Piosenki Stachury

Panowie!

Skoro kłócicie się o najlepszego Wykonawcę - to proponuję abyście wspomnieli jeszcze o Janie Kondraku  - osobiście uznaję jego wykonanie "Mszy" za absolutną rewelację (...).
Kolejna sprawa - odczułem pewien niesmak gdy przczytałem słowa Jerzego Stachury - Juniora, pozwólcie, że je Wam zaprezentuję:
Jest ich wielu. Ilu? Nie wiem. Mówią,że "śpiewają". Nie wiem co to oznacza, ale niech śpiewają. Tym przy ognisku - życzę gwiaździstego nieba. O tych co w świetle reflektorów, wolałbym nie mówić. Ale nie życzę im źle. Jednak znam paru chłopaków, któży (pisownia oryginalna - MK) do wierszy (piosenek) Edwarda Stachury zrobili kawałek dobrej muzyki. Jest wśród nich Marek Gałązka. Sted, jak sam mawiał, nie miał pretensji być grajkiem, czy śpiewakiem. Ale nie traktował pioenki (wbrew temu, co twierdzą dziś niektórzy "Stachurolodzy")jako marginesu swej twórczości. Do większości tekstów ułożył własną muzykę. Dlatego mając w pamięci jakże wymowne kompozycje Steda, długo nie mogłem pogodzić się, że do tych samych słów może zaistnieć jakaś inna muzyka. To właśnie Marek swoim śpiewem i grą na gitarze przekonał mnie, że można inaczej".   {Powyższe znajduje się na okładce do kasety Ballady E. Stachury, śpiewane przez M. Gałązkę}

No dobrze, a co to oznacza? Wydaje mi się, iż kilka osób najchętniej chciałoby zamknąć twórczość Stachury w jakichś ciasnych ramach kilku wykonawców. Oczywiście w myśl tego odpada komercyjny SDM, który przecież gra zbyt sympatycznie dla ucha. Nie sądzę, aby do odpowiedniego przeżycia utworu, była konieczna jakakolwiek muzyka - wystarczy pewien klimat - teksty ballad są w gruncie rzeczy całkiem niezłą poezją. Może niezbyt skomplikowaną, ale bardzo trafną i adekwatną do sytuacji lirycznych. I to właśnie ta celowość utworu sprawia, że jest on piękny. Sam fakt, czy śpiewa sam Mistrz, czy też Gałązka, albo Polek - nie ma nic do rzeczy.
Moim zdaniem SDM robi kawał dobrej roboty skłaniając młodzież do słuchania czegoś innego niźli jakieś bumbumbumbumbumtatatata. Młody człowiek jeśli zainteresuje się wreszcie tekstem, a nie muzyką, to w pewnym momencie znajdzie wykonawców typu Chodakowska, Gałązka, Kondrak.
Powiedzcie mi - w czym tkwi Waszym zdaniem różnica między poezją ŚPIEWANĄ, a poezją? Czy Holoubek lepiej recytuje Wielką Improwizację niż ją Mickiewicz prezentował swym znajomym? Gdzie tak na prawdę przebiega granica między nadawcą, a odbiorcą dzieła? Kim zatem jest śpiewak?
Marcin Kasjaniuk (2000)


 

Co do piosenki poetyckiej - moim zdaniem (od strony najpierw twórcy, który jest pierwszym jakby "etapem"): Cholerną frajdę sprawia wyrażenie klimatu wiersza własną muzyką. Przy odrobinie pracy i naprawdę niewielkiej dozie talentu można jakby podwoić wymowę dzieła przez dodanie do niego muzyki. Jest wspaniale stanąć obok poety, czasem wielkiego, jako współtwórca dzieła, którym jest piosenka.

Od strony odbiorcy: Muzyka trafia do człowieka (przynajmniej do większości, w tym tez do mnie), niż tekst pisany. Poprzez muzykę można wytworzyć klimat, w który potem słowa wpasowują się jak w cudowne ramy i mają dużo większe oddziaływanie niż słowa. Wiersz jest formą ulotną, łatwo rozproszyć się czytając go. Z muzyką jest już nieco inaczej. Poza tym, słysząc muzykę, możesz patrzeć na świat jednocześnie, co jest szczególnie ważne w przypadku tekstów Stachury, ponieważ on własnie swiat najprawdziwszy opisuje, chciałoby się powiedzieć "naturalistyczny", jednak ten świat jest jednocześnie piękny, więc słowo "naturaizm" średnio tu pasuje (albo jestem niedouczony, z "polaka" miałem tylko 3 :-P :-). Jeszcze uwaga tycząca się być może tylko mnie, choć nie wiem - piosenki mogę słuchać kilka razy dziennie, wiersza tak często czytać bym nie mógł.

Co do piosenek Stachury, nie wydają mi się one "głębokie". Głębokie są wiersze Norwida czy Baczyńskiego. Pewien rodzaj głębi mają w sobie wiersze autora "Siekierezady". Ale piosenki są według mnie bardzo proste. W większości z nich wszystko jest wyłożone jak kawa na ławę.   Chociaż, posługując się dialektyką rodem z "Fabula Rasa", nie mogę powiedzieć nic o głębokości tekstów, do dna których nie dotarłem. A do dna piosenek Stachury chyba dotarłem :-). Ale taki sposób rozumowania jest tak słuszny jak większość założeń "Fabula Rasy", czyli wcale :-)
POlek


postaram się w niej nieco jaśniej opisać moją koncepcję poezji śpiewanej. (Co ciekawe właśnie odsłuchuję sobie Bezduszki Marka Gałązki).

