, by jego baśnie były odkrywane przez dorosłych. Mnie w nim  bardziej pociąga jego osobowość. W filmie , chyba „Planeta Aspergera”  Andersen jest przedstawiony jako człowiek, z  tym schorzeniem, które mnie jako pedagoga fascynuje, dlatego zauroczyła mnie jego  postać.
      Kolejnym moim ulubionym pisarzem z lat licealnych  był William Wharton, wraz ze Stachurą byli moimi ulubionymi pisarzami w tamtym okresie.
      Wharton pokazuje bohatera, który jest jego alter ego i jego filozofia polega na tym, że mamy dogłębnie poznać  nasze życie. Myślę, że jest to styczne ze Stachurą.
      Fascynowała mnie, i dalej fascynuje również Szymborska, ale to jest taka moja mała wysepka, na którą nie wpuszczam nikogo.
      A najbardziej, już w 4 klasie liceum, na moje życie i myślenie , wpłynęło przeczytanie „Dżumy” Alberta Camusa i poznanie całej filozofii egzystencjalnej, gdzie człowiek jest przedstawiony jako bohater absurdalny, który jest wrzucony w życie i nie ma wyboru, ale musi żyć. I jest i będzie jednostką samotną i nic tego nie zmieni.
      Myślę ,że  ubóstwienie przeze  mnie Stachury miało  podłoże literackie w tych  autorach.

K.W.: Teraz pytanie numer 5, które jest pytaniem nawiązującym do naszego ostatniego pytania. Wrócimy do niego i wtedy będzie wiadome, dlaczego zadałem właśnie to, a nie inne pytanie. Chciałem zapytać o Twoich ulubionych aktorów, których cenisz sobie najbardziej? Stachura, swoją rolę miał w jednym filmie, jednym jedynym, bardzo krótką, na „trzecim planie”.

B.R.: Nie, Stachura, nie jest moim ulubionym aktorem, ale wiem dlaczego zadajesz to pytanie. Ja mam kilku ulubionych aktorów, pierwszym z nich jest Bogusław Linda. I to nie dlatego, że jest przystojny , ale cenię go za jego pedagogiczne podejście do publiczności, zwłaszcza w  wywiadach. Zawsze ma  jakąś dosadną wstawkę, a scena na cmentarzu  z nim w  filmie „Zabić Sekala” jest najlepszą sceną w kinematografii polskiej, moim zdaniem. Kto nie widział, polecam bardzo.
     Drugim moim ulubionym aktorem jest pan Jerzy Stuhr, ale jego cenię głównie w filmach, które sam reżyserował: z 1997 „Historie miłosne”, później „Tydzień z  życia mężczyzny”, „Pogoda na jutro”, „ Wielkie zwierzę”. Pozdrawiam Panie Jerzy, jeśli chce Pan wyreżyserować „Powodziankę”, jest Pana!

K.W.: To byłoby chyba trudne…

B.R.: Następnym moim ulubionym aktorem za tajemniczość i za całokształt jest Keanu Reeves. W scenie  w Matrix Rewolucje jest zawarta cała filozofia egzystencjalizmu. Kiedy główny bohater jest pytany: „Dlaczego ty się  ciągle podnosisz, dlaczego ciągle walczysz o to swoje  życie?”, odpowiada on: „Bo to jest mój wybór”.

Ale najbardziej cenionym przeze mnie aktorem, i pewnie dlatego pytasz o aktorów, jest Zbigniew Cybulski, który tak  jak Stachura, jest poezją. U niego nie ma rozgraniczenia pomiędzy graniem, a życiem, wkłada wszystko w swoją sztukę.

K.W.: I obydwaj są powiązani przez „Siekieryzadę”, chociażby…

B.R.: I pociągi. I Wrocław. Także ja jak najbardziej nadaję się do tej dwójki, dlatego ich wybrałam. (Z przymrużeniem oka).

K.W.: We Wrocławiu mamy tablicę pamiątkową poświęconą Cybulskiemu.

B.R.: Tak, na peronie 3.

K.W.: Można zobaczyć ją osobiście, wybierając się do Wrocławia. Jeszcze nawiążemy do tego wątku, głównie Zbyszka Cybulskiego, ale to na końcu wywiadu. A teraz , chciałbym się zapytać , czy bywałaś na tzw. Stachuriadach, czyli na spotkaniach związanych z Edwardem, które rozpoczął Wojciech Siemion w teatrze Stara Prochownia?

B.R.: Nie, nie bywałam, ale może czas zacząć, jako że na nowo odkrywam Stachurę w swoim życiu.

K.W.: Co  sądzisz o legendzie, czy też kulcie Stachury? I na ile on  jest dla  Ciebie ważny  jako  autor, na  ile  dla  Ciebie  jest  ważna  ta legenda  Stachury, czy właśnie  na niej  bardziej się  skupiasz, czy na twórczości Stachury?

B.R.: Ja, jak najbardziej na twórczości. Nie wchodzę za  bardzo w legendę o nim, w to  co inni piszą, czy mówią o Stachurze, dla mnie  on jest głównie  ważny jako autor i pewnie gdyby nie on nie zaczęłabym pisać  dla  dorosłych, to znaczy  od  dawna pisałam te swoje  wierszyki, ale  myślę, że utkwiła we  mnie  ta  stachurowa  proza poetycka, która  ujawniła się w „Powodziance”. Ale jeżeli Stachura  dotyka innych w inny sposób, to  cóż mnie  do tego.

