Stachura – poeta uniwersalny

pieczatka-76-urodzinyRozmowa z Janem Kondrakiem, liderem grupy Lubelska Federacja Bardów, która to w przyszłym roku, w Lublinie, świętować będzie piętnastolecie swojego istnienia.

Krzysztof Wiśniewski: Czy spotkał pan osobiście Stachurę?

Jan Kondrak: Nie. Ja mogłem go spotkać oczywiście, gdybym tropił jego obecność. On jeszcze żył, kiedy zainteresowałem się jego twórczością. Miałem szansę go spotkać, ale nie pomyślałem o tym.

A w którym roku to było?

To było w roku 1978, jesienią, zimą.

Jak zrodził się pomysł, żeby śpiewać Edwarda Stachurę?

To było dla mnie oczywiste, jak przeczytałem „Missa pagana”, że to trzeba zaśpiewać i że ja to natychmiast zrobię. To w 1978 roku właśnie powziąłem tę decyzję, że to jest materiał na oratorium co najmniej. Na pewno na jakąś wielką formę muzyczną. Ja cały czas tam słyszałem duży skład orkiestrowy, ale miałem wtedy osiemnaście lat. Zero możliwości zorganizowania jakichkolwiek nagrań, w ogóle czegokolwiek. Byłem chłopcem ze wsi po prostu, który miał takie marzenie, ale też nikt mi nie zabraniał nagrać tego z gitarą czy też śpiewać sobie tego z gitarą. Na początku to sobie nawet na pianinie podgrywałem te utwory. Nie miałem gitary. Gitarę kupiłem półtora roku później ze składanych pieniędzy. Musiałem przestać jeść, żeby kupić sobie gitarę, bo dostawałem od rodziców pieniądze tylko na jedzenie.

Na czym grywał pan wcześniej?

Na akordeonie i na pianinie.

Kiedy zaczęła się pana droga twórcza – że tak powiem – że pan zaczął śpiewać i tworzyć?

Droga twórcza zaczęła się właśnie od „Missa pagana”. Z jednej strony to była taka droga śpiewaczo-kompozytorska – mówię o twórczości – bo śpiewałem całe życie. Śpiewałem wcześniej, niż mówiłem – z tego, co rodzice mówią – powtarzałem melodie bardzo dokładnie, zanim jeszcze nauczyłem się mówić. Byłem dość mocno utalentowanym dzidziusiem. Uczęszczałem, tak jak dzieci wiejskie, do chóru kościelnego i szkolnego i to były moje miejsca edukacji muzycznej. Wychowanie muzyczne było wówczas w szkołach. Korzystałem z tego. Chodziłem do ogniska muzycznego w szkole średniej, gdzie uczyłem się gry na akordeonie, natomiast to moje śpiewanie było odtwórcze, bo ja naśladowałem wszystkich, których się dało: Ewę Demarczyk, Czesława Niemena, Marka Grechutę. Podrabiałem ich sposób śpiewania. Tym się pasjonowałem, natomiast pierwsze utwory jako takie są związane z „Missa pagana” Edwarda Stachury. Zacząłem wtedy pisać też muzykę do cudzych tekstów – ale nie do Stachurowych – było to związane ze szkołą, do jakiej uczęszczałem. Uniwersytet Ludowy wymagał od swoich uczniów, studentów aktywności artystycznej. Ja taką wykonywałem. Po prostu na ćwiczenia przygotowywało się utwory. Jeden tylko utwór ocalał z tamtych lat, który zamieściłem potem na swojej płycie pt. „Wyzwanie”. „Missa pagana” nagrałem na początku lat osiemdziesiątych. Zacząłem w 1978 myśleć nad nią, w ‘79 już ją zrobiłem, a w ’80, wiosną, już byłem w stanie ją wykonywać w klubach studenckich, tam gdzie mnie zaprosili. Tych zaproszeń nie było wiele, ale potem ruszyła lawina i byłem bardzo mocno zapraszany do różnych miejsc. Między innymi miałem swój plakat w Warszawie, na Brzozowej, w Teatrze Stara Prochownia Wojciecha Siemiona. Miałem swój plakat i grałem tam recitale.

Teraz może odnośnie tej płyty „Stachura – Poematy”. Kto pierwszy w zespole wpadł na pomysł, aby zaśpiewać poematy Edwarda Stachury?

