Co po nim pozostało

Chicku
Z pewnej mailowej dyskusji z POlkiem - słów kilka

Gdyby nie zginął, napisałby jeszcze sporo porządnego tekstu, wszak wstępował właśnie w wiek największej płodności artystycznej. Pogodzić się ze światem czyta się całkiem dobrze, a Stachura dzieło to tworzył w czasie - jak sądził - upadku intelektualnego i wyjałowienia artystycznego. Człowieka-nikt wywyższał ponad siebie pod każdym względem. A pisał przecież dobrze. Był w dołku, a jak wiadomo, po każdym kryzysie nadchodzi wyniesienie. Napisałby z pewnością wiele. (...) O wiele więcej niż zdołał do 1979. Ale to co udało mu się napisać jest mimo wszystko CZYMŚ. Nawet Fabula rasa wnosi cosik do gatunku, nie ubolewajmy więc, że zginął, dało to przecież inny wyraz jego twórczości, moim zdaniem Jeden dzień straciłby, gdyby jego autor dożył lat starości. Jakoś to jest. Gdzieś tu tkwi reguła. Gdzieś tu jest jakaś niewidzialna spoistość, która łączy życie Stachury i wszystkie jego epizody życiowe w jedną konkretną całość. Iście doskonałą całość. Gdyby nie zginął, być może byłby odebrany przez Szwedów tak dobrze jak Miłosz. Ale stało się tak jak się stało. Wszak był człowiekiem tragicznym, romantycznym, a wiadomo, jak tacy kończą. Ideał książkowy. Tak miało być. (...) Zginął, bo chorowity wiek starczy nie był dla niego stworzony. Gdy w '79, po wypadku, stał się zależnym, coś się zmieniło. Ktoś go odciął od tlenu jego życia - swobody. Skończył z sobą. Zostawił po sobie spuściznę, można płakać, że mogło by być jej więcej, gdyby Stachura myślał inaczej, ale gdyby inaczej myślał, ta jego twórczość, która istnieje, byłaby inną twórczością, a życie jego nie było by tym życiem którym jest. Ile żywotów można nazwać, że są idealną kompozycją różnych epizodów? Które życie: Szymborskiej? Prusa? Sienkiewicza?
Stachury.

Stachurę można naśladować. Można dopisać to, czego on nie napisał. Co prawda, nie można go powtórzyć, bo nie byłby to już postępek oryginalny, ale jego twórczość może służyć jako podręcznik do nauki, można ją rozwinąć nie kopiując Stachury. Ktoś gdzieś kiedyś powiedział czy napisał o obawie przed peryfercjalizacją polskiej literatury, czego przykładem miał być właśnie Stachura. Że to, co on pisał, jest tym, czym były dzieła Mickiewicza dla klasyków - elementem niszczycielskim prawość kultury antyku. Nowatorstwem za dychę. Ten sam człowiek, który mówił o peryfercjalizacji polskiej literatury stwierdził, że możemy żyć spokojnie, gdyż Stachury się nie da skopiować, więc nie grozi nam nowy nurt flejtarskiej poezji. Stachura był kiepskim jej przedstawicielem, bez siły przebicia - uważał ów człowiek. A jednak  m o ż n a  go naśladować. Rozwijać w różnych kierunkach. On był pionierem. Pionierów literatury się nie kopiuje, ale gruntuje się na nich kolejne utwory. Za 300 lat epoka drugiej połowy wieku XX nie będzie nazywana epoką współczesną. Wiele widać w niej nurtów bazujących na wzorach antycznych, romantycznych, barokowych itp. itd. Ale trochę też takich, których nie było nigdy wcześniej. I może pod ich znakiem rozpoznawana będzie literatura współczesna (współczesna - nam i nikomu innemu), może rozpoznawana będzie pod znakiem dzieł garstki ludzi, a wśród nich jakieś tam miejsce zajmie sobie Stachura. Taki sobie przodownik. Taki sobie niedoceniony Mickiewicz XX wieku.
powrót na górę

W ramach Stachuriady polecamy szczególnie:

bruno

belon

harasymowicz