K.W.: Nawiązując  do kolejnego pytania, wnioskuję, że  uważasz  ,że  twórczość Stachury była ważna  dla  literatury polskiej? Dla rozwoju języka?

B.R.: Oczywiście. Zwłaszcza dla  rozwoju języka, wprowadzenie liryczności do prozy, to w XX wieku jest  chyba jego  wielką  zasługą. Powtórzę za Iwaszkiewiczem, że dla  mnie twórczość Stachury „jest zjawiskiem niezwykłym” i  jego nowatorskość polega na tym, że wprowadza tzw. tworzenie książki z  czytelnikiem, co stało się modne  dopiero  teraz w XXI wieku, gdzie autor daje zadania do wykonania czytelnikowi. Stachura w swoim pisaniu stosuje podobny chwyt, ale tylko w sferze intelektualnej, dając zadania  typu; „Zrozum”, „Pomyśl”, „Znajdź” itp.. Widać  to  choćby we  wstępie do „Fabuly Rasy”, gdzie mówi, że nie jest  to książka  od przeczytania, tylko do odkrycia. Rzekłabym , że Stachura jest prekursorem książki interaktywnej, gdzie  ważna jest interakcja z  czytelnikiem.

K.W.: Satchura w „Fabula Rasa” próbuje skłonić do własnych poszukiwań własnej filozofii i drogi życia?

B.R.: Tak, właśnie  to czytelnik ma dokończyć jego dzieło. W kwestii Twojego pytania dodam również, że uważam ,że  Stachura rozszerza myślenie  czytelnika w języku polskim. Myślę, że dlatego, że jego pierwszym  jeżykiem był język francuski, dlatego widać tę jego niestandardowość w myśleniu. Stachura wydaje  się, że  stosuje nielogiczne dla  nas  chwyty literackie, jak we wspomnianym przez  mnie „Się”, dlatego że dla niego są  one naturalne. Moje podróże po świecie nauczyły mnie, że w innych kulturach, mentalnościach odpowiedzenie „ Do widzenia” na przywitanie, może  być  rzeczą  całkiem oczywistą i nie rażącą dziwnością w danym kręgu kulturowym.

Takie jest moje  zdanie laika. Myślę, że  pytanie to powinna  być skierowane  do uczonych, do krytyków literackich, bardziej niż do mnie zwykłego czytelnika. Choć i ostatnio krytycy literaccy zawodzą, jak na przykład, nagroda Szymborskiej , został przyznana autorowi teksów typu: „Dobranoc, dobranoc. Pchły na noc. Cześć. Cześć.” Może zostawmy ten temat.


K.W.: Rozmawialiśmy o znaczeniu Stachury dla literatury polskiej, rozwoju języka. Mówisz, że krytycy powinni się  zajmować tym, ale z pewnością zgodzisz się z tym,  że powinny być organizowane różne seminaria dotyczące twórczości Stachury, których efektem będą nowe monografie i opracowania?

B.R.: Jak najbardziej, uważam że Stachura nie  jest doceniony.

K.W.: Teraz już przechodzimy do 10 pytania. Przez wiele lat mieszkałaś w USA, w Atlancie, ucząc języka ojczystego dzieci polskich emigrantów. Dla nich też napisałaś w 2016 swoją  pierwsza książkę „Boćko.” Czy dla  Ciebie to też była emigracja, czy też planowałaś nie wracać  do Polski? Jak to się stało, że jednak wróciłaś?

B.R.: To miała być  przygoda jednoroczna, ale stała się emigracją. Na jakiś  czas wsiąknęłam w Amerykę, byłam  zawieszona pomiędzy dwoma światami pomiędzy dwoma światami, kochając to co polskie, ale poznając też kulturę amerykańską. Myślę, że potrzebowałam w swoim życiu takiego nastawienia amerykańskiego , że wszystko  zawsze jest  dobrze i myślę, że pobyt tam wzmocnił mnie bardzo psychicznie, czego bym  chyba nie uzyskała w Polsce. I gdybym może nie mieszkała w Atlancie, ale w jakimś mniejszym stanie niż Georgia, w większym kontakcie z przyrodą, to może i bym tam została. Jednak kontakt z naturą jest dla mnie bardzo ważny. A wróciłam głównie z powodu zdrowotnych, po 40-stce śmierć i choroby usiadły mi na  ramieniu i trzeba  było się  z nimi zmierzyć.

K.W.: Edward Stachura też kilka razy mieszkał zagranicą, w różnych częściach świata. Szukałaś może jego śladów w Stanach Zjednoczonych?

B.R.: Nie, w  takim czasie, jak powiedziałam, tylko i wyłącznie twórczość Stachury była dla mnie ważna, ale żałuję, że miałam okazje, których nie wykorzystałam.  Ale kto wie, może kiedyś natrafię na jego  ślady bez szukania ich?

K.W.: Czyli nie spotkałaś, żeby mówiono w  środowisku polonijnym o jego twórczości w Ameryce, czy jak to się mówi tutaj w  Polsce, że jego twórczość porównywana jest do poetów drogi, do beatników?

