Lubelska Federacja Bardów prowokuje do czytania Edwarda Stachury

BILETY

W studio koncertowym Programu Trzeciego Polskiego Radia, 2 września, odbył się niesamowity koncert Lubelskiej Federacji Bardów poświęcony poematom Edwarda Stachury z okazji 75 rocznicy urodzin poety. Jest to zapowiedź nagrywanego właśnie w Studio Hendrix w Lublinie materiału „Stachura – Poematy”, który znajdzie się na ósmej płycie w dorobku zespołu. Twórcami muzyki do poematów Edwarda Stachury są: Marek Andrzejewski, Piotr Selim, Krzysztof Nowak z Lubelskiej Federacji Bardów. W koncercie wystąpili: Marek Andrzejewski – śpiew, gitara akustyczna, kompozycje; Piotr Selim – śpiew, fortepian, kompozycje; Krzysztof Nowak – gitara basowa, kompozycje; Katarzyna Wasilewska – skrzypce, śpiew; Piotr Bogutyn – gitara elektryczna; Tomasz Deutryk – perkusja; Jolanta Sip – śpiew; Jan Kondrak – śpiew i prowadzenie. Zespół na początku koncertu zadedykował Stachurze swoje trzy autorskie piosenki, po których zaprezentowane zostały w piętnastu utworach fragmenty następujących poematów: Dużo ognia, Przystępuję do ciebie, Kropka nad ypsylonem i Po ogrodzie niech hula szarańcza. Przed nimi pojawiły się też wyśpiewane zdania z tomu opowiadań „Się”.

Jan Kondrak prowokował do tego, by poznawać w autorze Całej jaskrawości to, czego nie znamy. Wprowadzał do każdej piosenki, wygłaszając miniwykład rozjaśniający tajniki twórczości Edwarda Stachury. Postanowiłem połączyć wszystkie wstępy w jedną całość, aby można było je odczytać jako jeden wielki wykład Jana Kondraka prowokujący do czegoś jeszcze większego.

Drodzy państwo! Jeśli ktoś żyje w głębokim przekonaniu, że można niektórych pisarzy i artystów nie znać, to jest to przekonanie obojętne mówiącemu te słowa, bo rzeczywiście można… Ale! Pewne postaci trzeba znać. Tak sądzę. Dla dobra kultury, dla dobra możliwości porozumiewania się. Taką postacią, takim artystą jest Edward Stachura… Więc, jeśli ktoś twierdzi, że zna twórczość Edwarda Stachury, znając tylko jego piosenki, to wie niewiele o tej twórczości. Ten kto zna jego poematy – trochę wie. Kto zna prozę i poematy – wie wszystko. My dzisiaj przywieźliśmy państwu poematy, którymi w sensie śpiewanym nikt się specjalnie nie zajmował do tej pory. Dla jasności: jednym z poematów, Missa pagana, zajmowało się wielu, począwszy od Jerzego Satanowskiego i Czesława Niemena. Rzadko kiedy dzieło owo oglądało światło dzienne, ale zajmowano się nim. Natomiast większą ilością poematów zajęliśmy się my siedem lat temu. Przychodzi ten moment, kiedy możemy część tych poematów państwu pokazać. O co chodzi? W poematach Stachury jest poezja. W piosenkach Stachury jest tylko proza rymowana, a chcemy pokazać pełniej tego wybitnego artystę, który zrobił bardzo wiele dla języka polskiego, poszerzając jego możliwości, czyli zachował się tak, jak poeta powinien. Ale również wykraczał poza poezję. Zrobił bardzo dużo dla psychologii i dla filozofii. Jeśli państwo posłuchacie uważnie, to będziecie wiedzieli, jak bardzo jest to daleko idąca operacja na języku polskim, jak daleko z notatnikiem w ręku poszedł autor w sfery życia wcześniej polszczyźnie nieznane. Choćby sposób opisywania olśnienia, które nazwał »całą jaskrawością«”.

Jest taki poemat składający się z bardzo króciutkich wierszy, który się nazywa Przystępuję do ciebie i ta formuła – przystępuję do ciebie – przewija się w każdym z tych wierszy. Oczywiście przystępować można do Komunii, bo to jest formuła przejęta z modlitwy. Można oczywiście przystępować do obiadu. Można przystępować do próby konsumpcji przodka w pewnych kulturach pierwotnych. Nie o to chodziło Stachurze. Stachurze chodzi o to, że szuka jego bohater ludzi, którzy są w stanie przebywać w twórczym skupieniu – w takim stanie twórczym, który Stachurze wydawał się jedyną receptą na w miarę bezpieczne przebywanie życia na ziemi, kiedy się jest osobą nad-, nad-, nadwrażliwą.”

