Jak to było na Stachuriadzie w Grochowicach, czyli o poezji, ogniu i babci Oleńce

Łukasz Pompa

IMG_914619. Stachuriada w Grochowicach rozpoczęła się w upalny piątek. Na polanie pod lasem powoli zaczęli pojawiać się pierwsi goście. Pole namiotowe zapełniało się, początkowo upstrzone kilkoma ledwo namiotami. Każdy mógł jeszcze spokojnie wybrać miejsce, ocenić, gdzie poranny cień pozwoli dłużej pospać rano. Już wkrótce ciężko było przycisnął się między namiotami i rozciągniętymi zasadzkami w postaci napinających sznurków, manifestujących swą obecność seriami ostrych szarpnięć podczas nocnych gawiedzi powrotów na trasie ognisko-namiot.

IMG_9184Jednym z zaproszonych gości był Krzysztof Wiśniewski, który miał rozpocząć program imprezy o godzinie 16:00. Jego wystąpienie było elementem przygotowanej przez grupę zapaleńców muzyczno-poetyckiej Sceny Babci Oleńki. Krzysztof Wiśniewski zapytany, czym dla niego jest Scena Babci Oleńki, odpowiedział: - Scenę Babci Oleńki trudno określić słowami. Mogli przeżyć ją tylko ci obecni wokół nieoficjalnego ogniska grochowickiej polany. Ludzie zgromadzeni wokół niego i w zamyśleniu wpatrujący się w jego żar mogli doświadczać poezji, gdy milknął głos śpiewających i subtelnie cichły gitary. Wtedy ona wyłaniała się jakby z płomieni płynąc między namioty do tych co posnęli [...].

IMG_9211Krzysztof raz po raz przeglądał pliki kopii dokumentów, trzymane w ręku, kopii rękopisów i zbitków poezji odbitych na powielaczu, które przyprawiały o dreszcze zapowiadając dawkę niepublikowanych bądź mało znanych informacji. Wśród nich list od wdowy po Wincentym Różańskim, Małgorzaty Kasztelan, dla organizatorów Stachuriady, a także kopia rękopisu matki E. Stachury. Z kolei Antoni Kamiński przygotował utwór do tekstu Witka (alter ego Stachury z powieści Cała jaskrawość), dedykowany przez poetę pamięci Edwarda Stachury.

IMG_9229Organizatorzy zdecydowali się przesunąć referat Krzysztofa na czas po koncertach (gdy planowana była druga część jego wystąpienia, na które miał składać się autorski wieczorek poetycki, recytacja wierszy Witka i Steda, oraz śpiewogranie do tekstów obu). Zatem rozpoczęcie grochowickiej Stachuriady przesunęło się na godz. 17. koncertem Nieobecnych. Widownia z czasem zapełniała się za sprawą gęstniejącej publiczności. Część koncertową zamknął zespół U studni oraz poeta Adam Ziemianin. Następnie na deskach został odegrany spektakl muzyczny Siekierezada.

Gdy estrada ucichła i zgasły światła, rozgorzał gwar przy głównym ognisku na polanie. Tutaj zorganizowano konkurs Stedogranie, spośród czterech zgłoszeń jury wybrało najlepszego ich zdaniem wykonawcę. Po zakończeniu tego punktu programu nastąpiło przekazanie przez Krzysztofa Wiśniewskiego listu od Małgorzaty Kasztelan na ręce organizatorów Stachuriady. Pani Małgorzata, wdowa po Witku, pisała m.in.: funkcjonowanie w świecie poetyckim oraz odkrywanie na nowo tajemnicy twórczości Edwarda Stachury zasługuje na najwyższe uznanie. Jest promocją fascynującej, najszlachetniejszej gałęzi sztuki. Próbą kreowania świata w stale gasnącej świadomości. Walkę z mechanizmami amnezji, z pustką kolejnych nisz czasowych. Krzysztof Wiśniewski odczytał jego treść, tudzież fragmenty innych dokumentów (m.in. oryginał listu Jadwigi Stachury – matki poety - do Wincentego Różańskiego). Na bezchmurnym niebie świecił okrągły księżyc. Jego światło ujrzało jednak tylko nieznaczną część materiału, która została przygotowana na ten wieczorny wykład. Nie dopisała atmosfera. Krzysztof skrócił go do absolutnego minimum. Trudno zrozumieć, że kilkoro krzykliwych ogniskowiczów wolała śpiewać po raz enty te same piosenki, zamiast skorzystać z okazji, by raz (może jedyny) wysłuchać rewelacji na temat Witka i Stachury.

To było ciekawe doświadczenie ścierania się literackiej poezji słowa oraz prostych pragnień ogniskowych śpiewów, artykułowanych w formie żądań z podchmielonych (pojedynczych acz głośnych) gardeł ("Grajcie!", "Zróbmy przerwę!" itp. Itd.). Większość siedziała zdumiona takim dysonansem. Część próbowała reagować, wdając się w dyskusje z co głośniejszymi współtowarzyszami ogniskowego "miru".