B.R.: Nie, społeczność polska  w Atlancie jest malutka i wśród moich znajomych tam, polskich  czy amerykańskich, nie było nikogo zainteresowanego Stachurą.

K.W.: Czyli czułaś się osamotniona w tym temacie? Nie miałaś z kim porozmawiać o nim?

B.R.: Raczej tak, oczywiście  każdy znał podstawowe pieśni  Stachury. I nie spotkałam się, żeby ktoś porównywał go do beatników, sama oczywiście  widzę podobieństwo jako pisarza drogi poszukującego, choć  oni bardziej poszukiwali wolności od czegoś, zwłaszcza od  społeczeństwa z regułami, a  on, moim zdaniem, bardziej szukał wolności do czegoś. Według Stachury, co pokazuje swoim życie, można  żyć w społeczeństwie komunistycznym i w  tym społeczeństwie czuć wolność.

K.W.: A  czy pisząc dla dzieci inspirowałaś  się Stachurą, czy tylko autorami związanymi z tematyką dziecięcą?

B.R.: Dla mnie to jest wszystko wymieszane, nie oddzielam  autorów dla dzieci i do dorosłych, dla mnie literatura  jako całość przenika w mojej psychice. Książki dla  dzieci zaczęłam pisać głównie dla  własnych dzieci, i myślę że inspiracja Stachurą jest tutaj taka, żeby przekazać moim dzieciom, czy to w  książkach dla dzieci, czy dorosłych, filozofię autora, odpowiedź na pytanie, takie jakie zawarte są w Fabule Rasie, czyli: „Po co w  ogóle  żyjemy?”. Chcę podobnie , jak Stachura,  dobitnie pokazać poszukiwanie sensu życia. W swoim pisaniu wychodzę z myślą Stachury „że nikt tu nikogo nie będzie oszukiwał” i staram się pokazać prawdę o życiu.

K.W.: Teraz, kiedy już masz  swoją pierwszą książkę dla  dorosłych jesteś w stanie stwierdzić dla kogo jest łatwiej pisać: dla dorosłych czy dla dzieci?

B.R.: Jak już powiedziałam, nie ma  to dla mnie większego znaczenia, proces twórczy jest podobny w obydwu przypadkach.

K.W.: Ale jest inny poziom wyobraźni i określania spraw życiowych. Inaczej przecież widzą dzieci, a inaczej dorośli, trzeba inaczej dla nich pisać.

B.R.: Tak, ale powiem za  Stachurą pisząc dla kogoś, w sumie piszę dla siebie. W „Boćku” piszę o tęsknocie za Polską i  nie jest to tęsknota moich dzieci, ale moja za dzieciństwem.

K.W.: Za ojcowizną?

B.R.: Tak . I podobnie pisząc dla  dorosłych, rozwiązuję swoje własne problemy. Nie mogę powiedzieć zatem, który proces pisania jest łatwiejszy, to zależy od dnia, od tego co ja przeżywam.

K.W.: Rok temu słowa Edwarda Stachury z „Pogodzić się ze światem” zainspirowały Cię do napisania „Powodzianki.” Czy prawdą jest, że zawarte w niej są Twoje prawdziwe historie z życia?

B.R.: Częściowo tak. Na pewno w zeszłym roku skończyłam 42 lata i to mnie jakoś bardzo  pociągnęło do twórczości Stachury , zwłaszcza do  „Pogodzić się ze światem”. A prawdziwe historie w „Powodziance” to pamiętny dla mnie  rok 1997, kiedy, skończyłam szkołę, rozpoczęłam pierwszą prace, przeżyłam dużą  miłość i oczywiście powódź, która nawiedziła Wrocław  w tamtym czasie. Reszta, czyli pisanie o śmierci jest to dla mnie bardziej pisanie o tęsknocie za  czymś, za kimś, czy też poszukiwaniem czegoś.

K.W.: Przejdźmy teraz do książki, do jej treści, na ile jest w niej Ciebie, a na ile Stachury, ale właśnie trzeba jasno to określić, że książka, którą napisałaś jest inspirowana twórczością Stachury, a nie naśladownictwem jego twórczości. Sam początek twojej książki to w  większości to samotna afirmacja życia, nim dojdzie do tragedii w drugiej części, do powodzi, podobnie, jak w „Całej jaskrawości” ta błogość jest tak ogromna. U Ciebie bohaterka nie chce, by ktokolwiek przerywał tę błogość, nawet sam Edward Nieznajomy, który jest jakby celową postacią, mylnie odbieraną, jako Edward Stachura. Może nią być, ale nie musi, prawda?

B.R.: Na pewno chcę pokazać filozofię Edwarda Stachury.

K.W.: Jest to pewnego rodzaju prowokacja, wybór postaci Edwarda?

B.R.: Tak, jest to specjalny zabieg wskazujący, że odnosimy się do filozofii Stachury, ujętej  z mojego punktu widzenia.