Nie wiem. Myślę, że Marek Andrzejewski. To znaczy, cały czas trzeba pamiętać, że kilkadziesiąt lat wcześniej ja zaśpiewałem psalm-poemat „Missa pagana”, więc jeśli to ma jakiekolwiek znaczenie, to w ten sposób, że któryś z nich próbował pójść moim tropem. Przeczytał Stachurę, potem się czymś zachwycił i tak dalej. Potem Marek drążył temat, zrobił kilka kompozycji i tak to było. Gdzieś, któregoś dnia, któregoś roku, robiliśmy specjalny program o Stachurze na festiwal „Oranżeria” w Radzyniu Podlaskim i wtedy pojawiło się tych utworów już więcej. Już Piotrek Selim odpowiedział swoimi kompozycjami, a my, kiedy robimy nowy program, to mamy w Lublinie gdzie grać. Możemy grać dotąd, aż nam się publiczność skończy. Wtenczas robiliśmy śmiało – co miesiąc właściwie – nowe programy, albo co niedługi czas, i Stachura był jednym z… Po prostu. Nie mówiliśmy o poematach, tylko mówiliśmy w ogóle o śpiewaniu Stachury. Wtedy było więcej piosenek niż poematów, ale moi koledzy – Andrzejewski i Selim – jeśli komponowali, to tylko do poematów. To jakoś tak samo wyszło.

federacja-na-scenie

Długo trwało zebranie materiałów, wyodrębnienie tych fragmentów?

Nie wiem. To ty lepiej wyśledziłeś. Krzysztof Wiśniewski lepiej policzył niż my. Ja myślałem, że to trwało sześć lat, a ty wyśledziłeś, że w roku którymś tam…

Bo płyta nieoficjalna z zapisem koncertu w Hadesie pochodziła z 2004 roku.

Wystarczyło prosto obliczyć. To jednak ileś lat trwa. Ja nie nalegałem.

Jest to już dziewięć lat.

No. Płyta „Stachura – Poematy” wyszła w tym roku, oficjalnie 15 stycznia, czyli dziewięć lat trwało przygotowywanie – jakby tak formalne takie ramy przyłożyć…

Data wydania tej płyty to 2013 rok?

Tak. Data oficjalnego wydania tej płyty to rok 2013.

To ta płyta, którą ja dostałem, tak?

Tak. To było takie wydanie w ramach wydawnictwa samego, natomiast rynkowa premiera była 15 stycznia, więc jeśli płyta będzie się liczyć w zestawieniach – jakichkolwiek – to w tym roku. Zobaczymy, jak będzie. W każdym razie, ja przy tej płycie nie majstrowałem i chciałbym to dobitnie podkreślić i podkreślam to z dumą, bo to nie jest inspirowane przeze mnie, to jest inspirowane przez samego Stachurę zza grobu.

Jego twórczość jest bardzo melodyjna, rytmiczna…

I przede wszystkim jest fascynująca.

Tak.

Tematyka i sposób realizowania tej tematyki jest taki, a nie inny, czysto Stachurowy, przepiękny, po-ru-sza-ją-cy, po-ru-sza-ją-cy. Dzisiaj ludzie to bardzo ładnie w teatrze wyczuwali, te momenty, takiego typu: „Przystępuję do ciebie na wskroś…”. Pięknie to dzisiaj wybrzmiało.

Brzmienie zespołu było dzisiaj naprawdę… Ja byłem pod bardzo wielkim wrażeniem. Wydaje mi się nawet, że lepiej niż w Programie Trzecim Polskiego Radia.

To jest możliwe dlatego, że tutaj są lepsze możliwości techniczne. Naprawdę Teatr Kamienica zadbał o nagłośnienie z najwyższej półki, tzw. „pasmowe”, a w Trójce tego nie ma. Trójka jest biednym radiem. Fachowców ma na tym samym poziomie, ale na pewno technicznie jest słabsza.

Dlaczego na płytę „Stachura – Poematy” trafił ostatecznie tylko jeden utwór wykonywany przez pana wcześniej? Mam na myśli utwór „Komunia” pochodzący z pańskiej solowej płyty „Missa pagana”.

Bo „Komunia” z tego poematu nie była oficjalnie wydana na innych płytach, przez innego wykonawcę niż ja i pasowała swoim klimatem, sposobem zrobienia muzycznego, pasowała do tego, co moi koledzy wymyślają, czyli dało się ją zaadaptować do warunków muzykowania współczesnego, ponieważ mój poemat „Missa pagana” operuje językiem nie wiadomo jakim, zrozumiałym głównie dla mnie. Dla muzyków kształconych – a takimi są moi koledzy – to było trochę niezrozumiałe, więc całej „Missa pagana” nie byliśmy w stanie zagrać z Federacją, bo to ich najzwyczajniej w świecie nie pociągało. Ale zawsze mogę to grać sam. Będę grał sam. Natomiast jest kilka songów z „Missa pagana”, które przypadły do gustu wszystkim i w głosowaniu powszechnym, takie utwory, jak: „Gwiezdne dzieci”, „Introit” czy „Komunia” idą, to się dobrze gra…

Na koncertach głównie. Tak?

