![]() | ||
| strona główna - biografia - książki - muzyka - czytelnicy - linki - kontakt - księga gości - forum | ||
STACHURIADA 2010 (Grochowice)W malowniczo położonej wśród lasów i pól niewielkiej miejscowości Grochowice po raz kolejny odbyła się STACHURIADA 2010. To właśnie tu, przez pewien okres czasu żył i szukał natchnienia, wybitny prozaik i poeta, Edward Stachura i właśnie, w Grochowicach została umiejscowiona akcja jego powieści obyczajowej, później zekranizowanej "Siekierezada". W związku z twórczością Edwarda Stachury w Grochowicach powstała idea organizowania spotkań poetycko - muzycznych poświęconych jego twórczości. I właśnie tu, co roku na polanie leśnej przy ognisku, spotykają się miłośnicy i wielbiciele jego twórczości. Spotkania te, podyktowane są chęcią wspólnego spędzenia czasu, wspólnego dzielenia się poezją, wspólnego grania i śpiewania, włóczenia się po okolicy z głową podniesioną w zadumie. Mimo decyzji poprzedniego organizatora Urzędu Gminy Kotla o odwołaniu tegorocznej STACHURIADY - skrzyknęła się nieformalna grupa, która postanowiła jednak się spotkać. Wyszli z założenia, że szanują decyzję Urzędu Gminy Kotla, ale mimo wszystko pragną kontynuacji STACHURIADY. Zaczęli od zera; jeden a zaraz drugi telefon, kolejny wpis w Internecie, i znowu telefon; i tak się zaczęło. Odpowiedzi płyną z różnych stron: - MY PRZYJEDZIEMY do Grochowic na STACHURIADĘ 2010. - Przyjeżdżamy, - bo to płynie z naszego serca. Nie głośny koncert, nie namioty sponsorów, i wielka scena - to nasze serca, nasze pragnienia, nasze wspólne spotkania i to, czym dzielimy się z innymi podczas tych spotkań, podtrzymują to wszystko - poezja wychodząca z ludzi. - Takie były pierwsze intencje powstawania Stachuriady. Decyzja zapadła - STACHURIADA 2010 - mimo wszystko odbędzie się!!! Organizatorzy tej spontanicznej STACHURIADY skontaktowali się z Urzędem Gminy Kotla, jak i Gminnym Ośrodkiem Kultury i Sportu - niestety, odpowiedź Urzędu Gminy była nieodwołalna: STACHURIADA jest odwołana, a ludzie, którzy przyjadą do Grochowic nie mogą liczyć na jakąkolwiek pomoc ani Gminy ani GOKiS-u ( a, chodziło głównie o zgodę na rozbicie namiotów oraz zapewnienie wody). Dziwna była ta decyzja, ponieważ na oficjalnej stronie Urzędu Gminy, do tej pory, Pani Wójt zaprasza do współpracy i tak cudownie wypowiada się o przeżywaniu STACHURIADY, a tu postawa wręcz odwrotna. Podobnie Pani Dyrektor GOKiS-u, mimo że jako jeden z organizatorów poprzednich STACHURIAD to również Mama - zwyciężczyni ostatniego festiwalu STACHURIADY 2009, i również podobna postawa, jak i słowa: STACHURIADA 2010 jest odwołana i tyle. Ta sytuacja, nie zniechęciła ludzi, którzy pragnęli jednak, aby STACHURIADA 2010 mimo wszystko odbyła się, i znaleźli pierwszą osobę, która powiedziała, że bardzo się cieszy, że ktoś przyjedzie do Grochowic na STACHURIADĘ. Tą osobą jest Sołtys z Grochowic. Wraz z radnym z Grochowic zaoferowali swoją pomoc w zapewnieniu bezpieczeństwa, jak i w zorganizowaniu wszystkiego, co pomoże w organizacji tego przepięknego, spontanicznego i nieformalnego spotkania - STACHURIADY 2010. Zorganizowali oni chrust, wodę, jak i przygotowali bezpieczne miejsce na ognisko na grochowickiej polanie. 