Kołosztuki - recenzja spektaklu „Ciemny teatr Steda”

     Na blogu Kołosztuki pojawiła się recenzja spektaklu „Ciemny teatr Steda”, prezentowany przez artystów z  Teatru Piosenki w Aleksandrowie Kujawskim 25 listopada.

     Teatr Piosenki to formacja zrzeszająca młodych twórców oraz aktorów, która zawsze sięga po ambitny repertuar i dostarcza swej publiczności licznych wzruszeń. Grupie udało się zasłynąć na scenie muzycznej śmiałym odkrywaniem nowych interpretacji poezji oraz autorskimi tłumaczeniami zagranicznej piosenki aktorskiej. Zaznajomiona z wcześniejszymi projektami Teatru Piosenki, z przyjemnością zobaczyłam, że tym razem twórcy sięgnęli po poezję Edwarda Stachury, nazywanego często współczesnym poetą wyklętym. Pokłosiem pracy z twórczością autora Fabula rasa, był spektakl Ciemny Teatr Steda w reżyserii Agaty Klimczak, zagrany przez artystów w Aleksandrowie Kujawskim, 25 listopada 2017 roku.

    O tym, jak wielką inspiracją dla twórców muzyki jest poezja Edwarda Stachury wspominać wiele nie potrzeba, wystarczy wymienić nazwisko Jerzego Satanowskiego, czy zespół SDM. Ale o tym, że jego poezja staje się inspiracją dla projektu synkretycznego, łączącego w spójną całość śpiew z tańcem oraz malarstwem, nadmienić trzeba – jako o czymś nowatorskim i odważnym twórczo.

    Czas dla mnie w miejscu przystanął/Takie jest, chłopcy, takie jest piekło. Twórczość Edwarda Stachury to zasadniczy fundament spektaklu, na którym twórcy budują opowieść o swoistym everymanie – uwikłanym w nieprzychylne mu społeczeństwo oraz zniewolonym przez własne ograniczenia i niemożliwe do realizacji poetyckie pragnienia. Spektakl rozpoczyna się muzyczną wypowiedzią Ach kiedy znowu ruszą dla mnie dni – zdawałoby się – pochodzącą od nadrzędnego narratora spektaklu. Postanawia on odsłonić przed nami swoją historię, sytuując ją już od początku w świecie stagnacji.

    Kiedy byłem bardzo młody, pamiętam, że posiadałem we śnie zdolność unoszenia się w powietrzu. Warto wspomnieć, że na warsztat artystów trafiły nie tylko znakomite wiersze poety, ale i fragmenty mniej znanej prozy, czy intymnej korespondencji, które – wypowiadane pomiędzy utworami muzycznymi przez Marcina Kątnego - wzajemnie się dopełniają, tworząc interesujące, psychologiczne studium postaci poety.

    Jestem potężny a nie mam kszty władzy. Jest to postać pełna kontrastów – stale balansująca między światłem a zupełną ciemnością. Między silną nadzieją a jednak nieuchronną samozagładą. Bohatera spektaklu możemy z powodzeniem usytuować w każdym momencie historycznym, ale jednak szczególnie - we współczesności. Jego problemy, tak aktualne w czasach, gdzie indywidualność jednostki często ginie w machinie tłumu, dotyczą każdego człowieka. Tragiczną sytuację bohatera podkreśla niezwykle sugestywnie ruch sceniczny (choreografia autorstwa Angeliki Skowronek). Stachura Teatru Piosenki wielokrotnie próbuje poruszać się między otaczającymi go osobami, jednak zawsze pozostaje albo intruzem, albo zabawką, którą tłum jedynie się bawi i boleśnie okpiwa. Jest on więc zawsze „niewolnikiem”: tak społecznych konwenansów, jak i własnych lęków natury egzystencjalnej.  

     Skąd idę, skąd? Nie wiecie, nie? Skąd idę więc? Zgubiłem się! Stachura Teatru Piosenki, już od pierwszych minut spektaklu, stawia przed nami aksjologiczne pytania. Zawsze bowiem interesuje go, jako poetę, twórcze badanie tego, skąd pochodzi i dokąd finalnie zmierza. Jednak nie dostarcza nam główny bohater gotowych odpowiedzi na nurtujące go pytania - jego zadaniem jest nakłonienie nas do osobistej refleksji. Natomiast jego własne zagubienie symbolizuje biała opaska, która zostaje zawiązana na oczach aktora, grającego alter ego poety.

    Niezwykle ważną kwestią okazuje się zadane przez poetę pytanie: czy w owym miejscu, do  którego nieuchronnie zmierza, odnajdzie choć jednego bliskiego mu człowieka? Czy może wręcz przeciwnie - skazany jest na osamotnienie w swej odwiecznej wędrówce. Ten lęk przed samotnością, wywołany stratą przyjaciela, unaocznia ekspresywna interpretacja utworu Do Rafała Urbana Marcina Kątnego.