Tak. Na koncertach. Choć „Introit” i „Gwiezdne dzieci” są na płycie „Klechdy lubelskie”, gdzie opowiadamy legendy o pisarzach związanych z Lubelszczyzną i śpiewamy ich utwory.

W jaką stronę teraz pójdzie Federacja? Myślicie już nad jakimś nowym materiałem?

federacja-grupowe

Tak. Myślimy, to będzie na pewno materiał autorski. Być może w międzyczasie zrobimy jakieś duże przedsięwzięcie muzyczne dla opery białostockiej – bo jest stamtąd wstępne zlecenie – ale tam już jest libretto, trzeba będzie tylko napisać muzykę i wykonać. Ale z takich oficjalnych dzieł, to będzie w przyszłym roku robiona nasza autorska płyta, podobna do „Imperium” i do „Tygla”, czyli będzie to składanka utworów napisanych przez nas. Te utwory się właśnie piszą i w tej chwili ścieramy się już drugi rok, w jakiej stylistyce to utrzymać. Tego jeszcze nie wiemy. Ja uważam, że powinniśmy zastosować pewne elementy elektroniki klubowej. Ja bym to zrobił tak smakowo, żeby tak za bardzo od współczesnego brzmienia – anteny, tego co się dzieje w mediach – nie odstawać, ale kolegom się mój pomysł nie podoba, więc nie wiem, w którą stronę pójdziemy. Zazwyczaj jest tak, że my wydajemy piosenki, które już są zagrane, publiczność to sprawdza i my dopiero wydajemy. Może i teraz tak będzie, że najpierw to napiszemy, pokłócimy się trochę, pogramy i dopiero zobaczymy, co z tego wszystkiego umieścić na płycie. Zdarzyło się też w naszym życiu, że nagraliśmy płytę „Dycha w Trójce”, która była napisana, niegrana przed ludźmi, zagrana w Trójce i dopiero potem grana na koncertach. Raz nam się zdarzyła i taka rzecz. Nie wiem, co będzie. Trudno mi powiedzieć. My nie jesteśmy w stanie bardzo precyzyjnie zaplanować swojej przyszłości. Czekają nas koncerty i to wiadomo jakie, niektóre są specjalne (specjalistyczne), medialne powiedzmy. Bierzemy udział w akcjach ogólnopolskich typu „Mistrz Mowy Polskiej”, natomiast o płycie, której nie ma jeszcze, za dużo powiedzieć się nie da. Mogę tylko zapewnić naszych słuchaczy, że SIĘ ROBI.

I się idzie.

Tak.

A myślał pan o tym, żeby sięgnąć po innych poetów – w cudzysłowie „przeklętych”, „zbuntowanych”, jak są oni określani – żeby razem ich połączyć na jednej płycie ze Stachurą i wyśpiewać na przykład Różańskiego, Bruna?

Nie. Nie myślałem, dlatego że generalnie nie zajmujemy się programowo propagowaniem innych poetów niż my sami. To wszystko co robimy, wzięło się samo, gdzieś tam z bardzo głębokiego środka naszych osobowości, po prostu samo tak wyszło. Tego nikt nie planował tak naprawdę. Nie wiem, co odpowiedzieć na to pytanie. Trochę życia nam brakuje. Ażeby przeprowadzić taki jeden projekt, to jest dwa do trzech lat wyjęte z życiorysu kogoś z nas. Być może, że będzie takie zapotrzebowanie, że ktoś wpadnie na to i pomoże nam w tym na przykład, to wtedy ja taki pomysł będę miał, bo ten pomysł jest oczywisty. Mam też taki pomysł, żeby pokazywać co roku jednego poetę współczesnego, ale to bardzo współczesnego – powiedzmy nagrodzonego nagrodą miasta Gdyni. Jakiegoś mistrza Polski na dany rok, którego można by sobie jakoś wyłowić i jemu jednemu poświęcić na przykład program w Teatrze Starym, który jest idealnym miejscem do prezentowania każdej twórczości. Mówię o Lubelskim Teatrze Starym.

Tak.

Ażeby to nagrać na płytę i do telewizji od razu, do telewizji Kultura. Zrobiliśmy tak z Czechowiczem. Już zgłosiłem taki pomysł do władz miasta Lublina i władzom Lublina to się bardzo podoba, ale mnie samemu ten pomysł się nie do końca podoba, dlatego że ja będę musiał to zrobić.