K.W.: Kontynuując wątek, Twoja bohaterka odrzuca innych, nie ma ochoty poznawać kogokolwiek, wystarczy jej przyjaźń z Ogrodem Japońskim we Wrocławiu, w którym się zaszywa, któremu zwierza się ze swoich smutków, radości, gdzie padają słowa, które dla mnie, jako czytelnika, stały się ważne: „ A  ogród nie pytał kim był Edward.” Ja bym zostawił pierwszy człon zdania, że „ogród nie pytał o cokolwiek”, to znaczy ,że bohaterka mogła mu powiedzieć wszystko, była to dla niej taka dziewicza klatka , samotnia do zwierzeń, mogła również wyjść z niego bez bycia ocenianą, co jest  chyba najgorsze w przypadku zwierzeń. Myślę, że  chyba dobrze odczytuję tę część książki?

B.R.: Niekoniecznie, ale można od  tego wyjść. To, że inni nas  oceniają i to, że my wydajemy również wyroki w sprawie działań innych, sprawia, że wkładamy się w schematy jakieś, nakładamy kajdany myślenia na siebie, a Ogród Japoński jest  tutaj przywołany, by pokazać filozofię Wschodu, głównie taoizmu, co również jest widoczne u Stachury. Taoizm afirmuje spontaniczność, nie lubi schematyczności i ważny jest tutaj kontakt z naturą. Tylko dzięki temu potrafimy się odnaleźć. Zatem przez tę samotnię  w Ogrodzie Japońskim chcę również pokazać myśli Stachury, że trzeba zacząć od samopoznania, czyli w tym Ogrodzie, Katarzyna poznaje siebie, przełamuje schematy myślowe, później zapomina o nim, bo narzucona jest rola społeczna bycia studentką, a potem obowiązek znalezienia pracy, ale chcę przez to  pokazać , że  dla człowieka najważniejsze jest to samopoznanie.

K.W.: Jeszcze pociągnę wątek tego ogrodu, błogości, afirmacji życia i piękna przyrody, bo też  ta  forma błogości może  być pewną formą ucieczki albo alienacji, czy to też miało takie znaczenie w Twojej książce?

B.R.: I tak, i nie.

K.W.: Bo ona traci ten ogród?

B.R.: Tak, ale później go odzyskuje, to jakby odzyskiwała samą siebie. I tak ,ja afirmuję samotność w  swojej książce, ale  nie w takim sensie, że  trzeba uciekać od relacji międzyludzkich, tylko trzeba zaakceptować przesłankę egzystencjalizmu, że cokolwiek byśmy robili i tak inni nas nie zrozumieją i będą na swój sposób interpretować nasze działania.

K.W.: Zatem musimy szukać przestrzeni, w której będziemy zrozumiani.

B.R.: Ta przestrzeń  jest wewnątrz nas. I musimy siebie poznać i zaakceptować to, że cokolwiek byśmy nie robili i tak będziemy samotni w tym świecie, czyli jest to afirmacja samotności zrównana  z akceptacją tego stanu rzeczy. Takie jest życie, człowiek jest samotny, ale nie neguję potrzeby związków międzyludzkich i nie popieram ucieczki od nich.

K.W.: Kasia, bohaterka książki, tak jakby miała problem do kogo zwrócić się o pomoc, gdy wydarza się tragedia, tak to odczytałem. I wtedy zostały jej tylko słowa Edwarda, który pojawił się w jej życiu przed powodzią, szczątkowo zresztą, bo to była krótka znajomość i nie poznali się blisko, ale jednak jego słowa stały się fundamentalne dla jej przetrwania, tego ciężkiego okresu.

B.R.: Tak, ale ona go później na nowo odkrywa.

K.W.: Tak, łączysz ich losy na nowo.

B.R.: Edward w tym ciężkim momencie jej życia jest on ważny dla niej. Ja afirmuję i samotność, to że w sobie możemy znaleźć siłę, by stawić czoła ciężkim sytuacjom, ale pomagają nam w tym inni ludzie.  Siłę w sobie można znaleźć przez relacje z innymi, chociażby przez rozwiązywanie konfliktów z innymi. Przez  słowa, czyny innych dochodzimy do tego, że wyzwolenie jest w nas, czyli jest to samotność połączona z potrzebą drugiego człowieka.

K.W.: Człowieka, który zrozumie nasz świat, nasz sposób myślenia?

B.R.: No nie ma człowieka, który nas zrozumie. Drugi człowiek pozwala nam zrozumieć to, że jedyną osobą na świecie, która może nam pomóc, jesteśmy my sami. Tutaj zainteresowanych odsyłam do filozofii egzystencjalistów.

K.W.: W  tej radosnej części książki dostrzegam dwa ciekawe podobieństwa z twórczością Stachury, ale zarazem i różnice, które wskazują na to, że nie chciałaś powielać pisarstwa poety. O pierwszym już  wspomniałem. To jest „Cała jaskrawość”. Bohaterowie tej powieści zachwycają się otaczającym ich światem, to element podobieństwa. Różnica jest  tak, że główny bohater u Stachury, wędruje z  Witkiem, swoim alter ego, który podobnie jak on celebruje piękno tego świata. W Twojej opowieści, przynajmniej w pierwszej jej części, bohaterka jest sama i odrzuca relacje z ludźmi. Ty twierdzisz, że jednak je ma, ale szuka zgody ze samą sobą? A ja dostrzegam, że  te relacje ona dopiero zaczyna  przyjmować w drugiej części książki. I tutaj pojawia się też drugie podobieństwo z Edwardem Stachura, według mnie, z opowiadaniem z tomu „Się” ( Twoim ulubionym), z „ Pokocham ją mimo woli.” Tutaj podobieństwo jest takie, że też jest zachwyt słowami osoby, która wypowiada jakieś tam treści, z tym że u Stachury, to bohater się zachwyca, tym co mówiła kobieta, a u Ciebie jest odwrotnie, to kobieta zachwyca się tym, co mówi Edward. To takie moje stwierdzenie bardziej niż pytanie, ale myślę, że chyba trafne.