    Zagubieni w dżungli miasta - moja wina. Obojętność objęć straszna - moja wina. Stachurę objaśniają nam artyści na wiele sposobów: recytacja przechodzi w dojmujący, zdecydowany śpiew, któremu towarzyszy ruch sceniczny, a wszystko to na tle zapętlonych obrazów, tworzących barwny kalejdoskop. Ten kalejdoskop podkreśla w znaczących momentach wewnętrzną dezorganizację poety. Ilustruje jego szaleńcze próby opanowania „dżungli” - chaosu, w którym nie potrafi funkcjonować. Tu także niezwykle ważna okazuje się choreografia spektaklu – niezbędna do ukazania licznych prób, jakie bohater przeprowadza. Stara się wielokrotnie przybrać pozy otaczających go ludzi, jednak jego wrażliwość poetycka finalnie nie pozwala na to, by stał się jedynie „ludzką kukłą”, umieszczoną w anonimowej masie otaczającej go społeczności. Zostaje więc ponownie odrzucony przez skonwencjonalizowane społeczeństwo i pozostawiony sam sobie – na odludnym marginesie świata.

      Najbardziej warta podkreślenia jest moim zdaniem strona muzyczna spektaklu. Wysoki poziom oryginalnych aranżacji muzycznych (aranżacje Grzegorza Bukowskiego do muzyki Romana Kołakowskiego), czyli to, o co Teatr Piosenki zawsze dba przy realizacji swoich projektów, sprawia, że utwory z kręgu „poezji śpiewanej” mogą wkroczyć do „piosenki aktorskiej”, tworząc szerokie pole działania dla aktorów. Utwory śpiewane są wielogłosowo, zawsze przy towarzyszeniu fortepianu, przy którym zasiada Bartłomiej Abramowicz. Podczas spektaklu wybijają się mocne głosy aktorów (tu wart wymienienia Grzegorz Bukowski w swojej brawurowej interpretacji Piosenki dla Żorż Beya), które wspaniale współgrają z ładunkiem emocjonalnym treści, jaki niosą ze sobą utwory poety, zawsze traktujące przecież – czy to „na serio” (Ratuj słoneczko i niezwykle prawdziwa aktorsko Zuzanna Zazulin), czy z dozą ironii (Ona sobie tego nie życzy wykonane z przymrużeniem oka przez Bartłomieja Abramowicza) – o sprawach ostatecznych. I tę dwoistość udało się artystom uchwycić – scenariusz spektaklu dostarcza nam bowiem licznych, współpracujących ze sobą kontrastów. Utwory „lekkie” zawsze spuentowane zostają przez mocne uderzenie następujących po nich treści – co ukazuje bezsilność poety wobec otaczającego go świata. Spektakl ilustruje więc pasmo prób dążenia „do światła”, jak i towarzyszący każdej z nich nieunikniony „upadek” bohatera.

    W nocy noc i w ludziach czarna noc Blask nie widzi gdzie ma zadać cios. Pytanie, jakie rodzi się podczas spektaklu, zasadniczo jest jedno: czy poeta jest w stanie podnieść się po każdym upadku? Światła i wizualizacje nieustannie sugerują, że zbliżamy się nieuchronnie ku jakiejś klęsce. Niezwykle wyczuwalne jest poczucie niepokoju i napierającej na nas ciemności (dominująca kolorystyka barw, zniekształcone ciemne wizualizacje), których kulminację odczuwa się w utworze Dokąd idziesz, do słońca,w interpretacjiAgaty Klimczak - aktorki obdarzonej mocnym altem, którego intensywność wybrzmiewa wraz z rozwojem piosenki, tworząc pełną napięcia teatralnego scenę.

    Błogo bardzo sławił będę ten dzień, Kiedy na nowo się narodzę. Jednak zamiast „ludzkiej tragedii”, dostajemy w zamian „nikły promyk nadziei”: pojawia się - zasłyszany już na samym początku, jako krótkie preludium do spektaklu - utwór Błogo bardzo sławił będę ten dzień w wykonaniu Bartłomieja Abramowicza. Ta wyjątkowa klamra, przy niewątpliwie ciężkim ładunku spektaklu (skądinąd uzasadnionym, przez wzgląd na materię poezji, z jakiej spektakl został skonstruowany) stanowi dla niego znaczną przeciwwage. Odsłania przed nami niezachwianą nadzieję bohatera na polepszenie swego losu i zanurza łagodnie w jasnej przyszłości. Pełny nadziei zdaje się także utwór Na błękicie jest polana,w niezwykle szczerej scenicznie interpretacji Rafała Koniecznego.Utwór ilustruje próbę przedarcia się przez ciemność - możliwą dzięki temu, że posiada on, jako twórca, niezwykły dar. Jest nim umiejętność ożywienia tego, co zdawało się zupełnie stracone: Martwe zamieniam w żywe. Zgasłe w płonącą grzywę.