25 czerwca 2010 roku w godzinach wieczornych, zjechali pierwsi uczestnicy STACHURIADY 2010. Na grochowickiej polanie czekał na nich Sołtys Grochowic, jak i mieszkańcy Głogowa. Rozpalono ognisko, po czym w oczekiwaniu na pozostałych uczestników zaczął się wieczór poetycko-muzyczny przy gitarach i ognisku. W miarę mijania czasu zaczęli zjeżdżać kolejni uczestnicy. Przyjechali ludzie z Warszawy, Krakowa, Katowic, Wrocławia, Poznania, Zielonej Góry, Głogowa, okolic Złotoryi, jak i okolicznych miejscowości. Spotkanie miało charakter kameralny i trwało do samego rana. Pinio z Krakowa, jak i Antek z Wrocławia, dbali o to, aby od samego początku twórczość Stachury, przemówiła do wszystkich zebranych uczestników, słowami Kaczmarskiego lub SDM-u, jak i wielu innych wykonawców. Ku wielkiej uciesze uczestników STACHURIADY 2010, wielu mieszkańców Grochowic, wraz z Sołtysem na czele uczestniczyli w tym spotkaniu do bladego ranka. Następnego dnia uczestnicy STACHURIADY 2010 rozpoczęli pełen wrażeń dzień. Zaczęło się już w godzinach porannych, od przygotowania obiadu dla wszystkich uczestników STACHURIADY. W wielkim kotle została ugotowana pyszna zupa ( niestety, przepis - decyzją uczestników - został utajniony, z powodów ogromnego zainteresowania, może za rok zostanie opublikowany jak jedno z głównych dań na STACHURIADZIE). W ciągu dnia część uczestników kontemplowała w grupkach przy swoich namiotach, a kolejna część podziwiała otaczającą nas przyrodę (szczególne podziękowania dla Włóczykija z Warszawy, - który dzielił się swoją wiedzą na temat przyrody z najmłodszymi), a pozostali uczestniczyli np. w nauce orgiami ( szczególne podziękowania dla Stokrotki z Katowic), budowaniu i puszczaniu modeli samolotów ( szczególne podziękowania dla Maćka z okolic Złotoryi), lub zabawy z latawcami ( gdzie szczególnie Kowal z Zielonej Góry starał się, aby wszystkim najmłodszym wychodziła tak trudna umiejętność), najmłodsi uczestniczyli w wielu grach i zabawach. Szczególnym zainteresowaniem wszystkich uczestników gier i zabaw, cieszyła się zabawa w kule jak i badmintona. Odbył się również konkursy: między innymi gry w kule jak i, konkurs plastyczny dla najmłodszych, którym tematem przewodnim było: ".Bezpieczne rodzinne spotkanie na polanie przy lesie." - Wszystkie dzieci uczestniczące w konkursach jak i zabawach, otrzymały nagrody. Kiedy nadszedł czas FESTIWALU POEZJI ŚPIEWANEJ - TEGO, CO Z SERCA., (o którym wspominali organizatorzy) zaczęli zjeżdżać okoliczni mieszkańcy, media, jak i ludzie, dla których STACHURIADA jest tym, co płynie z serca. Nastąpiło niewielkie opóźnienie, ponieważ uczestnicy STACHURIADY, tak wciągnęli się w zabawy z najmłodszymi, - że przestał się liczyć czas dla wszystkich - tyle było radości na twarzach. Część uczestników STACHURIADY postanowiła ten wieczór spędzić na wędrówce po okolicznych lasach - ŚLADAMI STACHURY. Powędrowali do miejscowości Bielawy, podziwiając piękno otaczającego świata, oraz dzieląc się twórczością Stachury podczas tej wędrówki ( czytając części Siekierezady). Inni z kolei, postanowili zostać na grochowickiej polanie, w oczekiwaniu na Festiwal - tego, co z serca, jak i wieczorne wspólne spędzenie czasu przy ognisku i twórczości Stachury, inny wykonawców, jak i twórczości amatorskiej. Na wspólne spędzenie wieczornego spotkania STACHURIADY 2010 przybyło dodatkowo wielu mieszkańców Zielonej Góry i okolic, Głogowa, Kotli, jak i samych Grochowic oraz okolic. W szczególności największą radość sprawiła wszystkim, wizyta jednych z pierwszych organizatorów STACHURIADY ( jeszcze w latach 80), miłośników poezji z Głogowa oraz okolic, jak i założycieli oraz członków stowarzyszenia skupiającego miłośników Stachury - jego twórczości jak i Grochowic. Każdy uczestnik ( bez względu na wiek - młodszy czy starszy) - podczas wieczornego spotkania STACHURIADY 2010, mógł ( ot tak po prostu, za darmo) poczęstować się kiełbaską i chlebem, (które to mogli upiec w ognisku) oraz napojami - sokami, pepsi lub colą. Dodatkowo, każdy najmłodszy uczestnik wieczoru, otrzymał pakiet naklejek odblaskowych, - które mają zwiększyć bezpieczeństwo najmłodszych podczas wakacji i nie tylko. W festiwalu wystąpiło dwóch