B.R.: „Cała jaskrawość” jak najbardziej. Właśnie nie próbuję naśladować, ale jestem zainspirowana filozofią tej książki. Pokochać życie w pełni, takie jakie ono jest, to , że  przynosi nam dobre i złe chwile, to jest właśnie ta cała jaskrawość. Co do drugiego podobieństwa, „Pokocham ją siłą woli”. Tak, to również jest utwór, który mnie zauroczył w młodości i jego zachwyt nad miłością i nie jest  ważne, czy ona nim się zachwyca, czy on nią, po prostu miłość jest ważna  w naszym życiu i zachwyca.

 

K.W.: I to też jest rozmowa tutaj, miłość opiera się na rozmowie, na wzajemnym zrozumieniu.

B.R.: Tak, zgadza się.

K.W.: I stąd ja też wywnioskowałem, że ten dialog międzyludzki jest ważny w Twojej książce, nie tylko zgoda  z samym sobą.

B.R.: Tak jak powiedziałam wcześniej, żeby ten dialog mógł się odbyć, trzeba być najpierw pogodzonym z  samym sobą.

K.W.: Bez tego dialog z drugim człowiekiem nie jest możliwy?

B.R.: Tak, najpierw samopoznanie, potem rozmowa z drugim człowiekiem i pełna miłość. Taką jak chciał, czy widział ją Stachura, czym mnie też urzekł w młodości, że tylko do tej jednej i jedynej i na zawsze. Ja też mniej więcej, przez  co jak ukazuję,  jak Katarzyna cierpi po śmierci ukochanego, też chcę pokazać, że ona chce tego jedynego.

K.W.: Dlatego Twoja bohaterka deklaruje dosłownie, że zakochana jest w Stachurze.

B.R.: W Stachurze widzianym bardziej jako poezja, to jest jej sposób bycia, odczuwania.

K.W.: W książce pojawiają się też sparafrazowane  fragmenty utworów Stachury.

B.R.: No tak, to jest  ta miłość mojej bohaterki do poezji i Poety.

K.W.: Może celowo nie  będę przytaczał tych  fragmentów, bo chcę,  by właśnie czytelnicy odkrywali Stachurę w Twojej książce i do czego się odwołujesz. W kolejnym pytaniu chcę  zapytać o bohaterkę tego serialu „Oshin”? Niewiele jest w książce o serialu czy o samej Oshin, czy mogłabyś powiedzieć  coś  więcej o niej, bo tam też zawarty jest motyw  wędrowania?

B.R.: „Oshin” to był serial japoński, który też trochę pamiętam jak przez mgłę, a zawarłam ten wątek , by przywołać kulturę japońską, z jej symbolem kwitnącej wiśni, która ukazuje kruchość naszego istnienia. Coś mamy, a jutro możemy tego nie mieć. Motyw wędrówki , to może to jak Katarzyna przechodzi przez okres żałoby, najpierw jest bunt, a potem akceptacja. „Oshin” był to serial  o takiej małej dziewczynce, która jest wykorzystywana przez swoich pracodawców, pracuje od 7 roku życia i jej postać ma taką funkcję motywacyjną dla mojej bohaterki, żeby się nie poddawać przeciwnościom losu.

K.W.: Teraz przejdźmy do najtrudniejszego tematu, jakim jest powódź. Dla  naszego kraju to było ciężkie przeżycie w 1997 roku, którego sam byłem świadkiem. Ja mieszkałem wtedy w Poznaniu, ty we Wrocławiu, który był w  większości zalany.

B.R.: Chcesz wiedzieć dlaczego poruszam ten temat w książce czy mam opowiedzieć o powodzi?

K.W.: Jak to przeżyłaś w ogóle?

B.R.: Powódź do Wrocławia dotarła 12 lipca i jak powiedziałeś zalana była większość miasta. Najbardziej zalane było osiedle Kozanów, blisko którego mieszkałam. No i właśnie człowiek, tak jak w „Dżumie” , przechadzał się ulicami, patrząc na to wszystko i rozmyślał: „ Kiedy to się w końcu skończy?”, „Czy to się w ogóle skończy?” Ale we Wrocławiu było tak, że mieliśmy już jakieś  doświadczenie kilkudniowe i wiedzieliśmy jak to się działo w innych miejscowościach na Dolny Śląsku. 12 lipca to była sobota , więc większość ludzi miała wolne i widoczna była pełna mobilizacja wszystkich do pomocy w układaniu wałów przeciwpowodziowych. Ułożono wtedy  chyba 400 tys. worków z piaskiem i właśnie w tej strasznej sytuacji ukazały się te  dobre cechy ludzkości. I jakby mogły się rozwijać...