Tradycyjnie - dłuższy cytacik człowieka, który z racji swych bezkompromisowych poglądów nie cieszy się zbyt wielką popularnością - a szkoda, bo w moim mniemaniu pisze rzeczy całkiem mądre. Tako rzecze Jan Marx:

Przypuścmy, że licealista do bólu oczu wpatrujący się w ciemne wiersze Białoszewskiego, Karpowicza, Grochowiaka doznaje olśnienia przy Stachurze - nagle wszystko staje się jasne lub takim się młodemu czytelnikowi wydaje. A już na pewno do percepcyjnego orgazmu doprowadzą go Stachurowe piosenki. Tam dopiero możn wyć z rozkoszy.
Natomiast czytelnicy, zaspokajający potrzebę poezji - tkwi ona przecież w każdym - za pośrednictwem hitów z radiowych list przebojów, w Stachurze dostrzegli szansę dowartościowania się bez dodatkowego wysiłku intelektualnego
{tu muszę wcisnąć swoje dwa grosze - Steda już nie puszczają w radio. Bardziej adekwatnym byłby tu G. Turnau - wg mnie typowy karierowicz wyzyskujący pojęcie PŚ do robienia pieniędzy}.
Otóż współczesna poezja w świecie (z małymi wyjątkami) uległa tak głębokiej interioryzacji {włączenia do kręgu własnych przeżyć - MK}że przeciętny czytelnik nawet z dyplomem akademickim niewiele z niej rozumie. Powstała więc luka we wrażliwości takiego czytelnika, która bierze się z braku gotowości percepcyjnej, najczęściej wynikającej z lenistwa umysłowego, bo subiektywne postrzeganie świata przez poezję dzisiejszą wymaga wysiłku, o którym nie wiadomo z góry, czy się opłaci. Wierszowi współczesnemu niewiele pomoże nawet wsparcie interpretacyjne krytyki. Tę lukę wypełnia więc nie poezja, lecz jej substytut - piosenka, która ponadto za jednym zamachem zaspokaja potrzebę poezji i muzyki.
Podczas słuchania muzyki nawet pospolite rzeczy nabierają blasku, dając złudzenie obcowania z prawdziwą sztuką.
Śpieszymy się dziś. Mało kto ma czas na czytanie poematów, powieści. A tu piosenka proponuje surogat powieści, wiersza. To znamię czasu.

Hmmm, może niektórzy z Was krzykną zaraz o kalaniu własnego gniazda, etc. Nie sądzę, bym postąpił źle - po prostu - krytyka uszlachetnia.

Co do powyższego cytatu 
1. Zwróćcie uwagę na fakt, ze faktycznie o wiele łatwiej odbiera się piosenkę niźli czysty wiersz. I może czasem świadczy to o jakimś upośledzeniu umiejętności do czytania., niemniej Sted tworzył piosenki, a nie wiersze do których potem GT dorabiał muzykę. Zatem obcujemy z jakimś intrygującym, ale już gotowym produktem spod ręki jednego autora.
2. Pojawia się jednak pewien problem - jak zaklasyfikować np twórczość nieszczęsnego GT - czy o poeta? Muzyk? Bard? Z tego co się orientuję - nie śpiewa do swoich tekstów, ale czy to właściwe kryterium?
3. [do pana Marxa] Czy postąpiłem źle - czytając bajkę "Jak gęś wodę w sitku nosiła"? Przecież to prymitywne i bezsensowne czytać takie idiotyzmy gdy się ma pięć lat. Uważam, że piosenki Steda są dobrym wstępem do późniejszej lektury poważniejszych utworów.
4. Współczesna poezja rzeczywiście jest bardzo zagmatwana i introwertyczna. Czy to źle, że są poeci, którzy próbują jasno opisać swój pogląd na świat?
Panie Wojtku!
a.) Czym jest "Pies andaluzyjski"? Są jednak utwory Steda, które zadziwiają mnie swą formą, treścią i klimatem.
b.) Stajemy się wówczas (podczas dorabiania muzyki) twórcami, czy interpretatorami?
c.) Jeśli do utworu potrzebujemy muzyki "do lepszych klimatów" - to chyba sam wiersz jest do niczego, skoro nie potrafi nas zadowolić? ;-)

Kiedyś miałem takie kryterium - jeśli potrafiłem zagrać utwór na gitarce i harmonijce - to znaczy, że obcowałem z poezją śpiewaną. Niestety potem trafiłem na Sielankę o domu WGB i koncepcję szlag trafił. Zresztą bardzo Was proszę - podzielcie się swymi refleksjami dotyczącymi subtelnego różnicowania znaczeń: poezja i poezja śpiewana. Najciekawsze opinie zostaną nagrodzone publikacją w mojej pracy licencjackiej wraz z odnośnikiem do autora poglądów :-))

Szczęśliwy posiadacz trzech częsci KŁ w mp3
Marcin Kasjaniuk

powrót na górę

W ramach Stachuriady polecamy szczególnie:

bruno

belon

harasymowicz