No tak.

dedykacja2

Będę miał rok w plecy tylko dlatego, żeby pochylić się nad wspaniałą czyjąś twórczością, ale ja już zbyt wiele razy zapomniałem o sobie samym, żeby łatwo szafować swoim czasem, ryzykować swoim czasem na rzecz innych twórców. Być może ktoś mi ułatwi to zadanie, bo gdybym ja mógł tylko trochę pracować nad kimś i chociaż trochę nad sobą, to to jest do pogodzenia. Oni przyjeżdżają i odjeżdżają, a ja to wszystko muszę robić: posprzątać, pozamiatać, a wcześniej przygotować. Ja tu jestem trzeci raz w Kamienicy, żeby ten jeden koncert zagrać i to tak trzeba zrobić, inaczej się po prostu nie da. Pomiędzy mną – organizatorem, mną – twórcą, mną – szoferem, jest ogromne napięcie, my się nawzajem nie lubimy. Ja nie lubię siebie jako szofera, szofer jako ja nie lubi mnie twórcy, bo ja jako twórca zasypiam za kierownicą, bo jestem niewyspany. Zaczyna się robić sytuacja trochę taka, no, w rozkroku, więc nie mogę obiecać, że się na serio zajmę twórczością „poetów przeklętych” czy też twórczością poetów bardzo, bardzo współczesnych, ale chciałbym. Wiem, że należałoby to zrobić, że nikt tego nie robi i nikt nie robi tego serio, tak programowo, solidnie. Tak, jak należałoby zrobić.

Ostatnie pytanie mam trzyczęściowe. Na dwa pierwsze padły już odpowiedzi wcześniej, ale chciałbym, aby pan odpowiedział tylko na to ostatnie. Jak według pana odbierana była kiedyś twórczość Edwarda Stachury? Co dzisiaj ona nam daje? Czy jego dorobek można określić jako uniwersalny?

Dorobek Stachury jest z pewnością uniwersalny i Stachura w warstwie sensów da się znakomicie tłumaczyć na wszystkie języki świata. Gorzej, gdy trzeba przetłumaczyć formy gramatyczne, które Stachura zastosował w polszczyźnie. Widać to choćby jako problem z Paulem Celanem, który pisał tak, że Barańczak przetłumaczył to inaczej, Krynicki inaczej. To są zupełnie inne wiersze, te same wiersze przetłumaczone przez kogo innego. Wystarczy słowo „nikt” albo „nicość” napisać dużą literą i już będzie to inny wiersz. Stachura jest tłumaczony na wiele języków świata, ale myślę, że Stachurze brakuje w dalszym ciągu jakiegoś takiego tłumacza-promotora, takiego wehikułu, który by go w ten świat wyniósł. Myślę, że polszczyzna jest znakomitą barierą, która odgradza nas od świata, bo świat nie mówi po polsku. Świat mówi po portugalsku, świat mówi po angielsku, ale nie mówi po polsku. Nigdy nie byliśmy państwem kolonialnym i to się mści na artystach używających polszczyzny. Myślę, że to jest artysta – bo to nie jest pisarz, to jest artysta – a artysta to jest człowiek, który ogarnia wszystko, i wszystkie dziedziny sztuki, i wszystkie dziedziny życia, i wszystkie dziedziny nauki nawet. U Stachury to wszystko znajdujemy. On interesuje się zdobyczami nauki, biofizyka się wtedy pojawiła jako dyscyplina naukowa. On natychmiast w to wchodził. Część rodziny Stachury to są astronomowie.

On był tak trochę jak dziecko, interesował się wszystkim.

No i trochę jak renesansowy uczony, czyli to jest prawdziwy artysta, który stara się ogarnąć wszystkie dziedziny sztuki i życia. W związku z tym jak najbardziej, Stachura, jeśli idzie o sensy, to całkowicie wystrzega się polityczności wszelkiej, czegoś, co by go wiązało tematycznie z Polską. On tematycznie zajmuje się człowiekiem, fantomem człowieka, właściwie takim hologramem człowieka, człowiekiem tak spreparowanym, zredukowanym do części immanentnych, niezastępowalnych, i szuka też błędów gdzieś w genotypie człowieka, w jego psychice, które można by naprawić i uczynić świat lepszym. Dlatego Stachura wgłębia się w siebie, poprzez siebie opowiada świat. Czyli zachowuje się dokładnie tak, jak powinien się zachować artysta współczesny, poprzez siebie filtruje i próbuje dojść do wniosków uniwersalnych. Nie inaczej postąpiły wszystkie religie monoteistyczne, które poświęcają jakiegoś jednego kogoś, np. Jezusa, aby go uśmiercić, zrobić mu coś w rodzaju sekcji zwłok i pokazać na tym przykładzie wszystkie sfery życia i ułożyć, zaprogramować, jak to powinno być. Stachura też według siebie programuje ten świat i próbuje go uczynić lepszym, i składa siebie w ofierze, więc jak najbardziej, absolutnie nadaje się… On się bardzo często odwołuje do języka sakralnego i to do języka sakralnego głównie Biblii, choć znał wszystkie święte księgi i studiował te wszystkie rzeczy. Wszystkie święte księgi są dość podobnie pisane, retorycznie wzniosłym stylem i bardzo jasno. To jest język, który stara się bardzo dokładnie nazywać stany rzeczy. Stachura właśnie tak pisze, czyli już w samym języku próbuje sakralizować rzeczywistość, co powinno mu w rezultacie dać przełożenie na cały świat.