K.W.: Na co dzień potrafimy się kłócić, czy ze sobą nie rozmawiać ze sobą... A w obliczu śmierci czy zagrożenia potrafimy się jednoczyć.

B.R.: I wiemy, co jest najważniejsze, że jednak miłość. Ale dla mnie to również miało także inne znaczenie. To było dla mnie takie pierwsze duże zdarzenie w mojej głowie, kiedy zaczęłam się kłócić z Panem Bogiem o to, co On w ogóle wyprawia na tym świecie. Drugie duże było jak pojechałam właśnie do Stanów Zjednoczonych, bo wylądowałam w Nowym Jorku w nocy z 10 na 11 września 2001. Na drugi dzień miałam iść zwiedzać Nowy Jork, ale już nie zdążyłam z racji tego co się stało. Także i powódź we Wrocławiu, i  zamach w Stanach, jak i ostatnie zamachy, jakie dzieją się na świecie spowodowały, że zaczęłam zadawać Panu Bogu pytanie: „Dlaczego? Czy przestałeś panować nad światem?” I myślę, że „Powodzianka” jest moją taką odpowiedzią na pytanie: „Co to się dzieje na tym świecie?”

K.W.: Ale jesteś chyba pierwszą osobą, która napisała książkę o tym zdarzeniu? Bo ja nie spotkałem?

B.R.: Na temat powodzi wyszła w marcu 2018 książka , ale są to raczej wspomnienia z tamtego okresu. Moja jest chyba pierwszą  książką niedokumentalną, choć nie jestem tego pewna. „Powodzianka” to moja literacka odpowiedź dlaczego  Pan Bóg przestał panować nad tym , co się dzieje w świecie. Mogłam przywołać tu powódź, albo jakiś inny kataklizm, czy inne wydarzenie, by sobie odpowiedzieć, że to nie Pan Bóg przestał panować, ale strach zapanował w mojej głowie. Przez uporanie się z własnymi problemami, czyli poprzez samopoznanie, zapanowałam nad własnym lękiem, a pisanie „Powodzianki” było swoistą terapią w tym zakresie.

K.W.: Tutaj po raz pierwszy pojawia się motyw śmierci w twojej książce, kiedy pojawia się powódź.

B.R.: A miało być pięknie i różowo...

K.W.: A tutaj pojawią się kolejne niezapowiedziane wydarzenia: śmierć dziecka, utrata ukochanej osoby…

B.R.: Tak, na początku pojawia się powódź, ale jest to sytuacja światowa, jak pisze Stachura „sytuacja światowa nie jest różowa”. Ale nie każdego dotykają takie nieszczęście, nie każdemu pozwalają się zatrzymać takie nieszczęścia, które nie dotyczą nas bezpośrednio. Dlatego też stykam Katarzynę z taką sytuacją życiową bardzo bezpośrednią, jaką jest utrata kogoś bliskiego, z rzeczami, które dotyczą jej indywidualnie.

K.W.: Chodzi tu o ukazanie absurdu śmierci?

B.R.: Tak, ciągnę ten wątek po to , żeby wstrząsnąć  niektórymi, tymi do których, „ta  sytuacja światowa” nie dociera.

K.W.: Śmierć, jest postrzegana w twoich opowiadaniach jak u Stachury, jako „szalona wariatka”, która szaleje i zabija wszystko i wszystkich dookoła.

B.R.: U mnie to jest bardziej szaleńcza próba znalezienia odpowiedzi: „Dlaczego to wszystko się zdarza?” i dlatego drążę  temat śmierci, bo  bardzo chcę ,żeby Katarzyna znalazła odpowiedź na pytanie: „Dlaczego te wszystkie nieszczęścia się jej zdarzają?”

K.W.: No  właśnie i ona tak idzie i szuka i szuka, a tutaj te tragedie jakby się pogłębiają...Pojawiają się obrazy z „Titanica”, śmierć księżnej Diany, też odnosisz się do kultury japońskiej na temat samobójczej śmierci samuraja. Katarzyna widzi śmierć wszędzie, nawet w starożytnym Egipcie, gdy mówi o Ozyrysie, który jest bogiem śmierci. Pojawia się też, co było dla mnie zagadką, Urszula, imię dziecka, czy to jest odniesienie do „Trenów” Jana Kochanowskiego? Do straty dziecka?

B.R.: Tak, bo właśnie  drążąc ten wątek  śmierci, strata dziecka jest chyba największym odczuwalnym dla człowieka, trudnym wydarzeniem w życiu. Bo ze  wszystkim innym jeszcze można się pogodzić, ale ze stratą dziecka jest najtrudniej. I przez  to chcę pokazać, że jedynie osobiste stawienie czoła nawet najgorszym sytuacjom, jedynie to może nas  wyzwolić. To ja sam muszę przez  ten ból przejść, bo nikt inny za mnie tego nie przejdzie. Jakieś  tam inne „powodzie”, inne sytuacje rodzinne, ale nie bardzo osobiste dla mnie, jeszcze mogą mi nie pomóc w  samopoznaniu i przeczołganiu się przez  trudy życia. Jedynie bliskie spotkanie z własnym bólem, może  być oczyszczające i uleczające.