IMG_9129Program Krzysztofa czy pieśń Antoniego Kamińskiego do tekstu Witka to element programu Sceny Babci Oleńki (stworzonej ad hoc na potrzeby grochowickiej Stachuriady, ale wyrastający poza jej ramy), czyli sceny, której zamiarem jest doszukiwanie się źródeł postaw poetyckich, jej najbardziej twórczych (ale też wymagających) aspektów. Postawienie tamy pewnym procesom upraszczającym czy wręcz prymitywizującym współczesną kulturę. A w skali grochowickiej Stachuriady – próba sięgnięcia do tradycji dawnych Stachuriad, gdy podstawową inspiracją była poezja Edwarda Stachury. Warto przyznać zresztą, że jubileuszowa Stachuriada w Grochowicach zrobiła zdecydowany krok w stronę stachurowych fundamentów. Co cieszy tym bardziej, że nieraz twórczości poety rodem z Kujaw stopniowo bywa spychana na margines, na rzecz artystów czy twórczości niezwiązanej z poetą. Nie da się tego powiedzieć o tegorocznej edycji. Pojawiło się wiele motywów związanych ze Stedem, by wspomnieć licznych wykonawców, program konkursu (obowiązkowo jeden z trzech utworów do tekstu Stachury) czy nocny konkurs Stedogranie przy ognisku (pojawiła się tutaj chyba pierwsza w historii aranżacja muzyczna dzienników Stachury w wykonaniu Antka Kamińskiego). Chwała za to organizatorom. Piątkowe ognisko podzieliło się na kilka ognisk, spośród których najwytrwalsze nie wygasło i trwało jeszcze przez kilka godzin po wschodzie słońca.

IMG_9145W ramach Sceny Babci Oleńki odbyły się również (w sobotę) kameralne wycieczki śladami Stachury (i okazów okolicznej fauny i flory) pod przewodnictwem Bolesława Kai, miłośnika przyrody. Czasu było mało, więc siłą rzeczy trasa bardzo wybiórcza. Odwiedziliśmy też leśniczówkę, znaną z powieści Steda, a także grób babci Oleńki, która spoczywa na grochowickim cmentarzu (naprawdę nazywała się Franciszka Olechna). Bolesław, autor książki o komercjalizacji gór, publikowanej na portalu Stachuriada.pl, także realizował program Sceny Babci Oleńki, sięgając do formy krajoznawczej, edukacyjnej.

W odpowiedzi na pytanie organizatorów "czy coś zmienilibyście z konwencji tego wydarzenia? Macie jakieś propozycje?" pojawiły się takie głosy: Don Silentio: "Wielkim atutem grochowickiej polany jest poczucie wolności (można rozpalić sobie ognisko, wjechać autem, wybrać sobie miejsce biwaku) i dobrze gdyby tak zostało. Generalnie im mniej "nowinek" tym lepiej, poza tymi które wymusza sytuacja." Waćpanna Anna: "Niestety tak jak wiele imprez masowych wydarzenie z roku na rok traci swój klimat. Podejrzewam, że jest to spowodowane tym, że przyciągają one coraz więcej ludzi z bliższej okolicy, którzy chyba sądzą, że jest to raczej festyn rodzinny, niż wydarzenie kulturalne. Niestety strasznie to utrudnia odbiór poezji śpiewanej, gdzie ważne są nie tylko dźwięki, ale i słowa, które często trudno w hałasie wychwycić. Połączenie z Motostachuriadą też jest wg mnie nietrafione." Piotr Stefański: "więcej wspólnego bytowania a mniej festynu i festyniarzy." Itd. Mimo słów krytyki odnoszę wrażenie pozytywnego odbioru (np. - żartobliwe - głosy o przedłużeniu imprezy do tygodnia). Charaketerystyczne: postulat, by nic nie zmieniać, nie ruszać w kierunku komercji. Mam wrażenie (patrząc choćby na sam tylko program i regulamin), że tę prośbę próbuje się spełnić. Miejsce jest idealne. Wolność związana np. ze swobodą na polu namiotowym (wjazd samochodem, brak wejściówek) wyróżnia Stachuriadę na plus na tle niektórych innych imprez. Warto zachować taki kształt festiwalu. I pamiętać o źródłach. Szkoda, że nie każdy punkt programu udało się zrealizować. Dało się zauważyć dwa sprzeczne nurty: chęć rozrywki i chęć zadumy. Grupki pijanych krzykaczy ("zagraj coś, co każdy zna, żeby można było pośpiewać") i środowisko ludzi twórczych, bardów i poetów ("zagraj coś, czego nikt nie zna, żeby nikt nie mógł śpiewać"). Piosenki kabaretowe, rubaszne i piosenki poważne, zatrzymujące się nad prawdą świata. Zajmowanie ogniskowej przestrzeni audialnej i – czekanie na swoją kolej, odstępowanie tej przestrzeni po odegraniu jednej dwóch piosenek.

Na Facebooku pojawił się zarzut, jakoby na Stachuriadzie niepotrzebnie tworzyło się wiele ognisk. Ale to jest chyba potrzebne. Bo różne są temperamenty uczestników, różne potrzeby. Część chce rozmawiać, część słuchać tego, co właśnie zostało stworzone przez autora ("czego nikt nie zna"). Część po prostu śpiewać i bawić się. Może warto pójść dalej i pomyśleć o dwóch scenach? - Na przykład scena kameralna w ogrodzie domu babci Oleńki? Dwie sceny nie są niczym wyjątkowym, dość wspomnieć Giełdę Piosenki w Szklarskiej Porębie, tam na Skwerku "Trójki" jest druga scena z osobnym programem. Czas pewnie pokaże, w którą stronę pójdzie grochowicka Stachuriada.

czerwiec 2013.

 


 

fotorelacja: https://www.facebook.com/media/set/?set=a.538507039547330.1073741826.468310033233698&type=1


powrót na górę

W ramach Stachuriady polecamy szczególnie:

bruno

belon

harasymowicz