A w innym poemacie pt. Missa pagana Stachura powołuje pewne kategorie moralne, które jego zdaniem mogą światu pomóc, bo Missa pagana jest wymyślona po to, żeby uratować świat. Dokładnie. Nic mniej, nic więcej. I te kategorie zawarł w części Mszy poganina pt. Komunia.”

Jest taki poemat, który się nazywa Dużo ognia, on dosyć sławny jest. Bohater Stachury ma tam takie wybujałe ego, wybujałe ja. Czuje to ego, że nie ma nikogo podobnego w świecie do niego samego, więc prowadzi intensywny dialog ze samym sobą. Ego rozmawia generalnie z alter ego. Mówi się tam dużo o wędrówce, ale jest to raczej wędrówka w głąb siebie, w głąb po dróżce samo-się-poznania. Tak to wygląda i w tym samo-się-poznawaniu i w tym stanie tworzenia, w który Stachura się wprawia, ten człowiek się spala, stąd tego ognia tak dużo. Sam poemat zwraca uwagę na pewien zabieg, który się nikomu wcześniej nie udał, a mianowicie na połączenie stylu kolokwialnego i stylu wysokiego, retorycznego. Osiągnął tutaj autor efekt „retoryki intymnej” przez nawiązanie do Starego Testamentu i do kolokwialnej mowy. Jest to niezwykłe osiągnięcie w polszczyźnie. Państwo zwróćcie uwagę też na sposób użycia czasownika w tekście, który teraz będzie.”

W innym poemacie pt. Po ogrodzie niech hula szarańcza Stachura skorzystał z pewnego pomysłu, jaki podpatrzył u amerykańskich poetów drogi, u tzw. beatników, gdzie podmiot mówiący wędruje po świecie i opowiada te elementy pejzażu i te spotykane zdarzenia, które budują mu jego historię wewnętrzną, pewną mitologię. Więc zauważa dookolny świat, ale bohaterem tego poematu Stachury, takim fizycznym jest polska prowincja i to bliska nam Lubelakom, bo rzeczy się dzieją też w okolicach naszych. Bohater liryczny powołuje też swoich innych bohaterów – takich, u których podejrzewa, że osiągnęli ten stan doskonałości, czy to też poprzez postradanie rozumu, tak jak Witek Różański – jako tzw. Dziecię Boże, czy też poprzez postać Szaleńca Bożego, jakim się jawi Ryszard Milczewski Bruno. Chodzi cały czas o takie szukanie sposobu na przeżycie życia godnie i żeby temu światu pomóc… Czarno na białym fragment poematu Po ogrodzie hula szarańcza.

Istnieje taka perspektywa (również dla Edwarda Stachury piszącego pewien poemat), że całe zło świata można zawrzeć w słowie „schemat”, a jednostka, zwłaszcza ta wybitna, jest sama jedna i bezradna wobec „owegoż schematu”, wobec drylu, wobec porządku takiego wszechogarniającego. Jest pytanie pewne tutaj: kto za tym się kryje… Pytanie filozoficzne, egzystencjalne i teologiczne, krótko mówiąc. Nie będziemy rozwiązań poddawać, natomiast chcę zwrócić państwa uwagę, że przy pomocy inwektywy, wyszukanej inwektywy, też można rozmawiać na poważne tematy. Że ironia, drwina, kpina i zwykły humor były Stachurze jako twórcy nieobce. Kropka nad ypsylonem”.

Edward Stachura czasami wypowiadał się prywatnie na tematy związane z twórczością. Kiedyś mówił tak do swoich przyjaciół m.in. do Janusza Kuklińskiego, który jest na sali, że wszystko, co zostało napisane na świecie bez świadomości, że śmierć istnieje, jest nic nie warte. Warte jest tylko to, co gdzieś tam z tyłu głowy stale zakłada istnienie śmierci. W literaturze warte jest. Jedna pieśń pt. Wiara z poematu Dużo ognia”.

Chcemy państwa jakoś zachęcić do lektury Stachury, łatwiej się wtedy porozumiewać. Ja wysłałem państwu tylko kilka sygnałów, że, no, jest nad czym podumać, gdy Stachura pisze, a się go czyta, a nie tylko słucha. Po to śpiewamy, żeby zwrócić uwagę, że ten człowiek pisał. Ale nie tylko piosenki na miłość Pana Boga Najwyższego! „O Zjawo Realna”!, „O Widoku Nad Widoki”! To są wszystko nazwy Pana Boga wymyślone przez Stachurę. W piosenkach to tam jest bardzo mało filozofii Stachury. A ona jest niezwykle interesująca. Naprawdę. Godzi się to powiedzieć w urodziny 75. Mistrza, który był nie tylko poetą, nie tylko pisarzem, nie tylko śpiewakiem swoich pieśni, nie tylko trubadurem. On przekraczał to wszystko, mówi się, że przekroczył literaturę. Tak – przekroczył, żył gdzieś bardzo daleko, bardzo dalej. Był pożyteczny dla wielu innych dziedzin życia, dziedzin nauki. Tak mądrzy ludzie piszą. Między innymi pan Jarosław Markiewicz we wspaniałym artykule… Wprowadzenie do … i tutaj długi barokowy tytuł następuje.”