K.W.: To wszystko, te wszystkie tragedie związane ze śmiercią, podobnie chyba jak u Stachury prowadzą do obłędu, bo ona, to znaczy Kasia- twoja bohaterka, w pewnym momencie chodzi po cmentarzu i czyta epitafia na dziecięcych grobach i ja tam odkryłem słowa, które są finałem tego szaleństwa, tzn. „ Ze śmiercią biesiaduję z uśmiechem”.

B.R.: Śmierć najbliższej osoby uświadamia nam tęsknotę za bliską osobą. Kiedy tęsknimy za tą osobą uświadamiamy sobie samotność w najgłębszy sposób i jak mówi Stachura: „Nie poznał prawdziwego życia ten, kto się nie przeczołgał przez tunel samotności.” Ale to też jest życie , więc przeczołgując się przez to, przechodząc przez tę największą samotność, którą daje nam brak drugiej osoby w pełni dotykamy życia.

K.W.: Nie sposób brnąć przez życie, oprócz tych przyjemnych chwil, nie przejść przez  cierpienia i to pokazujesz ciekawie w swojej książce. Na początku jest zachwyt pięknem życia, a później pojawiają się te wszystkie tragedie, strata tego , co było piękne i tęsknota za tym…

B.R.: Ale też  akceptacja tych złych rzeczy…

K.W.: Tak akceptacja, że  to się musiało zdarzyć i trzeba żyć dalej, nie patrząc wstecz. I tutaj znowu pojawia się ten Edward Nieznajomy, jego słowa pomagają Twojej bohaterce. Jednak oprócz tych słów Stachury, czyli poezji, czyli nazwę tak rzeczy twórczych, są też rzeczy związane z aspektem wiary. Pojawiają się tutaj Psalmy z Pisma Świętego, czyli ten wątek wiary, który u Stachury również występuje.

B.R.: Myślę, że w obliczu trudnych sytuacji chwytamy się wszystkiego…

K.W.: Myślę, że to było powodem też , że pod koniec książki próbujesz naśladować delikatnie poetę w  wierszu „Anioł ciszy”.

B.R.: I w jaki sposób naśladuję tutaj poetę?

K.W.: W sensie rytmizowania, bo nawiązuję tutaj do tekstu „Piosenka dla robotnika rannej zmiany”

B.R.: „ Aniele pracy, Stróżu mój”.

K.W.: A Ty piszesz „Aniele Ciszy, Stróżu mój”, jest tu podobny sposób inicjacji.

B.R.: Mówiąc do Anioła najczęściej zwracamy się do Boga, to jest chyba poszukiwanie Pana Boga w tym wszystkim.

K.W.: Robisz to na swój sposób, jest to inspiracja, ale odrobina podobieństwa jest.

B.R.: Ale jest to też pokazanie, że na końcu bohaterka się wycisza…

K.W.: No tak, dokładnie, do tego stopnia, że potrafi tworzyć.

B.R.: Przechodzi przez okres buntu, że śmierć musi się pojawić. Akceptuje to, że pojawia się i to też jest dobrze. Czasem można tylko pomilczeć , nie można zrobić nic.

K.W.: I to też jest poezja- milczenie, jak Stachura stwierdza. Tak już puentując ostatnią część pytania i nie zdradzając, jak to bohaterka przetrwała tę powódź, czy spotkała jeszcze Edwarda, czy nie spotkała…

B.R.: A może nie przetrwała?

K.W.: Chciałbym tu podkreślić, że książka jest niezwykle poetycka. W pierwszej części pojawiają się nawet odniesienia do innej poezji, jak na przykład do tekstów Bellona z Wolnej Grupy Bukowina, którymi bohaterka jest zachwycona. Ale to jest tylko tłem.  Same przeżycia bohaterki też są ukazane w sposób bardzo poetycki, na początku w formie poetyckiej prozy, a pod koniec książki staje się czystą  poezją, bo tam już mamy do czynienia z wierszami, tak jakby ona obrazowała całą rzeczywistość poezją. I teraz rodzi się pytanie, czy w ten sposób chciałaś podkreślić, tak jak Stachura, powiedzieć, że wszystko co przeżywamy, i piękne, i tragiczne chwile, to wszystko jest poezja?

B.R.: Na pewno chciałam pokazać myśl „Całej jaskrawości”, że wszystko co przeżywamy jest życiem i jest piękne. Odsyłam do „Całej jaskrawości”, by przeczytać ten fragment, jak bohater zachwyca się wszystkim, co jest nam dane, i źdźbłem trawy, ale i właśnie także śmiercią. I tak można powiedzieć, że odkrywam „całą jaskrawość” i to , że wszytko jest poezją i każdy jest poetą. Tak jak powiedziałam, przy pierwszym pytaniu, to właśnie proza poetycka pociągnęła mnie najbardziej i dalej mnie trzyma.

 

K.W.: Jeszcze ostatnie pytanie. Na sam koniec, mówiliśmy, że będzie nawiązanie do pewnego aktora i odkryłem ciekawy fragment „Powodzianki”, że „na swojej wrocławskiej poczekalni, z peronu trzeciego, odjeżdża się, do widzenia, do jutra, do nigdy”. Czy to zapowiedź drugiej książki?

B.R.: Tak.