uczestników. Jako pierwszy wystąpił Antoni Kamiński, który zaśpiewał "Ostatnia mruczanka - albo Spleen Kubusia Puchatka" (J. Kaczmarski, muzyka autorska) oraz "Zima" (ST. Barańczak, muzyka autorska). Jako drugi wystąpił Radosław Książek, który zaśpiewał "Modlitwa o szarfę i trunek" (A. Słomiński / P. Gintrowski) oraz "Sen Katarzyny II" (J. Kaczmarski). Publiczność była oczarowana sposobem przekazania tak wspaniałej twórczości, tym bardziej przez tak młodych uczestników STACHURIADY 2010. To publiczność zadecydowała o wyniku zwycięzcy FESTIWALU POEZJI ŚPIEWANEJ - TEGO, CO Z SERCA. Pierwsze miejsce zajęli obydwoje uczestnicy Antoni i Radosław. To był wspaniały werdykt, i ten najszczerszy i najważniejszy, - bo od publiczności. I Antoni i Radek, - którzy zaszczycili nas swoimi przeżyciami podczas festiwalu otrzymali fantastyczne nagrody, zajmując 1 miejsce ex aequo. Po festiwalu odbyła się dalsza część spotkania, gdzie wszyscy mogli wspólnie dzielić się tym, co z serca. Był czytany wiersz autorski jednego z uczestników, a później większość przeżywała ten wieczór na swój sposób, poprzez granie - śpiewanie poezji oraz różnych utworów płynących gdzieś z wewnątrz człowieka, jak i dyskusje w większych lub mniejszych grupach - każdy przeżywał to na swój sposób. Na sam koniec, tak pięknego wieczoru, główny organizator Tomasz Lewandowski z Zielonej Góry, ( choć szczerze bronił się przed tym tytułem, - ponieważ twierdził, że to wszyscy zebrani są organizatorami) - otrzymał najwspanialszy prezent za zorganizowanie STACHURIADY 2010 - od jednego z najmłodszych uczestników STACHURIADY. Była to zwykła kromka chleba, upieczona przez jednego z najmłodszych uczestników. 6-letnie dziecko - wręczyło tę tzw. grzankę Tomaszowi Lewandowskiemu ze słowami - "PANIE TOMKU, TO DLA PANA, I BARDZO DZIĘKUJĘ." - ten wzruszył się prawie do łez. Jak później mówił, warto było., tym bardziej, że docenili to najmłodsi, to wielkie wyróżnienie, nie do opisania, aż łzy płyną ze szczęścia. Tak fantastyczny czas STACHURIADY 2010 spędzili uczestnicy do pięknego wschodu słońca w niedzielny poranek. Szkoda było żegnać się w niedzielne południe - po tak pięknych przeżyciach, ale obiecaliśmy sobie jedno - STACHURIADA 2011 - odbędzie się!!! Bo to my - jako osoby, pamiętające, przeżywające, i dzielące się tym, co płynie z głębi nas, z naszych serc. - jesteśmy tym najważniejszym elementem i tworem STACHURIADY!!! W niedzielne południe żegnał nas Sołtys Grochowic wraz z mieszkańcami, pomagając nam sprzątać i pozostawić miejsce - takim, jakim zastaliśmy przed przyjazdem. Dziękowali nam, że pamiętaliśmy o Grochowicach, o Stachurze i jego twórczości, wspominając, że dzięki nam nie została przerwana STACHURIADA, a Grochowice kolejny raz z dumą gościły uczestników, STACHURIADY. Skromność Sołtysa Grochowic, jak i mieszkańców tej pięknej miejscowości - jest naprawdę wielka - gdyż to głównie dzięki Nim, odbyła się STACHURIADA 2010, bo Oni na czekali i nas ugościli, mało tego przebywali z nami do samego końca, - za co BARDZO DZIĘKUJEMY i mówimy DO ZOBACZENIA za rok!!! POZDRAWIAM
Na wstępie wielkie podziękowania dla Andy za to, że urzeczywistnił to, co wydawać się mogło niemożliwe. Byłem blisko i widziałem ile trudu włożył w walkę z entropią na tej wielkiej polanie. Zapamiętałem ogromny upał, bolał mnie ząb, żonę bolał brzuch i na dodatek jeszcze wierciła mi dziurę w brzuchu. Po krótkim czasie bolał mnie więc ząb i brzuch. W pewnym momencie gdzieś koło południa w sobotę - (nie wiem na ile było to przemęczenie, bo nie spałem w ogóle) - myślałem, że zwariuję:) Było mi tak jałowo i beznadziejnie, jak w piekle. (ciekawe, że nie przyszła mi wtedy nawet myśl, żeby przeparkować auto do cienia?) I