Mam ochotę podroczyć się intelektualnie z tym takim nurtem publicystycznym, który nie dość, że jest rachityczny i zamierający, myślę o krytyce muzycznej, krytyce dotyczącej piosenki, który na dobrą sprawę nie istnieje. Dziennikarze radiowi mają zasznurowane buzie, bo wszystko, co mówią, może być posądzone o reklamę. Ci którzy piszą, piszą o tym, czy był czad na koncercie, czy czadu mianowicie nie było. Nie wiedzą, że czad akurat zależy od siły aparatury, a nie od tego, co wydziela zespół… No więc pojawił się niepokojący artykuł mianowicie, że Stachura śpiewany do tej pory był „zaharcerzony” – cytuję słowo. No, i takie zdania można wypowiadać tylko z niewiedzy, więc chciałbym chociaż państwa powołać na świadków i troszeczkę wiedzy opublikować. Faktem jest, że piosenki Edwarda Stachury śpiewało około 30 tys. osób zawodowo, czyli biorąc za to pieniądze. Taka jest prawda, ale nie tylko. Nurt śpiewania z gitarą można jakoś od biedy zakwalifikować jako nurt harcerski, ale przecież ja nie śpiewałem tego 35 lat temu na sposób harcerski, tylko raczej na sposób operowy. Roman Ziemlański jest fantastycznym muzykiem klasycznym, komponował do Missa pagana. Czesława Niemena trudno o harcerstwo posądzać w złym sensie, Missa paganę opracowywał był, choć nie ujrzało to światła dziennego. Jerzy Satanowski chyba więcej niż połowę songów też skomponował. Niektóre ujrzały światło dzienne, niektóre nie. Pewien kompozytor z Łodzi życiem przypłacił ciężką pracę nad Missa pagana, ale nie pamiętam, czy doszło do premiery w filharmonii. Robert Stanilewicz, znany wam dziennikarz gospodarczy, wtenczas gitarzysta klasyczny tam studiujący, donosił mi na bieżąco, jak postępują prace, bo brał w tym udział. Zespół Rybie Łości, zespół rockowy z Torunia, grał Missa pagana na sposób rockowy. Wtedy pisano właśnie, krytycy, wtedy jeszcze było trochę krytyki za komuny. Nie wiem skąd się brała, ale niektórzy mieli fajne powiedzonka np. o zespole Rybie Łości, wystąpił na „Stachuriadzie” i krytyk pisze: „Ja rozumiem śledzia w śmietanie, ale żeby zaraz w bitej, prawda”. Nie przypominam też sobie, żebyśmy od siedmiu lat wypuścili chociaż jedną nutę harcerską w złym tego słowa znaczeniu. Anna Chodakowska dotknęła bardzo mocno poematu Missa pagana, ale to Roman Ziemlański komponował. Natomiast jest tam przez nią użyty też fragment Oto – w jej programie.

Przychodzimy z nieśmiałą nadzieją, że rozpocznie się w Polsce prawdziwa dyskusja na temat tego, co Stachura rzeczywiście wnosi jako artysta, czyli ktoś więcej niż tylko pisarz i poeta. Co wnosi w nasze życie jako ten, który wnosi coś do języka. To jeszcze nie zostało opisane dobitnie. Polonistyka się jeszcze tym niespecjalnie zajęła, jeszcze przy Teofilu Lenartowiczu polonistyka tkwi. Moi koledzy, z mojego roku polonistyki wszyscy się doktoryzują ze Słowackiego. Odkryli Słowackiego, słuchajcie! No nie ma biedy, no! Kiedyś dojdą do Stachury, ale można to przyspieszyć i my tak staramy się trochę prowokować tę dyskusję. Naprawdę Stachura zrobił nieprawdopodobnie wiele np. pisał w bezokolicznikach. Wtedy felietoniści mu mówili, pisali o nim, że pisze językiem Kalego, a to guzik prawda. Stachura przyjechał do Polski, nauczył się języka polskiego – jego pierwszym językiem był francuski. I nagle zobaczył, jaki to piękny język ten polski. Ile ma możliwości. Pisał w bezokolicznikach, ponieważ to po łacinie jest „infinitivus”, co znaczy „nieskończony”, a Stachurze chodziło o nieskończoność, o wieczność, o wejście do wieczności, więc starał się dostosować formy gramatyczne do idei, jakie sobie założył. Nikt wcześniej na to nie wpadł. Albo np. stosunek do zaimka zwrotnego „się” zrobienie z tego „pana się”… Nikt na to wcześniej nie wpadł. Albo do zaimka „to”. Wszystkie: „Przystępuję do ciebie, bo chciałbym jeszcze rzecz bardzo jak feniks napisać”. Albo: „Wszystki to jest splendor: móc i mieć prawo: do siebie uśmiechnąć się”. To są przecież zdania jak gwoździe z krzyża Jezusowego, bardzo wyraźne. Specjalnie tak robione, żeby pokazać światu, jak polszczyznę można modelować. Dzisiaj śpiewaliśmy kawałek utworu prozatorskiego Się – jest tam jedno zdanie: „Się szło…” Widzieliście, ile razy można to samo zdanie powiedzieć i jak to coraz inaczej znaczy, jak bardzo język polski jest językiem pozycyjnym. Mówi się, że angielski jest pozycyjny, to prawda, ale polski też i w zależności od kolejności tych słów nagle zmienia się światło, a z tym znaczenie i Stachura to wszystko pokazuje.”