K.W.: A możesz coś zdradzić, co będzie w tej drugiej książce?

B.R.: Będzie to moje przenikanie filmem „Do widzenia, do jutra”, w którym gra Zbigniew Cybulski, a ten utwór który przytoczyłeś, chce umieścić w trzech częściach. Bo zamierzam jeszcze napisać jeszcze trzecią, w której powrócę  do stachurowej „wariatki śmierci”.  Na koniec 2019 roku, mam  nadzieję, że wszystkie  trzy  części  ukażą się jako całość, w  wersji papierowej. Nowa książka, w  formie ebooka na razie,  ma ukazać  się 8 stycznia 2019, w  datę śmierci  Cybulskiego, które  zdarzenie rozpoczyna bohater „Skierezady”.  Ja zapraszam do poznania noworocznych postanowień  Jany, bohaterki mojej nowej książki „Poczekalnia W”. Jest to kontynuacja wrocławskich opowiadań miłosnych, z  „Powodzianki”. Tym razem los bohaterki splata się bardzo z wrocławskim Dworcem Głównym. Jana kończy właśnie 35 lat i tworzy listę rzeczy, które będzie chciała osiągnąć w najbliższym roku. Jednym z postanowień będzie odnalezienie jej nieznanego ojca, Bułgara. Na  liście znajdują się jeszcze cztery inne zamierzenia kobiety. Czy uda się jej osiągnąć? Czy układanie listy rzeczy do osiągnięcia ma jakiś sens? Bo przecież może przyjść powódź albo możemy spóźnić się na pociąg i cały nasz plan zostaje wywrócony do góry nogami. Ale z drugiej strony, jak mówią psychologowie,  warto robić rzeczy, które mogą poprawić nasze życie, bo nie robiąc ich nie możemy mieć żadnego żalu do świata, że nic nie zmienia się na lepsze. Dlatego może warto planować, nawet jeżeli z przyczyn od nas niezależnych, coś się pogmatwa lub wyjdzie nie tak jakbyśmy chcieli. Jeżeli nie spróbujemy, nasze problemy będą  tylko i wyłącznie naszą winą. A może właśnie nawet lepiej, gdy nie wszystko ułoży się  zgodnie z naszym planem. Życie jest najlepszym nauczycielem i pamiętajmy o tym, że to nie efekty są  zawsze najważniejsze, ale droga doświadczeń, którą przemierzamy do ich osiągnięcia. Przytoczę tu słowa filozofa Alan Wattsa:
     „W muzyce koniec kompozycji nie jest jej celem. Gdyby tak było, najlepszymi dyrygentami byliby ci najszybsi, a kompozytorzy pisaliby tylko zakończenia utworów. Ludzie chodziliby na koncerty tylko po to, żeby usłyszeć jedynie ostatnie akordy.” Pozwólmy sobie, by w  tym roku nasze życie było „musicalem, w którym mamy tańczyć i śpiewać, kiedy muzyka grała.” Pozwólmy sobie, by nasze życie było „całą jaskrawością”. Czego sobie i Państwu z głębi serca życzę w Nowym Roku 2019.

K.W.: Mam nadzieję, że  książka się spodoba i czekamy na kolejną.

B.R.: No , na pewno nie wszystkim , ale może niektórym i może pomoże niektórym w przejściu trudnych okresów życiowych.

K.W.: Dziękuję bardzo za rozmowę i za przyjazd.

B.R.: Dziękuję za zaproszenie, bardzo miło spędziłam z Tobą dzień. I Dziękuję, za medialny patronat stachurady.pl mojego  „życiopisania”.

 

Z Barbarą Rejek rozmawiał Krzysztof Wiśniewski.

Dziękuję serdecznie Barbarze Rejek za spisanie tego obszernego wywiadu, który zarejestrowany został 10 XI 2018 roku w Warszawie.

       Dziękujemy Rodzinie Edwarda Stachury za zgodę na wykorzystanie wizerunku i fragmentów twórczości Poety.

     Zapraszamy do wirtualnego zwiedzania domu rodzinnego Edwarda Stachury

     TV Stachuriada to nasz kanał telewizyjny na You Tube. Zapraszamy do oglądania i subskrybowania.

 ZAPRASZAMY DO WSPÓŁPRACY

     Stachuriada.pl cały czas jest na etapie tworzenia (nie wiadomo, czy ten proces zostanie kiedykolwiek zakończony). Co więcej, w żadnym wypadku nie jest tworem zamkniętym na pomoc z zewnątrz, szerszą współpracę, czy drobne uwagi nie tylko od znawców tematu, bo każdy zainteresowany Edwardem Stachurą jest mile widziany. Chodzi przede wszystkim o to, by znalazło się tutaj jak najwięcej informacji, które chcielibyście tutaj widzieć, a także te, o których chcielibyście powiedzieć innym (począwszy od imprez, koncertów w waszej okolicy, skończywszy na własnych przemyśleniach, artykułach, sugestiach odnośnie technicznej strony Stachuriady). Nasze skromne grono redakcyjne z chęcią przyjmie nowych, stałych współpracowników. Zapraszamy również do udzielania się na  FORUM , albo do bezpośredniego kontaktu z nami poprzez KONTAKT e-mailowy.