dedykacja1

Czyli skoro zajmował się człowiekiem w swojej twórczości, to jest uniwersalny?

Bezwzględnie tak.

I można powiedzieć, że przez te granice, które wytycza język polski, że nie można go przetłumaczyć na inne języki…

Można go tłumaczyć, ale z pewnością narażamy stachurszczyznę na zubożenie. On musiałby to sam poprzetłumaczać i wtedy byłoby git. Nie zdążył sam przetłumaczyć.

Dzięki niemu mamy coś własnego, intymnego…

No, ale dzięki temu nikt nam go nie ukradnie, nie powie, że Stachura był Francuzem, dajmy na to.

On się tylko tam urodził.

Tak. Tak jak Chopina i Skłodowską nam kradną. On się tylko tam urodził i będzie już zawsze nasz, jeśli to ma jakiekolwiek znaczenie. Znaczenie narodowości i państwowości zmniejsza się w zglobalizowanym, zelektronizowanym świecie i myślę, że dobrze.

Zresztą Stachura sam twierdził, że sami sobie wytyczyliśmy jakieś granice między sobą.

Oczywiście, dobrze jest, żeby każdy z nas przeczytał „Fabula rasa”. Tam Stachura odwołuje się do najprostszych ludzkich czynności i analizuje je, na przykład: Kupujesz mydełko „Palmolive”. Czy nie mógłbyś kupić tańszego mydełka, a tę resztę, która ci została, przekazać biednym? To są niby naiwne rzeczy, ale to nie są rzeczy bez sensu. Stachura pytał o rzeczy najprostsze, ponieważ świat nawet w najprostszych sprawach, najprostszych odruchach jest zakłamany. On próbuje odkłamać rzeczywistość. Poległ w starciu z rzeczywistością, ale być może za grobem jest jego zwycięstwo. Być może to, co napisał, i świadectwo jego życia, i to, że pisał do ostatniej sekundy życia, może dla wielu ludzi mieć znaczenie. Bo takiego świadectwa i takiego artysty – aż takiego – nie mieliśmy. Właściwie on doszedł do ściany. Dalej już nic więcej się nie da zrobić. Z jednej strony twórczość, a z drugiej – świadectwo, i jedno do drugiego przylega. Nic więcej nie da się zrobić.

To na tym bym zakończył i nie wiem, czy mogę do wywiadu dołączyć podziękowanie za tę nietypową współpracę nad spisaniem pańskich treści?

Tak. Krzysztof Wiśniewski był wpadł na pomysł, z którego skorzystałem, konstruując okładkę do płyty „Stachura – Poematy”. Chodziło o spisanie moich przemówień, które tu i ówdzie wygłaszałem, a zwłaszcza to w studio Trójki. To mi się bardzo przydało i tu chciałbym oficjalnie, elegancko podziękować za podsunięcie tego pomysłu i przede wszystkim za spisanie tego wszystkiego, co mówiłem, co już ułatwiło robotę innym redaktorom.

Powiem szczerze, że będąc pierwszy raz na koncercie Federacji „Stachura – Poematy” w radiowej „Trójce”, byłem niesamowicie poruszony tym, że ktoś mówi o poezji, że ktoś mówi o znaczeniu poezji. To mnie tak dogłębnie poruszyło, że czułem jakiś dogłębny obowiązek, żeby pomóc tym słowom pójść dalej. Sam czuję się nie tyle zaskoczony, co dumny i cieszę się, że do tego doszło. Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję bardzo.

 

Rozmowa została przeprowadzona 18 VIII 2013 roku po koncercie Lubelskiej Federacji Bardów w Teatrze Kamienica w Warszawie.

powrót na górę

W ramach Stachuriady polecamy szczególnie:

bruno

belon

harasymowicz