Liczę, tak samo jak zespół Federacja, że ta wypowiedź Jana Kondraka na temat twórczości sprowokuje do polemiki i większej wypowiedzi w formie książkowej. Zapraszam na stronę Polskiego Radia też do obejrzenia koncertu, który zarejestrowany został w formie video, gdzie widać i słychać, jak zespół radzi sobie z poematami Stachury:

http://www.polskieradio.pl/9/200/Artykul/672901,Koncert-Stachura-Poematy-(wideo)

Pozwolę sobie w tym miejscu na małe wspomnienie, które może pozwoli sprostować, iż zespół jeszcze wcześniej rozpoczął swoją pracę nad poematami Edwarda Stachury. Pamiętam jak dziś, że był to czerwiec 2006 roku, kiedy to przyjechałem z Poznania do Warszawy na tzw. „Mironalia”, aby na spotkaniu poświęconym Edwardowi Stachurze wspomnieć o jego przyjacielu Wincentym Różańskim, który był bohaterem poematu Po ogrodzie niech hula szarańcza i powieści Cała jaskrawość, a wtedy jeszcze żył, mimo dużych problemów zdrowotnych. W takich oto okolicznościach poznałem Jana Kondraka i pierwszy raz usłyszałem śpiewane poematy Stachury. Federacja występowała wtedy w mniejszym składzie bez perkusji i gitary elektrycznej. Poprosiłem wtedy Jana Kondraka, aby przysłał mi płytę z tymi nagraniami i otrzymałem koncert zarejestrowany w Hadesie 5 listopada 2004 roku, bez obróbki studyjnej, co oznacza, że pracę nad poematami zespół rozpoczął nie siedem, a osiem lat temu. Ale mniejsza o daty. Ważne, że powstaje studyjna płyta z dodatkowymi instrumentami, przez co brzmienie nadaje siłę słowu śpiewanemu, podkreślając jego ważność.

Szukałem i znalazłem w sieci elektronicznych informacji ten długi barokowy tytuł, który w całości brzmi Wprowadzenie do ekstatycznego życia i cierpienia Edwarda Stachury, a także próba teorii tak zwanego obłędu i tak zwanej śmierci. Postanowiłem też potwierdzić słowa Jana Kondraka, o tym, iż Edward Stachura przekroczył literaturę. Znalazłem u siebie artykuł Wincentego Różańskiego o Stachurze pt. Był tym, który poszedł do końca opublikowany w piśmie „Integracje”, Cz. VIII, Warszawa, marzec 1983 r. W nim Witek Różański wspomina:

Był to człowiek niezwykle dumny, tkliwy, obdarzony poczuciem humoru, a zarazem nie wolny od smutku, zadumy; prostolinijny i zdecydowany na wszystko, co stanowiło drogę literacką stopioną z życiem. Mówił mi, że pójdzie w literaturze do końca. Uważał, że życie i literatura to jedno. Był z tych, którzy rodzili się i umierali i tym, któremu to było za mało. Pisał mi, że pójdzie na całego; było to w okresie pisania Całej Jaskrawości. Pisał o śmierci jako o „zupełnej wariatce”. Był po stronie życia, ale w szczególnych chwilach tęsknił za lepszym światem.”

W tym miejscu warto przytoczyć słowa Brodzińskiego: „Literatura każdego narodu jest jego moralnym bytem, bezpieczną w swoich granicach, żadnemu zniszczeniu niepodległą” i warto dodać do tych słów, nie podlega zniszczeniu jeśli sami pragniemy ją poznawać i chronić przed zapomnieniem.

Krzysztof Wiśniewski

Warszawa, 20 IX 2012 roku

 

 

{gal}federacja2012{/gal}

fot. K. Wiśniewski.

powrót na górę

W ramach Stachuriady polecamy szczególnie:

bruno

belon

harasymowicz