    Odsuńcie się wszyscy wy i wy. Po ogrodzie niech hula szarańcza. Cały ciemny ten teatr. Dobitną puentą spektaklu jest utwór Ciemny teatr, który odsłania przed nami ramy, w jakich zdawało się upływać życie Edwarda Stachury. Zabieg ukazania „teatru w teatrze” umożliwia widzom uczestniczenie w tym, co wydarza się na scenie. Ostatni utwór jest także pełen kontrastu - figury, na której kanwie został stworzony cały spektakl. Zapętlone, pozornie łagodne dźwięki aranżacji, stoją w opozycji do głównej linii melodycznej i mocnego wokalu Agaty Klimczak, ilustrując labirynt umysłu poety odrzuconego, a zdeterminowanego jednak wewnętrznie do tworzenia własnego, osamotnionego Ciemnego Teatru.

    Na podkreślenie zasługują interpretacje artystów, dzięki którym ma się wrażenie, że w każdej z piosenek zawarty jest pierwiastek Edwarda Stachury. Każda wypowiedź artystyczna to wypowiedź Steda, przez co zdaje nam się, że uczestniczymy właśnie w jego osobistym Teatrze. Miejscu, w którym to on jest reżyserem, stale udzielającym artystom swojego głosu.

    Ciemny Teatr Steda to dzieło interesujące. Wystarczy wyjść z błędnego koła utartych interpretacji, nieco zmienić perspektywę, by odkryć twórcę na nowo, dostrzec aktualność i współczesność jego utworów. Zamiast pustych słów, często w sposób „pusty” jedynie deklamowanych, dostrzec dynamiczne życie człowieka, postawionego przed dramatycznymi wyborami. Wystarczy, wybierając się na spektakl, otworzyć się na nowe doświadczenie i ono z pewnością do odbiorcy dotrze – z każdej możliwej do uchwycenia dla ludzkiej percepcji strony: muzycznej, aktorskiej, tanecznej, wizualnej. Bo Teatr Piosenki stwarza taką możliwość, wręcz bombarduje odbiorcę różnorodnymi bodźcami, w czym widzę niezwykle udaną próbę holistycznego przedstawienia twórczości o tak dużym pod względem twórczym potencjale. Spektakl jest niezwykle ciekawym projektem, odsłaniającym odwagę twórczą Teatru Piosenki.  Przedziera się przez nią ukierunkowanie twórców na to, co nowoczesne i aktualne. Jesteśmy bowiem w stanie, jako odbiorcy, dostrzec współczesność w – zdawałoby się – już dawno odkrytej i konkretnie zinterpretowanej poezji.

    Wystarczy wyposażyć się w odrobinę odwagi i na chwilę odsunąć od siebie utarte, „podręcznikowe” interpretacje, by dać się porwać aktualnemu, świeżemu, a co za tym idzie prawdziwemu obrazowi Edwarda Stachury, jaki proponuje nam Teatr Piosenki, zmieniając to, co hermetyczne, w to, co dotyczy (i dotyka) każdego z nas.   

 

Recenzja znajduje się na tej stronie https://kolosztuki.tumblr.com/post/168512116315/ciemny-teatr-steda

       Dziękujemy Rodzinie Edwarda Stachury za zgodę na wykorzystanie wizerunku i fragmentów twórczości Poety.

     Zapraszamy do wirtualnego zwiedzania domu rodzinnego Edwarda Stachury

     TV Stachuriada to nasz kanał telewizyjny na You Tube. Zapraszamy do oglądania i subskrybowania.

 ZAPRASZAMY DO WSPÓŁPRACY

     Stachuriada.pl cały czas jest na etapie tworzenia (nie wiadomo, czy ten proces zostanie kiedykolwiek zakończony). Co więcej, w żadnym wypadku nie jest tworem zamkniętym na pomoc z zewnątrz, szerszą współpracę, czy drobne uwagi nie tylko od znawców tematu, bo każdy zainteresowany Edwardem Stachurą jest mile widziany. Chodzi przede wszystkim o to, by znalazło się tutaj jak najwięcej informacji, które chcielibyście tutaj widzieć, a także te, o których chcielibyście powiedzieć innym (począwszy od imprez, koncertów w waszej okolicy, skończywszy na własnych przemyśleniach, artykułach, sugestiach odnośnie technicznej strony Stachuriady). Nasze skromne grono redakcyjne z chęcią przyjmie nowych, stałych współpracowników. Zapraszamy również do udzielania się na  FORUM , albo do bezpośredniego kontaktu z nami poprzez KONTAKT e-mailowy.