co wtedy zobaczyłem? Zobaczyłem jak Anda, (który też całą noc przesiedział przy ognisku), podpierając się kulami, chrypiąc już co chwilę, rzuca i realizuje kolejny pomysł: a to żeby zorganizować turniej, w kule, w badbingtona, a to zrobić origami, a to konkurs rysowania, a to żeby w końcu ugotować gigant zupę. I powoli w tym ukropie to wszystko realizował! Chrypiał, chodził podpierając się kulami, cieszył się ze zwycięstw poszczególnych postaci. Żeby dostrzec heroizm tych czynów, należy jeszcze wiedzieć, że powstawały one niemalże w próżni: nie było tłumów czy jakichś notabli ani dziewczyn (nie licząc oczywiście Emmi i Stokrotki - ale one pod kuratelą Jerukiego więc jakby rodzina). Było tak chyba jak za Stachury w Grochowicach na zrębie: na pozór nieświatowo i bez splendoru. Oprócz naszej szacownej gromadki: Samotny Włóczykij, Jeruki, Emmi, Stokrotka, towarzyszył nam miejscowy crazy-man, który siebie nazywał "Tombak" i twierdził, że każdego może pokonać (co w świetle minonej nocy, gdzie było chyba wszystko, o czym już pisano w książkach, jeżeli chodzi o relacje tubylców na wsi do przyjezdnych - czyli bicie, picie i policja - nie było mi nieobojętne), było parę dzieci z wioski i moja trójka. Później się pojawił Paweł ze swoim dzieckiem. Tak wyglądała scena dramatu na polanie (do godziny ok. 17), na której poruszał się Anda, aktywizujący wszystko, co się rusza. Pojechaliśmy z Andą do sołtysa (kolejnego super bohatera tej imprezy), który pożyczył nam ogromny kocioł z wodą, kilka cegłówek i ruszyliśmy z powrotem, żeby wspólnie ugotować zupę. Wspominam o tym, ponieważ teraz z perspektywy kilku dni jawi się to mi jako "czysta forma". Tak, jak podziwiałem Stachurę za to, że będąc w miejscach "nijakich" - jakimi w zimie '67 mogły być Grochowice, potrafił coś zrobić, przeżyć na przekór wszystkiemu, co się wiąże z "wielkim i ciekawym" światem. Chodzi o bycie wiernym w małych sprawach. Nie wspominam na razie o bezpośrednich beneficjentach tych chwil - jakimi były dzieci z wioski i nasze. Zaangażowanie ich i powaga, z jaką oddawały się konkursom i naukom origami Stokrotki, naprawdę były warte zachodu. Warto jeszcze zwrócić uwagę, że Anda niczym Św. Mikołaj przywiózł ze sobą pełen bagażnik nagród i każdy uczestnik jakiejkolwiek dyscypliny otrzymał nagrodę, każdy przy ognisku dostał coś do jedzenia, każdy mógł zjeść zupę, dla każdego starczyło! Wydaje mi się, że nie sztuka zorganizować klimat imprezy, gdy nagle jak spod ziemi pojawi się dużo ludzi. Ba, bardzo często jest to samograj i impreza (oczywiście abstrahując od wypadków scenicznych) jej "klimat" toczy się własną dynamiką, wynikającą z zaistniałych stosunków miedzyludzkich tamże. Tutaj mieliśmy skalę mikro i maksymalnie jej wypełnienie, przy którym siadają łódstoki i reszta. Piszę tu o godzinach południowych ale sercem Stachuriady jest wieczór i ognisko, no i koncert:) Ok. 17-18 zaczęli się pojawiać pierwsi widzowie, fani i zrobiła się całkiem spora gromadka ludzi absolutnie nieprzypadkowych. Był wiersz o Stachurze, byli pierwsi założyciele Stachuriad, była prasa, radio - powiało światem :) Na końcu widząc ten już spory krąg ludzi nieobojętnych pozostała satysfakcja, jak to rzekł pewien Paweł: w dobrych zawodach wystapiłem, bieg ukończyłem, wiary ustrzegłem. Wiary można zamienić na "pamięć Steda". Grali Pinio, Paweł, Antek, Radek Książek. Wieczorem po 22 musieliśmy jechać, ponieważ byliśmy zobligowani terminem w Sereplicach nad Bugiem. No, troszku się tu rozpisałem. Nigdy nie jest tak dobrze, żeby nie mogło być lepiej, jak i nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło! To było dla mnie bardzo piękne przeżycie i doświadczenie. Antos |
![]()
1. piosenki Stachury |
|